Komandor Mruczek

Czas najwyższy aby przedstawić naszego nowego rezydenta przy ulicy Sosnowej. Jest nim od ładnych kilku tygodni młody kotek o biało-szarawej sierści nazwany przez nasze dzieci Komandorem Mruczkiem. Jak przystało na rezydenta nie uczestniczy on w pełni w naszym życiu rodzinnym, jedynie pojawia się regularnie w określonych porach przed naszymi drzwiami na taras. Owe regularne pory, jak łatwo się domyślić, to pory karmienia. Komandor Mruczek potrafi zjawić się już nawet o szóstej rano. Wyłania się z ciemnych czeluści ogródka i przez szybę w drzwiach zagląda do wnętrza domu. Czeka aż Misza wyniesie mu coś smakowitego do jedzenia. Ponieważ jest wciąż dzikim kotem nie pozbył się jeszcze pierwotnego lęku przed rasą ludzką i raczej nie pozwala się nam do siebie zbliżyć. Aczkolwiek w tej dziedzinie są widoczne postępy, bo dał się już kilkakrotnie pogłaskać Miszy, a raz nawet i Frankowi.

Najzabawniejsze są popołudnia. Gdy zapada zmrok światło bijące z naszego domu nęci kotka i ten pojawia się przy szybie. Z zaciekawieniem obserwuje nas, śledzi to co robimy. Bawi się przez szybę z Zosią, która wodzi go kolorowym ołówkiem, albo podrzuca mu piłkę. Wystarczy jednak otworzyć drzwi na taras i Komandor Mruczek ucieka na bezpieczną odległość.

Zbudowałem nawet dla Komandora na ogródku ocieplaną budę ze styropianu i drewna, ale Mruczuś chyba tego nie docenił, bo jakoś nie zadomowił się w tym suchym lokum. Cóż kot, to nie pies i w budzie nie siedzi. W telewizji niedawno pokazywali kota, który zamieszkał w dziupli na drzewie

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *