Przychodzą zmiany w życiu. Raz mniejsze, co jakiś czas te większe, poważne, nieodwracalne… Stoję teraz w obliczu nowego wyzwania i zmiany miejsca pracy. Pozostawiam za sobą, to co tworzyłem przez osiemnaście lat mojego życia, co sobie ,,wymościłem” i uczyniłem ,,bezpieczną strefą psychicznego komfortu”. Z pewnym żalem, pewnie i z tęsknotą. Niestety, to co dotychczas tworzyłem skończyło się bezpowrotnie i przyszedł czas na zmianę. A zmiana w tym wypadku mogła być na szczęście tylko jedna, czyli w kierunku do przodu. Szczebelek wyżej. Rzucam się zatem w fale większego i groźniejszego morza, którego horyzont przykrywa póki co mgła ogromu zadań. Nowe wyzwania, odpowiedzialności i podskórny lęk czy podołam.
W tym wszystkim jest ze mną kojące uczucie zaufania. Wierzę i ufam Bożej Opatrzności, że to, czego się podejmuje jest w szerszej perspektywie Bożą Wolą, planem Pana Boga na moje życie. Moja ufność rodzi się w modlitwie, zawierzeniu i szukaniu bliskości w Tym, który mnie umacnia. Nie wiem, czy byłbym w stanie dźwignąć ciężar zmian, gdybym nie miał zaufania. Podążając modlitewnymi śladami świętej Faustyny Kowalskiej odnajduję w Bożym Miłosierdziu spokój duszy. Ufam i patrzę z nadzieją w przyszłość. Promień miłosierdzia rozświetla każdą mgłę i ukazuje nam horyzont zbawienia.
