Telefon ze szkoły

Jak wspominałem wcześniej Franki został w tym roku zuchem. W każdy czwartek o 17 ma zbiórki w szkole. Po zbiórce odbiera go przeważnie Misza. Jakież było moje zdziwienie w miniony czwartek, gdy przed godziną 16 odebrałem na mojej komórce telefon ze szkoły. Byłem akurat na wykładach. W słuchawce usłyszałem głos Frankiego:

– Tato, przyjedź po mnie. Dziś nie ma zbiórki zuchowej.

– Dobrze, zaczekaj, zaraz zadzwonię do mamy i powiem jej, że ma ciebie odebrać – odpowiedziałem kompletnie zaskoczony.

– Już nie musisz – usłyszałem uradowany głos syna. – Mama właśnie weszła. To pa!

Połączenie zostało zakończone.

Zastanawiało mnie, jak Franki wykombinował, żeby zadzwonić do mnie ze szkolnego telefonu. Dopiero w domu usłyszałem całą historię. Zbiórka rzeczywiście prawie w ostatniej chwili została odwołana. Wszyscy zuchowie zostali zaprowadzeni do sekretariatu szkolnego i każdy miał prawo do jednego telefonu do rodzica. Numery telefonów dzieci mają zapisane w dzienniczkach. Próbuję sobie wyobrazić długą kolejkę drugo i trzecioklasistów stojących przed drzwiami sekretariatu, każdy z dzienniczkiem w dłoni, każdy z przejęciem informujący swego rodzica o odwołanej zbiórce. Pani sekretarka musiała mieć niezły ubaw…

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Duża rodzina

Zrządzeniem losu na jeden dzień staliśmy się rodziną wielodzietną. W sobotę po południu Julek ,,podrzucił” nam na przechowanie do następnego dnia Felinka i Karolcię. Dobrze się nawet stało, bo byliśmy w domu nie mając już żadnych planów wyjściowych, a Zo i Franki zaczynali się nudzić. Dostaliśmy więc z Miszą na wieczór powiększony o sto procent pakiet tak zwanych pociech, plus kotkę Minię, która wpuszczona z ogrodu na chwilę do pokoju za żadne skarby nie chciała z powrotem wracać do siebie. W domu zrobiło się gwarno i wesoło. Franki przebrał Felinka za rycerza, oboje domalowali sobie wąsy i z mieczami biegali po całym mieszkaniu. W pokoju gościnnym zbudowali z krzeseł i z koców namiot, który był ich bazą wypadową. Dziewczyny w tym czasie, jak to na białogłowy przypadło były zajęte jakimś rysowaniem i przyozdabianiem czegoś tam bliżej dla mnie nieokreślonego (jakieś gumki, bransoletki i tym podobne…). Ponieważ i Karolcia i Zośka należą do parafialnych scholii urządziliśmy im małe przesłuchanie, które zamieniło się w rodzinny festiwal pieśni religijnej ADWENT 2014.

O dziwo, mimo spontanicznej zabawy w domu panował duch harmonii. Franki nie zaczepiał zbyt natarczywie Zośki, nikt na nikogo nie krzyczał, nie było wielkich kłótni. Po kolacji bajka, wspólne kąpiele i rozkładanie łóżek. Trzeba było rozstrzygnąć kto z kim i gdzie. Feluś bardzo chciał spać z Frankiem. Kochany trzylatek… Ani razu nie zapłakał za mamą. Śmiał się i piszczał gdy prowadziłem konwersacje z jego małymi, bosymi stópkami, które na potrzeby wieczornej zabawy zamieniły się w Zenka i Ryśka. Misza poszła do dziewczyn i czytała im bajkę na zaśnięcie, ja to samo robiłem w drugim pokoju z chłopakami.  Dzieci szybko zasnęły.

Leżąc już w łóżku w nocy oboje z Miszą stwierdziliśmy, że bycie rodziną wielodzietną jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Dzieci zajmują się sobą, mniej rywalizują, nie mają czasu na nudę. Mały Feluś wprowadził też wiele radości do naszego domu. Każdy chciał się nim opiekować. Aż żal, że nasze dzieci tak szybko wyrosły i już nie są tak pociesznymi maluchami.

Noc minęła spokojnie, bez zakłóceń. Tylko Franki nieco kaszlał i Misza musiała do niego wstawać. Feluś podobno skulnął się z łóżka, ale Misza podniosła go i ułożyła z powrotem pod kołdrą. Nie obudził się. Pobudkę za to mieliśmy o siódmej rano. Wszystkie dzieci jak na jedno hasło uznały, że są już wyspane. I dobrze… Przynajmniej mieliśmy wcześniej zjedzone śniadanie. I wtedy przyjechała Ania po dzieci… I znów zostaliśmy tylko Czwóreczką… Musimy jeszcze powtórzyć taki weekend!

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Nasze pasje

Franki wziął się wreszcie za czytanie. Sam z siebie. Zapewne zachęcił go dobry przykład starszej siostry. Zo dzielnie przebrnęła przez lekturę ,,Dziadek i niedźwiadek”, a teraz walczy z ,,Dziećmi z Bulerbyn”. Franki tymczasem sięgnął po wypożyczoną z biblioteki książkę ,,Julek czyli karp” – zabawne perypetie szkolno-rodzinne jego równolatka. W niedzielę zastałem go czytającego na głos rozdział pod tytułem ,,Pasja”. Julek opisuje czymże to pasjonują się członkowie jego rodziny. Dochodzi do wniosku, że pasją mamy jest sprzątanie, bo ciągle sprząta mieszkanie, pasją babci z racji ciągłego chodzenia do kościoła na pewno jest chęć bycia w niebie, a pasją taty bycie sam sobie szefem, bo ciągle narzeka na pracę.

– Tylko nie czytaj tego mamie – powiedziałem konspiracyjnie do młodego. – Bo jak usłyszy o pasj do sprzątania to się na pewno zirytuje.

– Ok! – Mrugnął porozumiewawczo mój syn. Na to weszła Zo i od razu podchwyciła temat:

– A twoją pasją tato jest siedzenie na kanapie, oglądanie dziennika w telewizji i spanie – skwitowała.

– Tylko tyle? – spytałem lekko zawiedziony.

– Nooo… – dumała chwilę moja pierworodna. – W zasadzie to nie wiem czy robisz coś innego.

I tak oto widzą mnie moje dzieci. Portret swojego ojca oczami córki. Muszę się wziąć za siebie.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

List do świętego Mikołaja

Sobotni poranek, 6 grudnia. Dzieci w wielu domach budzą się rano i z niecierpliwością przeszukują okolice łóżka w poszukiwaniu upominków zostawionych przez świętego Mikołaja. Ile w tym radości, dziecięcego entuzjazmu, szczęścia. Tak było w wielu domach, ale nie w naszym. U nas był jęk zawodu, trzaskanie drzwiami i okrzyk:

– Głupi Mikołaj! W ogóle nie spełnił moich oczekiwań!

To Franki. Ten chłopak o dobrym sercu, o twarzy aniołka, pomagalski i w ogóle, modlący się codziennie za biedne dzieci z domu dziecka, tym razem przeżył wielkie rozczarowanie i strasznie się zbuntował. Worek pełen słodyczy nie był tym czego Franki oczekiwałby od świętego Mikołaja.

– Czy on nie wie, że ja chciałem jakąś zabawkę? – wykrzykiwał ze swego pokoju.

Sporo czasu zajęła mi męska rozmowa z moim synem. Wytłumaczenie jaka jest różnica między świętm Mikołajem z 6 grudnia, a tym z wigilii Bożego Narodzenia, dlaczego powinien być wdzięczny za każdy otrzymany preznet i jak wielkie ma szczęście, że żyje w takiej rodzinie do której Mikołaj przychodzi. Stopniowo młodemu opadały emocje i pewne rzeczy zaczęły przemawiać do jego wyobraźni. Spytałem go na końcu, czy w ogóle napisał list do świętego, bo jak Mikołaj miał spełnić jego oczekiwania, skoro ich nie znał. Wiczorem Franki siedział przy swoim biureczku i skrobał list. Oto on. Najbardziej podobają mi się końcowe wnioski:

