Kulinarna klęska

Krótki opis sytuacji. Wczoraj gdy wracaliśmy z przedszkola Zo tak strasznie kaszlała, że Misza postanowiła od razu jechać z nią do przychodni. Franki stękał, że musi jak najszybciej z potrzebą większą znaleźć się w ubikacji. Udałem się więc z nim do domu. Żeby nie tracić czasu postanowiłem się wziąć za obiad. Jak dziewczyny wrócą będzie niespodzianka. A dziś na obiad Misza planowała pizzę domowej roboty. Nic prostszego… Raz już robiłem pizzę… Jakieś dziesięć lat temu.
Sięgnąłem po przepis z internetu, rozrobiłem ciasto (Franki mi w tym dzielnie pomagał), nałożyłem szynkę, ser, ketchup z jednorazówek zabranych z McDonald’sa i plasterki banana. Wszystko zapakowałem na blachę i wpakowałem do piekarnika. Z zaciśniętymi kciukami czekałem 20 minut na końcowy efekt moich starań. Franki przyszedł z pokoju, popatrzył przez szybę na podgrzewane ciasto i skwitował:
– Ja nie będę jadł takiego ohydztwa!
I niestety miał rację… Dziewczyny wróciły akurat gdy ciasto wyjmowałem z piekarnika. Nie udało mi się. Ciasto było okropne, banany śmierdziały. Wszystko nadawało się do wywalenia. Misza musiała przystąpić do robienia swojej pizzy. Była pyszna. Co prawda zamiast obiadu jedliśmy kolację, ale warto było czekać.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *