Duża rodzina

Zrządzeniem losu na jeden dzień staliśmy się rodziną wielodzietną. W sobotę po południu Julek ,,podrzucił” nam na przechowanie do następnego dnia Felinka i Karolcię. Dobrze się nawet stało, bo byliśmy w domu nie mając już żadnych planów wyjściowych, a Zo i Franki zaczynali się nudzić. Dostaliśmy więc z Miszą na wieczór powiększony o sto procent pakiet tak zwanych pociech, plus kotkę Minię, która wpuszczona z ogrodu na chwilę do pokoju za żadne skarby nie chciała z powrotem wracać do siebie. W domu zrobiło się gwarno i wesoło. Franki przebrał Felinka za rycerza, oboje domalowali sobie wąsy i z mieczami biegali po całym mieszkaniu. W pokoju gościnnym zbudowali z krzeseł i z koców namiot, który był ich bazą wypadową. Dziewczyny w tym czasie, jak to na białogłowy przypadło były zajęte jakimś rysowaniem i przyozdabianiem czegoś tam bliżej dla mnie nieokreślonego (jakieś gumki, bransoletki i tym podobne…). Ponieważ i Karolcia i Zośka należą do parafialnych scholii urządziliśmy im małe przesłuchanie, które zamieniło się w rodzinny festiwal pieśni religijnej ADWENT 2014.

O dziwo, mimo spontanicznej zabawy w domu panował duch harmonii. Franki nie zaczepiał zbyt natarczywie Zośki, nikt na nikogo nie krzyczał, nie było wielkich kłótni. Po kolacji bajka, wspólne kąpiele i rozkładanie łóżek. Trzeba było rozstrzygnąć kto z kim i gdzie. Feluś bardzo chciał spać z Frankiem. Kochany trzylatek… Ani razu nie zapłakał za mamą. Śmiał się i piszczał gdy prowadziłem konwersacje z jego małymi, bosymi stópkami, które na potrzeby wieczornej zabawy zamieniły się w Zenka i Ryśka. Misza poszła do dziewczyn i czytała im bajkę na zaśnięcie, ja to samo robiłem w drugim pokoju z chłopakami.  Dzieci szybko zasnęły.

Leżąc już w łóżku w nocy oboje z Miszą stwierdziliśmy, że bycie rodziną wielodzietną jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Dzieci zajmują się sobą, mniej rywalizują, nie mają czasu na nudę. Mały Feluś wprowadził też wiele radości do naszego domu. Każdy chciał się nim opiekować. Aż żal, że nasze dzieci tak szybko wyrosły i już nie są tak pociesznymi maluchami.

Noc minęła spokojnie, bez zakłóceń. Tylko Franki nieco kaszlał i Misza musiała do niego wstawać. Feluś podobno skulnął się z łóżka, ale Misza podniosła go i ułożyła z powrotem pod kołdrą. Nie obudził się. Pobudkę za to mieliśmy o siódmej rano. Wszystkie dzieci jak na jedno hasło uznały, że są już wyspane. I dobrze… Przynajmniej mieliśmy wcześniej zjedzone śniadanie. I wtedy przyjechała Ania po dzieci… I znów zostaliśmy tylko Czwóreczką… Musimy jeszcze powtórzyć taki weekend!

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *