Dziś w święto Niepokalanego Poczęcia Maryi miałem sposobność uczestniczenia wraz z żoną w porannej mszy świętej podczas rorat. Wcześnie rano pojechaliśmy do miasta, do kościoła, by zdążyć na nabożeństwo jeszcze przed rozpoczęciem pracy.
Zanim cokolwiek zacząłem dziś robić wpierw był stół eucharystyczny. Zanim o cokolwiek zacząłem się martwić na stole eucharystycznym objawił mi się Pan Jezus. Zanim podjąłem normalny trud dnia Pan Jezus w komunii świętej już był ze mną, w moim sercu.
Patrzyłem na moment przeistoczenia. Wpatrywałem się w hostię, wierząc głęboko, że w tym momencie wpatruję się w oblicze samego Pana Boga. To był największy i najwspanialszy fragment z całego dnia. Nic już nie będzie w tym dniu większego. Nic nie przebije swoją rangą tej jednej niesamowitej chwili. Obcowanie z Panem Bogiem.
Czasami zamartwiam się tym, co mnie ma czekać w danym dniu. Zadania związane z pracą, wypełnianie obowiązków domowych, załatwianie przeróżnych spraw i radzenie sobie z nieoczekiwanymi problemami. Jednak gdy zaczynam dzień od wpatrywania się w oblicze Boga Żywego nie muszę się już o nic martwić. Ten jeden moment daje mi siłę i wiarę, że nie ma nic, co by ten moment przerosło. Pan Bóg rozprasza wszelkie mroki nocy.
