Dobry brat

Franki w oczekiwaniu na kwalifikację do wycięcia migdałków przebywa obecnie w domu. Aby wzmocnić jego kondycję postanowiliśmy wysłać go na seanse do groty solnej. Miał tam pójść w towarzystwie opiekującej się nim Steni. Ale nasz mały domator uznał, że w domu jest mu najlepiej i nigdzie nie zamierza się ruszać. Stania w końcu zdołała go przekupić obietnicą, że będzie mógł sobie wybrać po wizycie w grocie jakąś małą małą zabawkę w pobliskim kiosku. Na taki układ Franki zgodził się ochoczo.
Gdy wróciliśmy z pracy do domu powitał nas radosny okrzyk młodego trzymającego w ręku wojskowy samochodzik.
 – Zobaczcie co dostałem od Steni!
Zo, która wróciła z nami z przedszkola trochę zrzedła mina.
– Zosia, dla ciebie też coś mam – pocieszył ją dobry brat, który nie zapomniał o swojej siostrze.
– To dla ciebie – powiedział Franki wyciągając zza pleców plastikowy pistolet. Widząc zmieszanie w oczach siostry szybko dodał:
– Ale jak ci się nie podoba to możesz mi go oddać.
I tak to emploi dobrego brata zmieniło się w obraz małego kombinatora.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Franki wraca do domu

W niedzielę mieliśmy się stawić w szpitalu z naszym Fankim, który został zakwalifikowany do elitarnego klubu kandydatów na wycięcie migdałków. Pierwszy termin przyjęcia do klubu został wyznaczony rok temu na kwiecień bieżącego roku. Czekaliśmy tak długo, by ostatecznie zostać odesłani na kolejny termin, gdyż Franki zdążył się w tym czasie rozchorować. W niedzielę przeprowadziliśmy więc z Miszą szybką akcję pod  kryptonimem ,,Migdałki 2012″. Akcja polegała na dezinformacji potencjalnego pacjenta, neutralizacji jego ewentualnego oporu i załagodzeniu stresu w przypadku pozostania w szpitalu. Wstaliśmy wszyscy wcześnie rano i bez jedzenia śniadania wyruszyliśmy w czwórkę w drogę do szpitala. Wyglądało to jak wyjście na majówkę. Franki nic nie podejrzewał.
– A…, to nie idziemy do kościoła? – zapytał kandydat do elitarnego klubu gdy zaparkowaliśmy samochód przy szpitalu.
– Tu już byłem – dodał radosnym głosem gdy wchodziliśmy na izbę przyjęć i pierwszy rzucił się do stoliczka z gazetkami dla dzieci.
Franki był w znakomitym humorze. Kompletnie nie zdawał sobie sprawy, co go może już wkrótce spotkać. Inne dzieci, które tego samego dnia zgłosiły się do przyjęcia do szpitala miały bardziej zaaferowane miny. Gdy z gabinetu lekarskiego wyjrzał pan laryngolog Franki pierwszy do niego podbiegł. Wyszedł już po minucie z taką miną szczęśliwca, jakby otrzymał super zabawkę.
– Powiedział, że mogę iść do domu – rzucił przelotnie i już był na korytarzu.
– !!?
Okazało się, że znów ma zaczerwienione gardło i obrzęknięte migdałki, czyli nie nadaje się na operację. Byliśmy z Miszą załamani. Wszystko ustawione, urlopy pobrane, a  tu tymczasem mamy wracać do domu z niczym. Tylko Franki promieniał radością,.
– Fajna była ta poranna wycieczka!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Karolina jedyna

Przedwczoraj odwiedziłem pod wieczór dom siostry mojej jedynej. Ania była akurat zajęta kąpaniem Felusia, szwagier brukował chodnik na ogródku, więc przywitała mnie Karola. Była już po kąpieli w piżamce.
– Pomożesz mi posprzątać mój pokój? – zapytała na powitanie.
Pomogłem.Przy okazji musiałem zapoznać się i wyrazić zachwyt nad kolekcją dziewczęcych torebek schowanych w wiklinowym koszu.
– A zrobisz mi kolację? – spytała znów Karolinka-Spinka.
Zrobiłem, bardzo chętnie. Zająłem się przygotowywaniem kakałka i krojeniem chleba. Karolcia posmarowała skibki czekoladowym kremem i nałożyła na różowy talerzyk z wizerunkami księżniczek. Wszystko to zaniosła do swojego stoliczka i przystąpiła do jedzenia.
– Zobacz tato! Z wujkiem zrobiliśmy śniadanie – zawołała do wchodzącego do kuchni szwagra.
Śniadanie, czy kolacja – jak to tam kto zwał – ważne, że robiliśmy coś wspólnie. Po posiłku Karolcia przyszła do mnie usiadła mi na kolanach i patrząc filuternie kątem oka zapytała:
– A właściwie to dlaczego tak mnie lubisz?
– Bo jesteś najwspanialszą Karolinką na świecie. Jedyną taką jaką znam – odparłem natychmiast.
– Aha, teraz rozumiem – odparła moja siostrzenica i poszła bawić się do swojego pokoju.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Zosia samosia

Wydarzyło się to dzień po imieninach. Miszy nie było do wieczora, a ja zostałem sam z dziećmi.Na chwilę musiałem zejść do piwnicy. Franki chciał zostać w domu i grać w grę na laptopie. Zo natomiast wolała iść ze mną. Gdy jednak zeszliśmy na dół córka moja siedmioletnia postanowiła wrócić sama do mieszkania. Przynajmniej tak mi się zdawało. Tymczasem ona weszła na pierwsze piętro i zadzwoniła do drzwi naszej zaprzyjaźnionej sąsiadki – starszej pani Loni. Powiedziała, że przyszła podziękować za prezent imieninowy (dostała od pani Loni kwiaty i czekoladkę). A ponieważ tata jest w piwnicy, a ona boi się być sama, to czy może u niej zostać i obejrzeć bajkę w telewizji. Pani Lonia ugościła naszą rezolutną Zo i poszła jeszcze po Frankiego, który przytomnie najpierw zbiegł do mnie do piwnicy i oznajmił:
– Jesteśmy u pani Loni.
I co? Szafa gra, jak mówią na budowie. Okazuje się, że nasze dzieci potrafią już zadbać o siebie. 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Imieninowy szał

Wpierw mała pretensja do właściciela serwera. Coś się zacięło i przez kilka dni nie mogłem dokonywać wpisów. Ale na szczęście to coś zostało naprawione, bo strona działa już bez zarzutu. Mogę przystąpić do nadrabiania zaległości.

Koniec ubiegłego tygodnia upłynął pod znakiem przygotowań do imprezy imieninowej Zo. Żeby Frankiemu nie było przykro i żeby nie musiał czekać aż do października na swoją kolej, umówiliśmy się, że on też będzie miał imieniny. Jedna impreza, dwie okazje. To wielki plus organizacyjny dla nas rodziców. Jeszcze większym plusem było motywowanie naszych pociech do grzecznego zachowania. Groźby takie, jak: ,,bo odwołamy imprezę i goście nie przyjdą”, albo ,,bo nie dostaniecie żadnych prezentów” przynosiły pożądany skutek. Co więcej, wymuszały posłuszeństwo i mobilizowały na przykład do wieczornego porządkowania pokoju i odkładania zabawek na swoje miejsce.
W niedzielę przyszli goście (a w wydaniu dzieci: przyszły prezenty). Misza wystawiła na stół ciasto własnej roboty reklamując je:
– Przepraszam, ale mi nie wyszło.
Goście jakby nie zwracali na to uwagi, bo jak się później, po imprezie okazało, to  słodkiego zostało doprawdy niewiele. Gwiazdą imienin był najmłodszy uczestnik, czyli ośmiomiesięczny Felo, który postawił sobie za zadanie nauczyć się tego dnia  chodzić.
Naszym dzieciom spełniły się marzenia, bo dostały to co chciały, czyli zestawy lego. Zo otrzymała serią Friends, czyli nareszcie coś dla dziewczynek w świecie klocków lego. Układała sobie scenę muzyczną, jakąś kuchenkę i wyposażenie piknikowe Suzany, Mio, czy innej tam bohaterki (tylko Zo wie jak się wszystkie te ludziki nazywają).
Franki otrzymał upragnionych Ninjago. Choć dostał dwa identyczne zestawy cieszył się jak dziecko. W końcu mógł swój zestaw podwoić. Nie liczy się co, tylko ilość. Od razu chciał powiesić sobie nad łóżkiem plakat trupiej czaszki z gazetki ninjago, ale mu nie pozwoliłem. Wpadł więc w rozpacz i stwierdził, że nie po to dostał prezent, żebym ja mu teraz nie pozwalał zrobić z nim tego co on chce. Wytłumaczyłem, że na ścianie wieszamy tylko dobrych bohaterów, a nie złych (już teraz zaczynam się bać jak za kilka lat będzie wyglądał pokój mojego syna). Na pocieszenie powiedziałem mu, że wkrótce będzie dzień dziecka, więc niech lepiej zachowuje się dobrze, to wtedy kupimy mu plakat z innym bohaterem.
I to jest to! Dzień dziecka. Kolejna motywacja do wymuszania posłuszeństwa i karności u dzieci.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wysyp zębów

Sypnęły nam się zęby, oj sypnęły… Zaczęła Zo, która w niedzielę poinformowała radośnie, że kolejny trzonowiec wisi jej już na włosku. Akurat umawialiśmy się na wizytę u Karolinki. Zo koniecznie przed wyjazdem chciała pozbyć się zęba, czyli do akcji musiał wkroczyć tata – dentysta. Gabinet dentystyczny znajduje się w naszej łazieneczce. Jedynym przyrządem potrzebnym do przeprowadzenia akcji usunięcia mleczaka jest szczoteczka do zębów. Popychamy ząbek w górę, w dół, troszkę na boki, aż w końcu odpadnie. I tak było tym razem. Zo do Karolinki pojechała z jednym zębem mniej.
Franki jakby trochę zazdrościł, że Zo ,,zgubiła” tyle zębów, a on jeszcze żadnego. Zawsze ma pretensje o to, że Zo zrobiła coś pierwsza przed nim (łącznie z urodzeniem się). Dlatego teraz zaczął ogłaszać, że jemu też się rusza dolna jedynka. Zignorowałem jego rewelacje, bo myślałem, że młody zwyczajnie w świecie się przechwala. Jakież było więc zaskoczenie, gdy następnego dnia rano Misza odebrała w pracy telefon od Steni (Franki ze względu na zapalenie ucha był w domu). Rozmówcą był Franki, który konspiracyjnym szeptem oznajmił, że właśnie sam sobie wyrwał ząb i że to wielka tajemnica. Tak oto nasz syn pozbył się pierwszego swego mleczka.
Wróżka Zębuszka znów musiała wypłacić z własnej kasy złote monety.
– Nie martw się tato – powiedział mi Franki. – Jak dostanę pieniążek to oddam go tobie. Bo jak się ma pieniądze, to trzeba dzielić się z biednymi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Banda łysego, czyli trzech na jednego

Raz na dwa miesiące trafiam po nóż maszynki do strzyżenia. Dokładnie, to egzekucja dokonuje się w łazience na moich włosach na głowie, a egzekutorem jest moja żona Misza. Zdarza się, że całemu widowisku towarzyszy widownia w postaci naszych dwóch najmłodszych członków rodziny.
Niedawno podczas strzyżenia dotychczas bierna widownia włączyła się czynnie w udział w całym tym przedsięwzięciu. Wyglądało to mniej więcej tak: Misza operowała maszynką do strzyżenia. Z lewej strony stojący na sedesie Franki małym pędzelkiem czyścił mi uszy z małych ścinek włosów, z prawej Zo z wysokości stołka drapała mnie drewnianym grzebieniem po głowie. Ja cierpliwie i w milczeniu znosiłem te tortury. Wszystko to działo się w naszej łazience o powierzchni niecałych 3 metrów. Co rusz Misza pokrzykiwała groźnie:
– Odejdźcie mi stąd, bo krzywo obetnę tatę!
– Tracę już cierpliwość! Nie dam rady!
Jednak dała radę i efekt nie był aż tak tragiczny. Przynajmniej moim zdaniem.
Zo popatrzyła na mnie krytycznym spojrzeniem i rzekła:
– No, to cię teraz wyłysieliśmy!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

In memoriam

Jest nas mniej o jedną bliską osobę. W niedzielę zmarła Babcia Basia. Nasze dzieci straciły drugą babcię. To smutne i przygnębiające przeżycie, ale nie oznaczające beznadziei i załamania. Nasze dzieci traktują sprawę śmierci z naturalnym spokojem i zrozumieniem. Skoro Babcia Danusia jest już w niebie, to teraz do nieba poszła Babcia Basia. Po prostu taka kolej rzeczy. I już. Najważniejsze, że za dwa tygodnie będą imieniny Zo, że wkrótce wakacje, że można jeździć na rowerze… A że nie ma już z nami Babci… Być może ta prawda do nich nie dociera, nie mogą sobie wyobrazić, że ktoś odchodzi na zawsze, że już go nigdy nie ujrzą. Może to i dobrze, że dzieci spostrzegają rzeczywistość w taki prosty sposób, bez emocjonalnego zaangażowania.
Ciekawe, czy w ich pamięci zostanie jakiś skrawek wspomnienia o Babci, jej dom, jej miejsce przy stole, jej zmagania z chorobą? Czas pokaże.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Mała kobietka

Fascynująca jest obserwacja procesu dorastania własnych dzieci. Nie są to zmiany z dnia na dzień, ale następują one skokowo, mniej więcej co pół roku. Ku mojemu nieustannemu zaskoczeniu dostrzegam, że dzieciom zmieniają się rysy twarzy, rosną ich ciała, zmysł obserwacji świata wyostrza się. Zmienia się sposób mówienia, artykułowania swoich potrzeb.
Od pewnego czasu przyglądam się zmianą jakie przechodzi Zo. Staje się już małą kobietką.
W kąt łóżka odszedł kiedyś nieodłączny przyjaciel miś Odżo. Teraz świat jej zabawek wypełniają małe laleczki i kucyki. Wciąż chce być księżniczką, ale nie stroje są już najważniejsze, a sam książe, w którym chce się zakochać i z którym planuje ślub. Do przedszkola nie pójdzie w byle czym. Często rano kłóci się z Miszą o tę, czy inną bluzkę lub spódniczkę.
Ostatnio jadąc samochodem puszczałem muzykę i akurat leciała piosenka Gotye ,,Somebody that I used to know”.
– To moja ulubiona piosenka – stwierdziła Zo i poprosiła, żebym ją dwukrotnie powtórzył.
Wczoraj asystowałem jej przy kąpieli. Myła włosy. Oczywiście sam. Nałożyła sobie dużo szamponu na włosy i przeglądając się w lustrze zaczęła modelować je w najróżniejsze sposoby. Śpiewała przy tym na cały głos:
– ,,Dancing queen, dancing queen…”
A jakie miny i pozy robiła… Cóż! Prawdziwa mała kobietka.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Co wzięła owca

Nie ma to jak patriotyczne wychowanie młodzieży. Wczoraj  urządziłem dzieciom w domu konkurs znajomości hymnu Polski. Franki od razu stwierdził, że nie zna, ale gdy zaintonowałem:
,,Jeszcze Polska nie zginęła…” zaraz się do mnie przyłączył ze śpiewem.
– ,,…kiedy my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy.”
Zo dołączyła się do nas i już w trójkę ryknęliśmy gromkim chórem:
– ,,Marsz, marsz Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski…”
– Tato, tato – przerwał nagle Franki. – A dlaczego OWCA przemoc wzięła?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz