Senny horror

Franki dziś rano:
– Opowiedzieć ci mój sen?
– Opowiedz.
– Śniło mi się, że w przedszkolu było pełno warzyw i ja musiałem wszystkie zjeść. To było straszne!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Kulinarna klęska

Krótki opis sytuacji. Wczoraj gdy wracaliśmy z przedszkola Zo tak strasznie kaszlała, że Misza postanowiła od razu jechać z nią do przychodni. Franki stękał, że musi jak najszybciej z potrzebą większą znaleźć się w ubikacji. Udałem się więc z nim do domu. Żeby nie tracić czasu postanowiłem się wziąć za obiad. Jak dziewczyny wrócą będzie niespodzianka. A dziś na obiad Misza planowała pizzę domowej roboty. Nic prostszego… Raz już robiłem pizzę… Jakieś dziesięć lat temu.
Sięgnąłem po przepis z internetu, rozrobiłem ciasto (Franki mi w tym dzielnie pomagał), nałożyłem szynkę, ser, ketchup z jednorazówek zabranych z McDonald’sa i plasterki banana. Wszystko zapakowałem na blachę i wpakowałem do piekarnika. Z zaciśniętymi kciukami czekałem 20 minut na końcowy efekt moich starań. Franki przyszedł z pokoju, popatrzył przez szybę na podgrzewane ciasto i skwitował:
– Ja nie będę jadł takiego ohydztwa!
I niestety miał rację… Dziewczyny wróciły akurat gdy ciasto wyjmowałem z piekarnika. Nie udało mi się. Ciasto było okropne, banany śmierdziały. Wszystko nadawało się do wywalenia. Misza musiała przystąpić do robienia swojej pizzy. Była pyszna. Co prawda zamiast obiadu jedliśmy kolację, ale warto było czekać.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Perełki humoru

Wczoraj zostałem sam z dziećmi na wieczornym dyżurze. Po kąpieli i po położeniu się do łóżeczek obiecałem młodzieży literacką niespodziankę. Zamiast zwyczajowej bajki na dobranoc (i co by uniknąć kłótni o to, czy bajka ma być chłopięca czy dziewczęca) sięgnąłem do dziecięcego pamiętnika. Przez kilka lat, zanim wpadłem na to, że mogę prowadzić bloga w internecie pisałem bloga starożytną metodą, czyli za pomocą długopisu i zeszytu 96-kartkowego formatu A4 w kratkę. To co przeczytałem wczoraj dzieciom zaskoczyło mnie samego. Jakże pamięć ludzka jest ułomna.
Oto kilka najciekawszych fragmentów z rozdziału ,,Perełki humoru”:

Miszka do Zo:
– Czy jak będziemy starzy, to ty z Frankim będziecie się nami opiekować?
– Nie! – pada odpowiedź.- Ja będę tylko leżeć i odpoczywać.

Zo podjeżdża do mnie wózkiem wypełnionym kilkunastoma maskotkami.
– Zobacz to moje dzieci.
– Acha.
– Zobacz, mam tyle dzieci, a wy (w domyśle rodzice) macie nas tak mało.

Córka moja jedyna podchodzi do mnie i mówi:
– Chodź zobaczyć do pokoju, zrobiliśmy bałagan.
Gdy podchodzę obejrzeć tą małą apokalipsę Zo mówi ze spuszczonym wzrokiem:
– Wybacz nam to szaleństwo.

W niedzielę po mszy wyszliśmy do pobliskiej cukierni. Zo pytała się czy będą lody. Misza odpowiedziała, że jest za zimno na dworze (był to listopad). Na to Zo:
– Nie odczuwam tu żadnej zimności.

Zo lubi nazywać wszystkie zwierzątka widziane na obrazkach mianem mamy. I tak jest mama pieskowa, mama jelonkowa, mama kotkowa i mama… wilcowa!
A Franki w przedszkolu na widok tego, że Misza rozmawia z mamą Ignasia zawołał radośnie:
– Ty się spotkałaś z mamą ignasiową!

Franki przed kąpielą ściąga skarpetki i ogląda brud między palcami.
– Ale mam bakteriów!

Rozmawiam z Frankim o imieninach i pytam go
– Czy jak ja będę miał imieniny to też dostanę od ciebie prezent?
– Tak
– A jaki?
– Gazetę!

I to tyle na dziś. Ciąg dalszy nastąpi…
 hehe 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Imieninowe szczęście

O imieninach Zo wiedzą wszyscy, bo są w połowie maja. Natomiast o dokładnej dacie imienin Frankiego nie pamięta nawet Misza. Zresztą jego imieniny przypadają blisko urodzin. Dla nas rodziców to duża oszczędność zrobić jedną imprezę z dwóch okazji. Franki jednak czuł się mocno pokrzywdzony tym faktem i głośno protestował. Postanowiliśmy więc tym razem ulżyć cierpieniom młodego Wertera i zorganizowaliśmy dla niego imprezę imieninową w domu. Urodziny wyprawimy wkrótce razem z urodzinami Zo (kolejny pomysł oszczędnościowy). Franki czuł się bardzo podekscytowany i odliczał dni do swojej ,,wielkiej” imprezy. Cieszył się na prezenty i gości. Obiecał, że będzie grzeczny i nie będzie marudził.
W sobotnie popołudnie zjawili się goście i oczywiście prezenty. 
Franki był oczarowany, zwłaszcza tym drugim. Dostał zamek z rycerzami, samochód wojskowy do złożenia z klocków i całe pudło plastikowych żołnierzyków. Co zaś do gości, a zaprosiliśmy tylko najbliższą rodzinę, to czuł się wyraźnie pokrzywdzony. Przyszły bowiem same dziewczynki: Karola, Marysia i Wercia, które nie wykazały najmniejszego zainteresowania jego militarnymi zabawkami. Pełnią szczęście natomiast rozkwitła Zo. Nareszcie miała się z kim bawić. Dziewczyny urządziły pokaz mody i prezentowały nam swoje kreacje. Marysia i Wercia jako najstarsze były kreatorkami i to one przygotowały pokazową kolekcję. Ich modelkami była Zo i Karola. Franki odgrywał jedynie rolę komentatora.

Wieczorem, gdy wyczerpany nadmiarem wrażeń Franki uderzył w kimono, Zo przeglądała z Miszą ogromną siatkę z ubraniami, które dostała w spadku po Marysi i Werci. Uśmiech i radość biły z twarzy mojego najstarszego dziecka.
– Wiesz mamo – szepnęła czule do Miszy – to był najwspanialszy dzień w moim życiu.

 prezent  prezent  prezent  

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Powiedzonka

Dzieje się to w sposób zupełnie niezauważalny. Przed oczami mam wciąż narodziny naszej pierworodnej, spacery w wózku i tą radość, że zaczyna samodzielnie chodzić, samodzielnie zjadać posiłki, samodzielnie obsługiwać się w toalecie. Wciąż wydaje mi się, że to takie małe, niewinne stworzonko, które nie umie się jeszcze odnaleźć w dorosłym świecie. Aż tu nagle, wystarczą dwa, trzy zdarzenia i człowiek sobie uzmysławia, że ma do czynienia z całkiem inteligentną i wyrachowaną istotą.
Kilka przykładów. Ostatnio dzieci były ze Stenią w domu na chorobowym. Codziennie Misza dzwoniła, żeby upewnić się, co słychać, co porabiają małe szkodniki. Któregoś dnia Stenia zameldowała, że dzieci zachowują się wyjątkowo okropnie i, że Zo wylała wodę na podłogę w kuchni. Misza poprosiła, by Zo podeszła do telefonu. Zamierzała udzielić jej stosowną reprymendę.
– Halo, mama? Słabo cię słyszę. Muszę już kończyć. Pa! – zakrzyknęła nasza starsza pociecha i odłożyła słuchawkę.
Kolejne powiedzonko. Zo jak była jeszcze małym bobaskiem dostała gadającą lalkę. Lalka nieco już zapomniana dożywa swoich dni na dnie kosza z pluszakami. Ostatnio właścicielka onych zabawek sięgała coś z kosza i z jego dna wydobył się mechaniczny głos lalki:
– Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
– No pewnie – sarknęła cicho pod nosem Zo i wybrała inną zabawkę.
I na koniec coś o zębach.
– Tato, czy tobie też będą wypadać zęby? – spytała Zo stukając paluszkami w moje przednie siekacze.
– Mam nadzieję, że nie. Choć u starzejących się ludzi często się zdarza, że zęby wypadają.
– To jak ci już będą wypadać – drążyła dalej temat moja córka rodzona – to będziesz je na noc wkładał do szklanki?
 hehe 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Co to jest?

Zagadka. Co to jest?
Pisać się o tym już nie chce (bo ile można), powraca to jak bumerang z zadziwiającą częstotliwością i irytuje rodziców, co sprawia, że ręce nam opadają (dosłownie).
To coś powoduje, że pociechy nasze zamiast chodzić grzecznie do przedszkola przymusowo zostają w domu i z nudów roznoszą w puch i pył nasze niedawno wyremontowane mieszkanie. Owe coś wyciska z nas ostatnie grosze, ku niewątpliwej uciesze rzeszy farmaceutów, cieszy również naszą Stenię opiekunkę, bo może dorobić sobie do renty.
W zasadzie, gdy to coś się pojawia cieszą się chyba wszyscy oprócz nas rodziców.
Proszę zgadnąć. Bez żadnych dodatkowych podpowiedzi. Właśnie weszliśmy w kolejną fazę tego czegoś. Czekamy niecierpliwie na koniec i z lekkim pesymizmem patrzymy na nadchodzące zimne, jesienne dni, które nic dobrego nie wróżą.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Ciekawe pytania

Niedawno podczas jazdy samochodem uciąłem sobie ciekawą pogawędkę z Frankim. Można by rzec, że była to dysputa teologiczna z niezwykle ciekawymi pytaniami. Pytania zadawał oczywiście interlokutor młodszy.
– Czy aniołowie mają miecze?
– Dlaczego aniołowie walczą z diabłami?
– Czy diabły też mają miecze?
– Co będzie jak wygrają aniołowie? Z kim będą potem walczyć?
Najciekawsze jednak i najbardziej mnie zaskakujące pytanie brzmiało:
– Dlaczego Pan Bóg jest niewidzialny?
I bądź tu mądry… Odpowiedzi na te pytania nie znajdzie się nawet w Wikipedii.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Coś bardzo ważnego

Jesteśmy z Miszą już osiem lat po ślubie i jak to w małżeństwie z dorobkiem w postaci dwóch młodych osobników, różnie to bywało między nami. To tak, jak śpiewała Anna Jurksztowicz w ,,Stanie pogody”: Słońce to my, ciemne chmury to my, nagłe sztormy, letnie burze…
A tu nagle wczoraj po pracy Misza zaskakuje mnie niecodziennym wyznaniem.
– Kupiłam rano czekoladowy wafelek z nadzieniem. Byłam bardzo głodna, ale pomyślałam sobie, że jak wytrzymam do końca pracy i nie zjem go, ale dam tobie, to znaczy, że cię kocham.
M
ówi to i wyciąga z kieszeni kurtki ,,Pawełka” o smaku toffi.
I co ja umnyj czełowiek
na to odpowiedziałem???
– Mogłaś go zjeść, ja nie jestem głodny.

W czasach licealnych w naszej grupie przyjaciół na takie zachowania mieliśmy swoje określenie: betoństwo! Po prostu zbetoniłem sprawę.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Kurtuazyjna wizyta u Pani Zet

