Niedziela wieczór. W pokojach na piętrze szykujemy dzieci do spania. Koniec długiego weekendu, jutro wczesna pobudka i wyjazd do szkoły. Jest Misza, Zo, brakuje tylko Frankiego. Schodzę na dół do salonu, patrzę a młody okryty kocem leży sobie na kanapie przed telewizorem. Jest już po wszystkich bajkach, a poza tym Franki nie lubi zostawać wieczorami w pokoju sam. Zawsze się boi. Tym bardziej zdziwiony pytam, dlaczego nie idzie położyć się na górę.
– Tak sobie leżę spokojnie – mówi rozmarzonym głosem Franki – bo nikt mi nie zazdrości, że leżę na tej kanapie.