,,ŚWIENTY MIKOŁAJU WIEM ŻE NIE MORZESZ PSZYJŚC DOMNIE PZES AMERYKAŃSKIE DOBRE CIASTKA ALE PROSZĘ CIĘ WYŚLI SWOICH POMOCNIKUW ŻYCZY FRANEK”

CAM00097

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Jak zimny kaloryfer zbliżył nas do siebie

Nie ma co owijać w bawełnę, trzeba przynać się wprost. W sobotę, przed andrzejkami trochę się popstrykaliśmy z Miszą. To znaczy ona wygarnęła mi co myśli o moim weekendowym nieróbstwie, a ja jak zwykle się obraziłem. W tle sprzeczki były, a jakże, przejścia z odrabianiem lekcji z naszymi dziećmi. To nieustanny problem ogólnorodzinny i zarzewie większości naszych konfliktów.

W niedzielę do południa nie było lepiej. Po południu jechaliśmy w odwiedziny do znajomych. Po powrocie wieczorem czekała nas w domu niemiła niespodzianka: zimne całkiem kaloryfery. Na dworze mróz, a nasze mieszkanie wychłodzone. Piec gazowy obraził się na nas i przestał sobie działać. A co tam, niech marzną. Przeżyliśmy chłodną noc i jeszcze chłodniejszy poranek. Rano zadzwoniłem do pana Gerarda, naszego pana od pieca. Pan Gerard jak zwykle okazał się człowiekiem wielce zapracowanym i choć obiecał, że wpadnie do nas, to nie dawał gwarancji, że coś naprawi. Jak powiedział tak też zrobił. Przyjechał i nic nie naprawił. Czekał na nas kolejny zimny wieczór i zimna noc. Nastąpiła więc rodzinna mobilizacja. Cała czwóreczka skupiła się w jednym pokoju przylegającym do kuchni. Trzeba było porzucić nasze sypialnie i łóżka rozłożyć w gościnnym. Misza z dziećmi zaczęła piec pierniki (żeby piekarnik nagrzał kuchnię), odrabianie lekcji poszło gładko i nawet telewizor okazał się dziś zbędny. Nagle przez to ogólne zimno wszyscy staliśmy się jacyś tacy milsi dla siebie, bardziej życzliwi. Nie było prawie żadnych kłótni. Prawie, bo trudno kłótnią nazwać wieczorną ,,bitwę na syry”  między Zo i Frankim we wspólnym łóżku. Zimny kaloryfer zbliżył nas wszystkich do siebie. Nawet Minię, naszego ogrodowego kota, który korzystając z naszego dobrodziejstwa wygrzewał swoje przemarznięte futerko pod naszym stołem.

Późnym wieczorem, gdy dzieci w końcu zasnęły włączyliśmy sobie z Miszą na tubie internetowe rekolekcje adwentowe ,,Plaster miodu” o. Adama Szóstaka. To były dobre, ciepłe, krzepiące słowa na poniedziałkowy wieczór. Choć nie mamy kominka, to w tym momencie wydawało mi się, że gdzieś w kącie pokoju wesołe płomienie skaczą po wysuszonych szczapach drewna. Zasypiałem jako człowiek w pełni szczęśliwy.

Dziś przyjechał pan Gerard i naprawił piec. W mieszkaniu zrobiło się ciepło i już nie było tak fajnie jak wczoraj.  😉

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Ser

Dzisiejsze, sobotnie popołudnie. Ponieważ Misza wyjechała na cały dzień w ważnych sprawach miałem zatem obowiązkowy dyżur z młodzieżą. Oznaczało to stały nadzór nad wykonywaniem szkolnych zadań domowych. Praca nużąca zarówno dla nadzorcy, jak i nadzorowanych. W pewnym momencie wpadłem na pomysł, że zrobimy sobie grzanki czosnkowe. Bułki były, czosnek też, brakowało mi jednak sera w kostce, do potarcia na grzankach. Zaproponowałem więc Zo i Frankiemu, żeby ubrali się i poszli wspólnie do pobliskiego sklepiku na małe zakupy. Zgodzili się ochoczo. A co, niech uczą się trochę samodzielności! Na wszelki wypadek napisałem im na kartce o co mają poprosić w sklepie: ,,ser w kostce, albo 10 dkg krojonego sera, ale nie w plasterki”.

Poszli. Wrócili po kilku minutach z promieniującą radością na twarzy. Udało się im! Przynieśli mi kostkę sera…. białego, półtłustego… No tak, zapomniałem im powiedzieć, że chodziło mi o ser żółty.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Ciekawe powiedzenia

To trzeba zanotować ku pamięci. Są takie powiedzenia naszych milusińskich, które nas nieustannie bawią. Franki to znany gaduła. Jak już ,,wsiądzie” na jakiś temat, to buzia mu się nie zamyka. Ostatnio dużo wypowiada się na tematy historyczne. Używa przy tym, chcąc opisać coś przeszłego, sformułowania: STAROCZESNY. Może być czołg staroczesny, samochód staroczesny i piramidy też są staroczesne.

Otóż to! Czy jest to błąd językowy? Oczywiście, ale skoro czołg jest nowoczesny, to dlaczego jego wersja historyczna ma być starodawna, a nie staroczesna. Logicznie rzecz biorąc… czy Franki nie ma racji?

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Co nas czeka na starość

Początek listopada to tradycyjnie już czas zadumy nad naszym przemijaniem. Odwiedzaliśmy ostatnio cmentarz i porządkowaliśmy grób babci. Zo i Franki zajęci byli zbieraniem liści i wyrzucaniem wypalonych zniczy. Wychodząc z cmentarza odezwałem się do Miszy z pytaniem:

– Ciekawe, gdzie nas pochowają nasze dzieci?

Zo podsłyszała moje zapytanie i szybko zareagowała:

– Ja nie chcę, żebyście umierali. Chcę żebyście zawsze byli ze mną.

No i zaczęło się tłumaczenie. Misza próbowała podejść do zagadnienia od strony praktycznej.

– Widzisz Zosiu, kiedyś będziesz miała swoją rodzinę, męża, dzieci. Nie będziesz już nas potrzebować.

– Nie, ja nie będę miała męża, ani dzieci – zaprotestowała Zo.

– I co? Będziesz sama mieszkała?

– Nie, z wami – ciągnęła dalej swoje.

– A będziesz się nami opiekowała, gdy będziemy już starzy?

Zosia nie zdążyła odpowiedzieć, bo wtrącił się natychmiast Franki.

– Ja się będę wami opiekował. Kupię wam taki wózek inwalidzki i będę was w nim woził!

Super! Przynajmniej wiemy, że dzieci nie oddadzą nas do domu starców. No i będziemy mieli własne wózki inwalidzkie. To jest właśnie niezła perspektywa złotej jesieni.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Kilo piachu

To poprostu niewiarygodne. Trudno uwierzyć ile nasze dzieci przynoszą codziennie ze szkoły piasku w swoich butach. Zwłaszcza Franki. Ten chłopak w swoich butach przeniósł już sporą piaskownicę. I nie dziwi mnie nawet ilość materiału sypkiego, ale to, że wcale, ale to wcale ten dodatkowy balast mu w niczym nie przeszkadza.

Na dowód załączam zdjęcie z dzisiejszego obuwianego urobku.

CAM00054

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne, szkoła | Dodaj komentarz

Łososiowa nagroda

W piątek po lekcjach Franki został zabrany przez mamę Wojtka do ich domu. Misza miała okazję wczesniej wyjść z pracy, więc pojechała po Zo i zabrała ją ze sobą na zakupy. Przed nami święta i rodzinny obiad w niedzielę. Zakupy więc trwały nieco dłużej niż zwykle. Zośka dzielnie pomagała mamie. Na koniec Misza spytała się, co też mogłaby dziś przygotować na obiad.

– Łososia! – odparła Zośka, a widząc zaskoczoną minę swojej rodzicielki dodała:

– No, co? Przecież za dzisiejszą pomoc należy mi się porządny obiad.

I faktycznie. Zo dostała na obiad porządny kawałek upragnionej ryby. Myślałem, że sama nie da mu rady i że mi skapną się jakieś resztki. Niestety… Dała radę. Ja musiałem się tego dnia zadowolić pierogami z serem. W końcu to nie ja pomagałem dziś w zakupach.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano , , | Dodaj komentarz