Łapiąc duchowe natchnienie

Kiekrz, sobota 22 lutego

Za dwa miesiące Zosia i Franek przystąpią do I komunii świętej. Będzie to tak zwana wczesna komunia, która odbędzie się podczas celebracji uroczystości wielkiego czwartku. W naszej parafii to będzie niezwykłe zdarzenie, bo oprócz naszych dzieci będzie do komunii przystępował tylko jeszcze sześcioletni Oskar. Cała trójka już od kilku tygodni jest intensywnie przygotowana przez siostrę Annę. Za namową księdza Jakuba, my rodzice naszych małych komunistów postanowiliśmy sami sobie zorganizować rodzinny dzień skupienia. Pojechaliśmy do Kiekrza, do domu sióstr Zgromadzenia Matki Miłosierdzia. Miejsce niezwykłe, bo naznaczone wizją, Miłosiernego Jezusa, który ukazał się nad jeziorem świętej Faustynie.

W domu sióstr nad jeziorem spędziliśmy cały dzień. Dziećmi zajęła się siostra Anna, a naszym duchowym nastrajaniem ksiądz Dariusz, ojciec duchowny z seminarium. To był niezwykły czas, bardzo ważny dla naszych obu rodzin. Myślę, że solidnie podładowaliśmy nasze duchowe baterie na najbliższe tygodnie przygotowań do wczesnej komunii. Dzieciom również podobał się wypad integracyjny. Gdy wyjeżdzaliśmy  Franki dopytywał się, czy jutro też pojedziemy tu na rekolekcje.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Kto został zakończeniem?

Zosia przygotowała dla nas niespodziankę. W szkolnej świetlicy stworzyła ,,Książkę dla rodziców”. To, zdaniem autorki, taki mini przewodnik rozrywkowy dla zmęczonych pracą i codziennością rodzicieli. Na wstępie jest odautorskie wyznanie ,,Kocham mocno waas” (pisownia oryginalna). Od strony drugiej zaczyna się treść właściwa: ,,Wyobraście sobie że wybieracie się w podróże do świata fantazj”. Potem następuje seria rysunków obrazujących ów świat. Kolejne strony przynoszą zadania do wypełnienia. ,,Napiszcie gdzie chcielibyście się wybrać”. ,,Tym razem pozwulcie że ja wam pomogę wybrać. Wybieżemy się w kosmos. Ale będzie! Dlaczego kosmos niemoże być kolorowy? Może żółty albo czerwony lub inne kolory. Już widać kosmos i księżyc. Już dogoniłam dwie gwiazdki. A wy? Ale fajnie! Czyli możemy przejść po innych rzeczy. Świetnie. O widzę kulę ziemską! Och chciałabym zostać tu na zawsze. A wy?”

A teraz uwaga! Najlepsza część książki – zakończenie. Ostatnia strona: ,,O witaj Franek! Mam ci dużo do pokazania. Napisz co chcesz robić w kosmosie. O już wiem cobyś chciał robić. BRAWO. JESTEŚ ZAKOŃCZENIEM KSIĄŻKI. GRATULACJE!!!”

I tu, jak mi zdawała później relację Misza, która na głos odczytywała treść książki, Franki obraził się na poważnie. No bo nikt nie chce być tylko jakimś tam ZAKOŃCZENIEM.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Jak mieszczuchy kończą ferie

Skończyły się już dwa tygodnie beztroski dla naszej młodzieży szkolnej. My też trochę odetchneliśmy, bo nie było tej całej porannej kotłowaniny związanej z zawożeniem dzieci do szkoły i gonieniem do odrabiania lekcji. Przez pierwszy tydzień Zo i Franki mieli chodzić na półkolonie do Cafe Bajarka. Chodziła tylko Zo, bo Franki akurat złapał wirusowe zapalenie gardła i musiał cały tydzień przesiedzieć w domu. Zośka była nawet zadowolona z półkolonii, bo były to zajęcia tematyczne z dziedziny detektywistycznej. Śladami Lasse i Mai – bohaterów serii książkowej dla dzieci – uczestnicy zajęć codziennie mieli do odgadnięcia jakąś frapującą kryminalną zagadkę. Franki tymczasem wraz z ciocią Atą budował zamki z kartonów i wycinał rycerzy z papieru.

Drugi tydzień musialem podzielić się opieką z Miszą. Ten czas przeleciał tak szybko, że zanim się zorientowaliśmy przyszedł ostani feriowy weekend. Jakoś tak się porobiło, że natenczas wszyscy znajomi porozjeżdzali się w góry lub nad morze. Tylko my zostaliśmy z dziećmi w mieście. Samotność w wielkim mieście… O nie, kochani, nic z tych rzeczy. Puściliśmy się w szaleńczy wir miejscowych atrakcji, jakie może dostarczyć nasze miasto wojewódzkie. A co, jak szaleć, to teraz! Nie bacząc na koszty pojechaliśmy na Termy Maltańskie. Oczywiście na ten sam pomysł (bo pogoda była kiepska) wpadła połowa mieszkańców miasta, która nie wyjechała na ferie. Ścisk na basenach był taki, jak na plaży w Kołobrzegu w szczycie sezonu. Trudno było nawet zostawić gdzieś klapki. W kolejce do zjeżdżalni stałem z Zo dobre dziesięć minut (a zjazd trwa jakieś dwadzieścia seknund). Misza była kompletnie zdegustowana. Zwłaszcza tym, że nie mogła ze spokojem wysuszyć włosów, bo spieszylismy się, ażeby zmieścić się w wykupionym limicie czasowy. Oczywiście, nie zmieściliśmy się, więc trzeba było dopłacać.

Żeby przykryć nienajlepsze wrażenia z basenów zaproponowałem przejażdżkę na obiad do Ikei. Na pyszne klopsiki. Dzieci ucieszyły się bardzo, Misza też, bo nie musiała szykować obiadu. Oczywiście do Ikei tego dnia wybrała się druga połowa mieszkańców miasta, która nie wyjechała na ferie. Kolejka do restauracji zaczynała się już na schodach przed wejściem. Byliśmy jednak zbyt zmęczeni, aby zrezygnować. Po półgodzinie stania zdobyczne klopsiki smakowały wyśmienicie. W dodatku cola do oporu. To się najbardziej podobało naszym dzieciom. W zasadzie mieliśmy wracać do domu, bo nie mieliśmy zamiaru niczego kupować w sklepie, ale skoro już tu przyjechaliśmy…

Jakąś godzinę później z torbą pełną zakupionych (jak się okazało niezwykle potrzebnych) drobiazgów, ledwo powłócząc nogami dotarliśmy do samochodu. Byle szybko do domu. Obejrzeć skoki narciarskie, nacieszyć się złotem Stocha i udać się na zasłużony spoczynek do łóżkowa. Jakże intensywnie przeżyty dzień. Typowo po mieszczańsku. A co…!

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Hakuna matata

Dzień Babci i Dziadka mamy już co prawda dawno za sobą. Choć akurat w przypadku klasy Frankiego dzień ten został zorganizowany w ostatni piątek. Dzieci wraz z panią przygotowały spektakl dla swoich dziadków. Przygotowania objęte były wielką tajemnicą i odbywały się w szkole. Ze szczępków informacji jakie uzyskaliśmy wynikało, że Franki dostał rolę narratora w wierszu (czy też bardziej prawidłowo mówiąc – podmiotu lirycznego). Chodził po domu i powtarzał tekst: ,,akumaduma”.

O co chodzi? Czy to jakieś afrykańskie zaklęcie? Może ,,hakuna matata”, albo coś w tym stylu? A Franki nic, tylko w kółko to swoje ,,akumaduma”…

Dopiero podczas przedstawienia wszystko się wydało. Dzieci deklamowały wiersz Jana Brzechwy ,,Kuma”:

,,Przy gumnie siedzi kuma 
I duma. 
Kum przyszedł: „Nie siedź przy gumnie, 
Przybliż się, kumo, ku mnie!” 

I wtedy Franki na cały głos do mikrofonu:

,,A kuma duma”!

No i teraz zrozumiałem…

😆

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Uśmiech na dobranoc

Chciałem sobie trochę pomarudzić, jak to ciężko jest w życiu, zwłaszcza gdy za oknem mróz, w pracy grożą zwolnieniami, a samochód od miesiąca jest w warsztacie u mechanika. Ale nie będę…

Wczoraj wieczorem poszedłem na spotkanie dla rodziców dzieci pierwszokomunijnych. Nie było mnie tylko godzinę. Gdy wróciłem Franki porzucił oglądanie telewizji i wielkimi susami przemierzył korytarz, by rzucić się na mnie z okrzykiem:

– Tak bardzo się za tobą stęskniłem!

Próbowałem się rozebrać z kilku warstw ciepłej odzieży, które zabrałem ze sobą na spotkanie w zimnym kościele. Wtedy przykleiła się do mnie Zośka:

– Przytul mnie tato, bo jestem taka śpiąca…

Cały dzień może być ciężki, męczący, dołujący. Ale gdy wieczorem moje dwa kochane bąki kładą się spać nagle wraca mi wiara w sens życia i wypełnia mnie wielkie poczucie szczęśliwości. Ich śpiące uśmiechy tuż przed zaśnięciem są nagrodą za cały trud nawet najgorszego dnia.

Ostatnio Franek modli się modlitwą prośby, aby tata nie miał w pracy nic zadawanego do domu.  🙂

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Deklaracja naszych dzieci

Po jednej z domowych awantur otrzymaliśmy (my rodzice) taki oto liścik od naszych dzieci (autorką jest zapewne Zo): 

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Klub Legendarnych Koników

Dowiedziałem się ostatnio, że Zo wymyśliła i założyła w swojej klasie KLK, czyli Klub Legendarnych Koników. Członkiniami tego elitarnego klubu są: oczywiście Zo w roli prezeski, Gabrysia (zastępczyni), Marta i Ula. Nie wiem dokładnie czym zajmuje się klub, ale zostałem zapoznany z Wielką Ksiągą Legendarnych Koników, w której są narysowane i opisane wszystkie legendarne koniki i kucyki. Podejrzewam, że w szkole odbywają się tajne spotkania klubu, podczas których omawiane są kolejne kandydatury do tytułu legendarnego konika.

Cieszę się, że Zo ma nową pasję, która ją pochłania i angażuje plastycznie oraz literacko (sama tworzy fantastyczne rysunki i opisy koników). Oby tylko zawsze miała taki sam zapał do odrabiania lekcji. Wtedy nie mielibyśmy z nią żadnych kłopotów.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Hobbit Franki

Święta minęły błyskawicznie. Była wigilia, śpiewanie kolęd, prezenty od Świętego Mikołaja i odwiedziny rodziny. A później zaczął się bardzo dłuuugi weekend i przerwa w obowiązkach szkolnych, która dla naszych dzieci potrwa aż do 7 stycznia. Trzeba czymś było im ten czas zapełnić . W sobotę było więc wyjście do kina. Zośka poszła z Miszą na ,,Krainę Lodu”, a Franki z wujkiem Julkiem i Maksem na ,,Hobbita”. Dla Frankiego było to niesamowite przeżycie. Po powrocie do domu swoje wrażenia próbował przelać na papier, czego efektem jest poniższa praca plastyczna. Dla nie wtajemniczonych w fabułę filmu objaśniam, że na rysunku są krasnale, straszliwi orkowie, smok i czarodziej Gandalf na koniu.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Miłyh Szwiont

Wszystkim Czytelnikom niniejszego blogu

z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia

życzenia za pośrednictwem Frankiego przekazuje

Czwóreczka z Sosnowej

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Przedświąteczne weekendowanie

To miał być nasz przedświąteczny weekend rodzinny. Mieliśmy poczuć magię zbliżających się świąt i zamiast zwykłego zabiegania, zrobić coś wspólnie. W środę zaplanowałem już niespodziankę i kupiłem na niedzielę bilety do kina na film Disneya ,,Krainę lodu”. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz wybraliśmy się wspólnie, rodzinnie do kina. Miało być pięknie, ale niestety… W piątek Zo trzeba było odbierać w trybie awaryjnym ze szkoły i jechać natychmiast do lekarza. Zaczęła gorączkować i to dość mocno. Wirus. Biedna Zośka. W niedzielę już czuła się nieco lepiej, ale i tak nie mogła iść na film. Poszedłem więc tylko z Frankiem. Ale co to za przyjemność, jak byliśmy tylko połową rodziny.

W niedzielę po powrocie z kina zająłem się sprawą iluminacji świątecznej przed naszym domem. (Sąsiedzi już mają). Próbowałem podłączyć się kablem od lampek choinkowych do lampy wiszącej nad drzwiami wejściowymi. Efekt był taki, że ani lamki nie działały, ani lampa nie kontaktowała, a na dodatek zbiłem żarówkę energooszczędną. Marny ze mnie elektryk. Wróciłem więc do starej, sprawdzonej już w zeszłym roku metody i poprowadziłem kabel przez uchylone okno na piętrze. Lamki zaświeciły. Co prawda lampek jest dwieście, ale wiszą na pięciometrowej tuji. Wygląda to nieco ubożuchno… Ale się świeci. I to jest najważniejsze.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz