Nasz Ksawery rodzinny

W piątek się rozszalało. Orkan Ksawery dotarł na dobre w nasze okolice. Zawiało, zakręciło, sypnęło śniegiem i oblodziło drogi. Zosia miała tego dnia udać się z klasą do kina. Wycieczka została odwołana. Misza pojechała odebrać dzieci ze szkoły i ledwo doszła do budynku. Mnie po wyjściu z pracy momentalnie oblepił mokry śnieg, więc wyglądałem jak prawdziwy bałwanek. Misza wracała z dziećmi do domu samochodem 45 minut i twierdziła później, że była to najgorsza podróż w jej życiu. Ja musiałem półgodziny marznąć na przystanku w oczekiwaniu na spóźniony autobus. A gdy w końcu już dojechał, dystans pięciu kilometrów jakie dzieli od przystanku do naszego domu, autobus pokonywał przez następną godzinę. Gdy dotarłem w końcu na miejsce zamiast swojej ulicy ujrzałem (choć bardziej tu pasuje słowo ,,wniknąłem w”) czarną dziurę. Kompletna ciemność. Brak prądu i żadnego jasnego punktu na niebie. W domu czekała na mnie rodzina zgromadzona przy stole z zapalonymi świeczkami. Zosia się bała, a Franki dostawał głupawki i biegał oszalały wokół stołu. Na szczęście był gaz, więc można było chociaż podgrzać obiad. W domu zaczęło robić się coraz zimniej. Nie działał nasz piec gazowy. Zagrzaliśmy więc sobie herbatkę, włączyliśmy radio na baterię i wkuliliśmy się w czwórkę na kanapie pod najgrubszym kocem. Zaczęliśmy opowiadać sobie śmieszne historie, wspominać dawne przygody, opowiadać jak to było, gdy tata i mama byli jeszcze dziećmi. Dawno już nie byliśmy tak blisko razem ze sobą. Orkan Ksawery zbliżył naszą czworeczkę do siebie.

W pewnym momencie ktoś zaczął pukać w szybę przy drzwiach wejściowych. Okazało się, że to sąsiad. Przyszedł zaprosić nas do ogrzania się przy rozpalonym kominku. Poszliśmy więc z wieczorną wizytą do naszych sąsiadów. I właśnie gdy zaczęliśmy się już rozgrzewać przy wesoło buchającym z kominka ciepełku i lampce wina włączono prąd. Mogliśmy wrócić do siebie.

Niespodziewanie złe warunki pogodowe sprawiły, że mieliśmy niezwykły i całkiem miło spędzony wieczór. Nie napiszę, że mogłoby to się powtórzyć, ale wieczór przy świecach, bez telewizji, to może być nasza nowa świecka tradycja.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

List do Świętego Mikołaja

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Retro wycieczka

Dzień Świętej Katarzyny to święto kolejarzy. Choć zimno na dworze na Dworcu Zachodnim tłok. Lokomotywa Franek ciągnąca zabytkowy skład rusza na przejażdżkę wokół Poznania. Mali pasażerowie gotowi do podróży.

Para buch, koła w ruch…

I ruszamy…Pa! Do zobaczenia!

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Komandor Mruczek

Czas najwyższy aby przedstawić naszego nowego rezydenta przy ulicy Sosnowej. Jest nim od ładnych kilku tygodni młody kotek o biało-szarawej sierści nazwany przez nasze dzieci Komandorem Mruczkiem. Jak przystało na rezydenta nie uczestniczy on w pełni w naszym życiu rodzinnym, jedynie pojawia się regularnie w określonych porach przed naszymi drzwiami na taras. Owe regularne pory, jak łatwo się domyślić, to pory karmienia. Komandor Mruczek potrafi zjawić się już nawet o szóstej rano. Wyłania się z ciemnych czeluści ogródka i przez szybę w drzwiach zagląda do wnętrza domu. Czeka aż Misza wyniesie mu coś smakowitego do jedzenia. Ponieważ jest wciąż dzikim kotem nie pozbył się jeszcze pierwotnego lęku przed rasą ludzką i raczej nie pozwala się nam do siebie zbliżyć. Aczkolwiek w tej dziedzinie są widoczne postępy, bo dał się już kilkakrotnie pogłaskać Miszy, a raz nawet i Frankowi.

Najzabawniejsze są popołudnia. Gdy zapada zmrok światło bijące z naszego domu nęci kotka i ten pojawia się przy szybie. Z zaciekawieniem obserwuje nas, śledzi to co robimy. Bawi się przez szybę z Zosią, która wodzi go kolorowym ołówkiem, albo podrzuca mu piłkę. Wystarczy jednak otworzyć drzwi na taras i Komandor Mruczek ucieka na bezpieczną odległość.

Zbudowałem nawet dla Komandora na ogródku ocieplaną budę ze styropianu i drewna, ale Mruczuś chyba tego nie docenił, bo jakoś nie zadomowił się w tym suchym lokum. Cóż kot, to nie pies i w budzie nie siedzi. W telewizji niedawno pokazywali kota, który zamieszkał w dziupli na drzewie

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Czwarty wymiar czasu

Misza ćwiczyła z Zo rodzaje czasów na sprawdzian z języka polskiego. Zośka miała odgadywać, czy wypowiadane zdanie jest czasu przeszłego, teraźniejszego, czy przyszłego.

– Jaki to jest czas: ,,jutro będzie sprawdzian z języka polskiego”? – egzaminowała Misza. Zanim Zo udzieliła odpowiedzi ubiegł ją Franki:

– To czas niepokojący!

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Co gubi Franki

Wiadomo, że dzieci nie mają czasu i głowy, żeby zajmować się tak mało istotnymi sprawami jak pilnowanie swojej osobistej garderoby. Franki ma niesamowite zdolności do gubienia w szkole rzeczy wszelakich. Gubi czapki, rękawiczki, chusty na szyję. Szalik założył tylko jeden, jedyny raz i od razu go zgubił. Gubi także kredki, nowe gumki i ołówki. Ostatnio nawet zgubił swój plecak. No, może nie całkiem zagubił, ale przyniósł do domu nie swój, tylko kogoś innego. Fakt, z zewnątrz plecaki wyglądały identycznie.

Jednak wczoraj nasz syn przeszedł samego siebie. Do teraz zastanawiam się jak to jest możliwe, żeby zgubić w szkole sznurowadło od buta w którym się chodzi. A jednak… W życiu Frankiego i takie niesamowite historie (zapewne z pogranicza paranormal activity) też się zdarzają. Dlatego apeluję: jeżeli ktoś zauważy gdziekolwiek samotnie błakające się sznurowadło w kolorze jasno szarym, to proszę o natychmiastowe zgłoszenie się z tym do nas. Uczciwego znalazcę czeka nagroda – kawałek pysznej tarty, własnoręczny wypiek Miszy.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Dzieci, Rodzinne | Otagowano | Dodaj komentarz

Totalny spokój

Niedziela wieczór. W pokojach na piętrze szykujemy dzieci do spania. Koniec długiego weekendu, jutro wczesna pobudka i wyjazd do szkoły. Jest Misza, Zo, brakuje tylko Frankiego. Schodzę na dół do salonu, patrzę a młody okryty kocem leży sobie na kanapie przed telewizorem. Jest już po wszystkich bajkach, a poza tym Franki nie lubi zostawać wieczorami w pokoju sam. Zawsze się boi. Tym bardziej zdziwiony pytam, dlaczego nie idzie położyć się na górę.

– Tak sobie leżę spokojnie – mówi rozmarzonym głosem Franki – bo nikt mi nie zazdrości, że leżę na tej kanapie.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Zwycięstwo nad halloweenowcami

Rok temu halloweenowa fala na naszym osiedlu zaskoczyła nas totalnie. To był pierwszy raz od naszej przeprowadzki, więc to może usprawiedliwiać nasze kompletne nieprzygotowanie. Tym razem byliśmy już gotowi i uzbrojeni, aby dać opór grasującym po okolicy watahom halloweenowców.

W ubiegłym roku wydawało mi się początkowo, że halloweenowe pielgrzymowanie małych dzieci od domu do domu w celu wyłudzania słodyczy jest nieco dziwaczną, ale bądź, co badź jakąś formą sąsiedzkiej zabawy. Zaczęło się po godzinie siedemnastej od pierwszego dzwonka. Przyszli przebierańcy, kilka dziewczyn w strojach czarownic. Wesoła gromadka. Dałem im cukierki, pomachałem na drogę i zadowolony wróciłem do pokoju na kanapę. Dziesięć minut później kolejny dzwonek. Potem, kolejny, kolejny i tak prawie do godziny dwudziestej. Następne grupy były coraz mniej przebrane, coraz starsze i coraz mniej sympatyczne. Według mojej kalkulacji o nasze drzwi wejściowe otarło się więcej dzieciaków niż w ogóle jest mieszkańców na całym osiedlu. I to mi się wtedy całkowicie przestało podobać.

W tym roku na halloweenowe szaleństwo byliśmy już lepiej przygotowani. Misza zakupiła pokaźną liczbę obrazków z wizerunkami świętych. Na furtce przyczepiliśmy duży napis: ,,Prawdziwą słodyczą jest świętość. Poczęstuj się obrazkiem”. Obrazki leżały w doczepionej do furtki foliowej koszulce. Spuściliśmy rolety w oknie na parterze, tak, żeby nie było widać światła z wnętrza mieszkania i czekaliśmy. Z Frankim i Zo podpatrywaliśmy z okna na piętrze reakcje pierwszych halloweenowców. Napis na furtce odstraszał skutecznie. Nikt nie ośmielił się zadzwonić do nas dzwonkiem.  Po osiemnastej wsiedliśmy w samochód i podjechaliśmy do naszej kaplicy na mszę odprawianą już w liturgii wszystkich świętych. Po drodze mijaliśmy rozliczne grupy rozszalałej młodzieży. . Największe bandy liczyły nawet i po dwadzieścia osób. Niektóre z drzwi garażowych były już poobrzucane jajkami. Strach iść samemu przez osiedle. Kompletne szaleństwo. Gdy wróciliśmy po mszy do domu napis na furtce zniknął. Został zerwany. Przed domem leżały porozrzucane obrazki. Zniknęły też dwie małe dynie, które mieliśmy na parapecie okiennym. Ktoś sobie przeszedł przez zamkniętą furtę i je najzwyczajniej w świecie ukradł. Nasze dzieci były w prawdziwym szoku.

– Nienawidzę halloween! – stwierdziła Zo.

– To zrobiły dzieci, które nie kochają Pana Boga – kręcił z niedowierzaniem Franki.

My z Miszą byliśmy zadowoleni. Daliśmy opór halloweenowemu szaleństwu i nie poddaliśmy się modzie na nowe święto horroru. Choć ponieśliśmy niewielkie straty, to zwycięstwo było po naszej stronie. Tak przynajmniej uważają Zo i Franki. A ich zdanie w tej sprawie jest decydujące.

**** **** ****

Franki i Zo obrali swoją strategię obronną:

– Zosia, a jak przyjdą do naszego domu przebrani za diabła i zawołają ,,cukierek, albo psikus”, to wiesz co zrobimy?

– Tak, odpowiemy im ,,kupa albo siku”!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii, Rodzinne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zmiana czasu

W niedzielę rano mogliśmy sobie dłużej pospać. Tak przynajmniej trąbiły radośnie wszystkie media. W naszym domu nikt nie spał dłużej. Po prostu po przebudzeniu się dzieci, które przebudziły nas, zamiast godziny siódmej była godzina szósta i dzięki temu bardzo wcześnie zaczęliśmy nasz wolny dzień. Nie oznacza to jednak, że przyłączę się do chóru malkontentów, którzy twierdzą, że taka zmiana czasowa jest bez sensu. Wręcz przeciwnie! Jestem wielkim orędownikiem tej zmiany. Otóż mija już trzeci dzień odkąd nie mamy problemu z porannym wstawaniem dzieci do szkoły. Budzą się same, są wyspane i Misza przestała się denerwować, że wychodzimy na tak zwaną ostatnią minutę. Rano, gdy wyjeżdżamy z domu jest jasno, przyjemnie. Wiem, że to się wkrótce zmieni, że organizmy dzieci przyzwyczają się do nowego rytmu i wchłoną tą dodatkową godzinę, a nad porankiem zakróluje coraz dłuższa noc ciemna. Warto jednak wprowadzać zmianę czasu choćby dla tych kilku dni. Dni ułudy, że do zimy jeszcze daleko…

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Na marginesie

Przeczytałem niedawno ciekawą sentencję. Człowiek jest w pełni szczęśliwy kiedy ma trzy rzeczy: nadzieję, poczucie humoru i spokojny sen.
Teraz już rozumiem w pełni moje nie najlepsze samopoczucie. Brakuje mi ostatnio wszystkich tych trzech składników…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz