Wpierw mała pretensja do właściciela serwera. Coś się zacięło i przez kilka dni nie mogłem dokonywać wpisów. Ale na szczęście to coś zostało naprawione, bo strona działa już bez zarzutu. Mogę przystąpić do nadrabiania zaległości.
Koniec ubiegłego tygodnia upłynął pod znakiem przygotowań do imprezy imieninowej Zo. Żeby Frankiemu nie było przykro i żeby nie musiał czekać aż do października na swoją kolej, umówiliśmy się, że on też będzie miał imieniny. Jedna impreza, dwie okazje. To wielki plus organizacyjny dla nas rodziców. Jeszcze większym plusem było motywowanie naszych pociech do grzecznego zachowania. Groźby takie, jak: ,,bo odwołamy imprezę i goście nie przyjdą”, albo ,,bo nie dostaniecie żadnych prezentów” przynosiły pożądany skutek. Co więcej, wymuszały posłuszeństwo i mobilizowały na przykład do wieczornego porządkowania pokoju i odkładania zabawek na swoje miejsce.
W niedzielę przyszli goście (a w wydaniu dzieci: przyszły prezenty). Misza wystawiła na stół ciasto własnej roboty reklamując je:
– Przepraszam, ale mi nie wyszło.
Goście jakby nie zwracali na to uwagi, bo jak się później, po imprezie okazało, to słodkiego zostało doprawdy niewiele. Gwiazdą imienin był najmłodszy uczestnik, czyli ośmiomiesięczny Felo, który postawił sobie za zadanie nauczyć się tego dnia chodzić.
Naszym dzieciom spełniły się marzenia, bo dostały to co chciały, czyli zestawy lego. Zo otrzymała serią Friends, czyli nareszcie coś dla dziewczynek w świecie klocków lego. Układała sobie scenę muzyczną, jakąś kuchenkę i wyposażenie piknikowe Suzany, Mio, czy innej tam bohaterki (tylko Zo wie jak się wszystkie te ludziki nazywają).
Franki otrzymał upragnionych Ninjago. Choć dostał dwa identyczne zestawy cieszył się jak dziecko. W końcu mógł swój zestaw podwoić. Nie liczy się co, tylko ilość. Od razu chciał powiesić sobie nad łóżkiem plakat trupiej czaszki z gazetki ninjago, ale mu nie pozwoliłem. Wpadł więc w rozpacz i stwierdził, że nie po to dostał prezent, żebym ja mu teraz nie pozwalał zrobić z nim tego co on chce. Wytłumaczyłem, że na ścianie wieszamy tylko dobrych bohaterów, a nie złych (już teraz zaczynam się bać jak za kilka lat będzie wyglądał pokój mojego syna). Na pocieszenie powiedziałem mu, że wkrótce będzie dzień dziecka, więc niech lepiej zachowuje się dobrze, to wtedy kupimy mu plakat z innym bohaterem.
I to jest to! Dzień dziecka. Kolejna motywacja do wymuszania posłuszeństwa i karności u dzieci.