Na prośbę dziadka Bolka pojechaliśmy całą czwóreczką odwiedzić jego znajomą – Panią Zet. Starsza Pani Zet ma duży dom za miastem z równie dużym i starannie wypielęgnowanym ogrodem. To miała być taka kurtuazyjna wizyta podczas której dziadek Bolek miał zaprezentować swojej znajomej jakie to ma wspaniałe wnuki.
Niestety, wierząc święcie, że jakoś to będzie, Misza i ja nie przeprowadziliśmy uprzednio stosownej pogadanki dydaktycznej z naszymi dziećmi. I wyszło, jak wyszło…
Początek zapowiadał się nawet obiecująco. Zo i Franki zobaczywszy szerokie zejście schodami do dużego ogrodu wyrwali się jak młode źrebaki przed siebie. Zaczęli urzędować na trawie i oswajać nową dla nich przestrzeń.
– O jakie piękne kwiaty! – wydała z siebie radosny okrzyk Zo.
– Tylko ich nie zrywaj – uprzedziła Misza. Na próżno… Pół godziny później nasza córuś wędrowała z czerwonym kwiatkiem w ręku. Mam nadzieję, że Pani Zet tego nie zauważyła.
Zasiedliśmy przy stole na tarasie. Pani Zet przyniosła najlepsze co miała, czyli zastawę z chińskiej porcelany. A Franki akurat obmyślił sobie, że będzie ujeżdżał samochodzikiem z jajka niespodzianki pomiędzy filiżankami. Dlaczego tam? Bo na kafelkach podłogowych samochód nie rozwijał dostatecznej prędkości. Mój Boże, przez cały czas naszego pobytu drżałem o tę chińską zastawę. Jeden ruch, jedno nieopatrzne pociągnięcie za serwetę, otarcie się naszych dzieci o stół mogło spowodować katastrofę. Tymczasem biała narzuta na kanapie pokryła się brązowymi plamami od czekoladek z jajek niespodzianek, które nasze dzieci dostały w prezencie. Wiadomo, czekolada poszła na bok, a najważniejsze były niespodzianki w środku.
Dalej było już coraz gorzej. Dzieci obiegły już cały ogród i stwierdziły, że czas na penetrację wnętrza w domu. Goniły się więc pomiędzy kuchnią a salonem i jak to zazwyczaj przy takich zabawach bywa, zaczęły się głośne skargi:
– Mamo, a on mnie ciągnie.
– A ona mnie uderzyła w oko.
– On powiedział na mnie ty kupo.
– A Zosia powiedziała na mnie ty sisiaku.
Sytuacja zaczęła się nam, rodzicom wymykać spod kontroli. Walka na kupę i siku rozgorzała na dobre. Nie pomagały już żadne apele, prośby i groźby. Minęła zaledwie godzina naszego pobytu u Pani Zet, a już trzeba było się zwijać.
– Pożegnajcie się ładnie – błagała Misza mając nadzieję, że może jeszcze na odchodnym zostawiamy po sobie dobre wrażenie.
– Do widzenia pani Genia! – krzyknął Franki i ryknął dzikim śmiechem. Myślałem, że walnę go zdrowo w ucho.
To była prawdziwa porażka. Porażkę poniósł dziadek Bolek, który nie miał się czym pochwalić przed Panią Zet. Porażkę ponieśliśmy my jako rodzice. Nie potrafiliśmy zapanować nad temperamentem dzieci. Porażkę doznały też nasze dzieci, bo za karę poszły spać bez oglądania bajki.
  

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Z mojej winy

Znów się rozpoczęło. Z chorobami oczywiście. Pogoda trochę bardziej jesienna i już wirusy zaczynają sobie na nas używać. Ich pierwszą ofiarą padła Misza. Chodziła, pociągała nosem, narzekała że się źle czuje. Potem przeszło na mnie. W zeszły poniedziałek jak mnie siekło, to powaliło z prawie czterdziestostopniową gorączką. Z miejsca dostałem zwolnienie lekarskie do końca tygodnia, to też leżałem sobie w domku. Czekałem tylko kiedy wirusy przejdą na dzieci. Franki wytrzymał do czwartkowego wieczora. W nocy stękał i jęczał, a nad ranem stwierdził, że nie ma siły iść do przedszkola. Było to o tyle dziwne, że tego dnia jego najlepszy kolega Kuba urządzał w przedszkolu imprezę urodzinową. Franki tak bardzo cieszył się na zabawę, a tu rano biedak zaczął pokładać się, gdyż wzrastała mu temperatura.
Nie ma co. Musi zostać ze mną w domu. Trzeba będzie z nim pójść do lekarza. Tylko jak dotrzeć do przychodni? Misza wzięła samochód, Franki jest tak słaby, że pewnie nie dojdzie… Pozostał więc rower. Opatuliłem młodego jak na Syberię, wsadziłem na tylne siodełko mojego roweru i hajda… na drugi koniec osiedla do przychodni. Ja po chorobie, a w zasadzie w trakcie leczenia, zanim dotarłem na miejsce byłem spocony jak tata świnka. Franki niemo bujał się na siodełku ściskając w ręku swoją maskotkę – goryla.
Lekarka stwierdziła u pacjenta anginę i zapisała mu antybiotyk.
– No, to teraz kolej na Zośkę – powiedziała na odchodnym.
W drodze powrotnej prowadziłem już rower. Frankiemu wrócił humor i zaczął nucić wymyśloną przez siebie piosenkę o gorylach:
– Goryle są fajne, bo mają urodziny i tort i przyjęcia. Są różne zabawy i przygody też. Goryle są fajne…
Gdy wróciliśmy do domu Franki oznajmił mi w korytarzu:
– To przez ciebie tato jestem chory.
-?
– Ale nie martw się. Przebaczam ci!

Wczoraj Zo zaczęła się czuć niezbyt wyraźnie. Nie poszła więc dziś  do przedszkola i została w domu. Po południu pójdziemy z nią do lekarki. W końcu to ona wykrakała jej chorobę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz