Ser

Dzisiejsze, sobotnie popołudnie. Ponieważ Misza wyjechała na cały dzień w ważnych sprawach miałem zatem obowiązkowy dyżur z młodzieżą. Oznaczało to stały nadzór nad wykonywaniem szkolnych zadań domowych. Praca nużąca zarówno dla nadzorcy, jak i nadzorowanych. W pewnym momencie wpadłem na pomysł, że zrobimy sobie grzanki czosnkowe. Bułki były, czosnek też, brakowało mi jednak sera w kostce, do potarcia na grzankach. Zaproponowałem więc Zo i Frankiemu, żeby ubrali się i poszli wspólnie do pobliskiego sklepiku na małe zakupy. Zgodzili się ochoczo. A co, niech uczą się trochę samodzielności! Na wszelki wypadek napisałem im na kartce o co mają poprosić w sklepie: ,,ser w kostce, albo 10 dkg krojonego sera, ale nie w plasterki”.

Poszli. Wrócili po kilku minutach z promieniującą radością na twarzy. Udało się im! Przynieśli mi kostkę sera…. białego, półtłustego… No tak, zapomniałem im powiedzieć, że chodziło mi o ser żółty.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *