Banda łysego, czyli trzech na jednego

Raz na dwa miesiące trafiam po nóż maszynki do strzyżenia. Dokładnie, to egzekucja dokonuje się w łazience na moich włosach na głowie, a egzekutorem jest moja żona Misza. Zdarza się, że całemu widowisku towarzyszy widownia w postaci naszych dwóch najmłodszych członków rodziny.
Niedawno podczas strzyżenia dotychczas bierna widownia włączyła się czynnie w udział w całym tym przedsięwzięciu. Wyglądało to mniej więcej tak: Misza operowała maszynką do strzyżenia. Z lewej strony stojący na sedesie Franki małym pędzelkiem czyścił mi uszy z małych ścinek włosów, z prawej Zo z wysokości stołka drapała mnie drewnianym grzebieniem po głowie. Ja cierpliwie i w milczeniu znosiłem te tortury. Wszystko to działo się w naszej łazience o powierzchni niecałych 3 metrów. Co rusz Misza pokrzykiwała groźnie:
– Odejdźcie mi stąd, bo krzywo obetnę tatę!
– Tracę już cierpliwość! Nie dam rady!
Jednak dała radę i efekt nie był aż tak tragiczny. Przynajmniej moim zdaniem.
Zo popatrzyła na mnie krytycznym spojrzeniem i rzekła:
– No, to cię teraz wyłysieliśmy!

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *