Zdolności opiekuńcze

Znów weszliśmy w fazę przemiennych cykli chorobowych naszych dzieci. Zaczęła Zośka, później dołączył do niej Franek. A gdy oboje po dziesięciu dniach przymusowej kuracji domowej ruszyli na nowo do szkoły, okazało się, że cyrk rozkręca się na nowo. Zośka pochodziła do szkoły dwa dni i wróciła do domu z zapalnym stanem ucha. Trzeba było na prędko organizować opiekę. W grę wchodziła jedynie pomoc dziadków. Ale nie było to takie łatwe. Misza nawet rozważała opcję, czy Zośki nie zostawić na jeden dzień samej w domu. W końcu jest już dużą, odpowiedzialną czwartoklasistką z własnym telefonem komórkowym. Zo jednak ten pomysł nie bardzo się spodobał.

– No co ty – odrzekła wzburzona do Miszy. – Przecież ja nie jestem w stanie opiekować się sobą aż tyle godzin.

Cóż, widać, że jeszcze nie można obarczać naszego dziecka tak ważnym obowiązkiem, jakim jest opieka nad samym sobą.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne, śmieszne | Otagowano , | Dodaj komentarz

Deklaracja

Franki złożył dziś następujące oświadczenie:

– Jak będę mieć dwanaście lat to po pierwsze zrobię porządek w swoim pokoju, a po drugie zacznę wreszcie życie towarzyskie.

 

Tak! Po pierwsze jest nadzieja, że w końcu doczekamy się porządku w pokoju Frankiego, ale po drugie, to skoro nasz syn zacznie życie towarzyskie, to jak długo utrzyma się ten porządek?

Zaszufladkowano do kategorii Rodzinne, śmieszne | Dodaj komentarz

Taniec w piżamie

Wczoraj wieczorem wróciłem z radia. Otrzymałem wyróżnienie w konkursie na scenariusz słuchowiska radiowego i w związku z tym w radiu odbywała się uroczysta gala połączona z transmisją na żywo. Cała rodzina siedziała przy radioodbiorniku i z napięciem czekała, aż zostanie wywołane moje nazwisko. Wszystko się przeciągnęło i dopiero po dwóch godzinach opuszczałem studio. Włączyłem telefon i widziałem, że Zosia dzwoniła do mnie dwukrotnie. Choć była późna pora oddzwoniłem i zapewniłem, że za kilkanaście minut będę w domu. Prosiłem, żeby dzieci nie zasypiały, bo chcę je jeszcze utulić przed zaśnięciem.

Gdy wszedłem do domu powitała mnie ciemność korytarza. Na schodach paliły się jedynie świeczki. I wtedy z głośników z pokoju ryknęła muzyka ,,I still haven’t found what I’m looking for”. Dzieci w piżamach wyskoczyły zza drzwi i krzyknęły: ,,Wszystkiego najlepszego tato, gratulujemy!!!” Misza rzuciła się mi na szyję. Zaczęliśmy tańczyć taniec przytulaniec (ja cały czas w płaszczu), a dwa bąki w piżamach podskakiwały radośnie w rytm piosenki U2. Co za radość! Co za niespodzianka!

Tego wieczoru długo nie zapomnę. Nie ze względu na wyróżnienie, czy bankiet w radio, ale ze względu na widok moich dzieci pląsających w piżamach przy blasku świecy. Jak cudownie jest mieć kochającą rodzinę!

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Ferie

Pierwszy raz wyjechaliśmy z naszymi dziećmi na ferie zimowe. Zawsze szkoda nam było urlopu, więc dzieci zmuszone były do pobytu na półkoloniach w mieście. W tym roku nie było żadnych półkolonii. Ostatnie cztery dni ferii poświęciliśmy na wyjazd w Góry Izerskie. Dla mnie to też była pionierska wyprawa, bo poza krótkim pobytem w Świeradowie Zdroju tamte ziemie były dla mnie zupełną terra incognita. W góry pojechaliśmy rodzinnie z Felkiem i Karolinką. Ania wynajęła dwa duże pokoje z kuchnią w gospodarstwie agroturystycznym. Stary poniemiecki dom z klimatem.

Muszę przyznać, że dla mnie osobiście był to wspaniały czas odpoczynku i odstresowania od pracy zawodowej. Był to co prawda krótki, ale wypełniony mnóstwem atrakcji wyjazd. Dzieci też były bardzo zadowolone, bo mogły przebywać w towarzystwie kuzynostwa. Zaliczyliśmy wjazd kolejką gondolową na górę i zdobycie szczytu Izerski Stóg. Zwiedziliśmy schronisko i mogliśmy w słoneczny dzień podziwiać panoramę Pogórza Izerskiego. Piliśmy wodę z uzdrowiskowego źródła w Świeradowie, wybraliśmy się do Czech na hranolki z horcicą i Lentylki. Zwiedziliśmy przedziwny zamek Czocha i zaliczyliśmy w świetle latarek wieczorny spacer po wąskiej i pełnej zakrętów wiejskiej drodze. Jakże pięknie rozgwieżdżone było wtedy niebo. Spadały gwiazdy. Najwspanialsze były jednak wieczory w naszym starym poniemieckim domu przysłupowym. Przytulna kuchnia zachęcała do wspólnego biesiadowania. Na parterze znajdowała się sala wypoczynkowa z wielkim kominkiem i miejscem do tańczenia. Dzieci urządziły sobie dyskotekę, a dorośli Klub Opowiadaczy przy domowym ognisku.

Warto było wyjechać, zobaczyć mało znane tereny polskiej strony Łużyc. Myślę, że dzieci zapamiętają na długo swoją pierwszą zimową wyprawę w góry i pierwszy prawdziwy wyjazd za granicę. Chyba, że zapamiętają jedynie serial ,,Arabela”, który puszczaliśmy im przed snem na laptopie.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Pierwsza dyskoteka

W czwartek Zo miała w szkole swoją pierwszą ,,dorosłą” dyskotekę. Zabawa szkolna odbywała się po lekcjach od godziny 17 do 20. Po raz pierwszy zawoziłem moją rodzoną córkę na wieczorną imprezę. Zo była bardzo podekscytowana i starannie się do dyskoteki przygotowywała. Było to wszak ważne wydarzenie szkolne i towarzyskie. Moja mała dziewczynka zaczyna towarzyskie życie nastolatki. Zawiozłem ją do szkoły i po trzech godzinach wróciłem. Zosia byla zachwycona zabawą, choć nie ukrywała, że już pod koniec z niecierpliwością wypatrywała mojego przybycia. Zosia bawiała się jedynie ze swoimi koleżankami. Chłopacy w jej wieku nie wykazują jeszcze większego zainteresowania płcią przeciwną.

W tym czasie, gdy Zo bawiła się wspaniale w szkole Misza z Frankim siedziała na pogotowiu. Młody skręcił sobie prawą nogę. Tę samą, którą miał złamaną latem. Takie to są już przypadki naszych pociech…

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne, szkoła | Dodaj komentarz

Fascynacje Frankiego

1270_001

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

O rok starsi

Ucichły sylwestrowe wystrzały i w błogiej ciszy poranka pierwszego stycznia przyszedł nowy rok 2016. I znów jesteśmy o rok starsi. Spędziliśmy bardzo udanego sylwestra u Felusia i Karolinki. Dzieci były tak podekscytowane zabawą, że poszły spać razem z nami po godzinie trzeciej w nocy. To była dla nich niesamowita przygoda i powód do dumy, że wytrzymali tak długo.

Patrzę na te moje pociechy i widzę przed sobą coraz bardziej dojrzałe twarzyczki. Zośka wkrótce po raz pierwszy będzie miała wystawione oceny z przedmiotów na semestr. Już nie będą to oceny opisowe tak jak w klasie 1-3, tylko normalne oceny, które będą też miały wpływ na końcowe świadectwo. Podziwiam ją za jej ambicje, za to, że tak dzielnie zmaga się z zadaniami matematycznymi, że sama odrabia zadania domowe z angielskiego i prowadzi dziennik obserwacji meteorologicznych na zajęcia z przyrody. Franki natomiast bardzo przeżywał, że mógł pójść ze mną i z wujkiem Juliuszem do kina na ,,Star Wars”. To już nie jest kino dla ,,dzidziusiów” tylko dla ,,prawdziwych facetów, którzy wiedzą co to jest Sokół Milenium, kim jest Han Solo, Padawan i Bobo Fet”.  Teraz jednak Franki siedzi nad lekturą ,,Babcia na jabłoni” i stęka, że musi przeczytać 140 stron, a nie 30, jak to było w dotychczasowych lekturach.

Dzieci nam rosną, dojrzewają. Nieustannie zadziwia mnie ten proces. Do tej pory pisałem pamiętnik, aby ocalić od zapomnienia najważniejsze rzeczy z ich dzieciństwa, czyli te wydarzenia, których oni sami nie będą w stanie zapamiętać. Teraz ich życie nabiera tempa, a ich rozwój uwarunkowany jest także bodźcami natury refleksyjnej. Już nie ja wyznaczam rzeczy, które są dla nich ważne. Robią to oni sami. Zatem historia blogu czworeczkazsokola będzie zapewne zmierzać ku swemu końcowi. Zosia i Franki zaczynają żyć własnym życiem, do którego my rodzice będziemy mieli coraz bardziej reglamentowany dostęp.

C’est la vie!

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne, szkoła | Dodaj komentarz

Dziesięć lat temu

Dziesięć lat temu była środa. O tej porze byłem już z Miszą w szpitalu. Wiedzieliśmy, że rozpoczął się poród, który szczęśliwie zakończył się o godzinie 17 przyjściem na świat naszej Zosieńki. Gdy opuszczaliśmy szczęśliwi salę porodową położna powiedziała w progu: ,,Zapraszam ponownie”. I dokładnie rok później z tej samej sali wychodziliśmy z naszym małym Franciszkiem. Tak oto zostaliśmy rodzicami dwójki dzieci.

Dziesięć lat już za nami. Skończył się okres beztroskiego dzieciństwa, zabaw w przedszkolu, braku obowiązków ciążących na dzieciach. Wchodzimy już w inną epokę, inny wymiar rodzicielstwa, bardziej wymagającego zarówno od dzieci jak i od nas. Dotychczas uczyliśmy ich miłości, do nas, do świata i ludzi. Teraz musimy zadbać o to, by przygotowali się do samodzielnego życia, aby umieli odnaleźć w nim swoje szczęśliwe miejsce. To nie jest łatwe zadanie. To duży trud i odpowiedzialność.

Zosia chce już być nastolatką, taką która ma swój telefon, swoje kontakty do koleżanek i swoje z nimi sprawy. Coraz częściej się buntuje i pokazuje swoją upartą naturę. Z drugiej strony wciąż jest małą, delikatną dziewczynką, która potrzebuje przytulenia, pogłaskania, która boi się sama zostać w domu. Franki wciąż buja w obłokach i traktuje szkołę jak dobrą  zabawę z kolegami. Łaknie towarzystwa rówieśników i pragnie skupić ich uwagę na sobie. Ma duży potencjał rozwojowy, ale jak to chłopak w jego wieku, wcale nie myśli o nauce. I ma niestety paskudny zwyczaj ciągłego obrażania się z byle powodu.

Mimo tych wszystkich wad są to nasze ukochane dzieci, dla których poświęcamy swój czas, siły i fundusze. Ostatnio Franki zadał mi niezwykłe pytanie: ,,Tato, a dlaczego ja się urodziłem?” Wzruszył mnie tym pytaniem. Co by było, gdyby na świecie była tylko Zosia? Mogłem jedynie odpowiedzieć, że jest naszą radością, że przyszedł na ten świat byśmy jako rodzina mogli się jeszcze bardziej kochać. Chociaż… jak czasami pomyślę, to wydaje mi się, że oprócz tej miłości jest też i dawcą sporych dawek adrenaliny. Ale bez tego byłoby pewnie w naszej rodzinie strasznie nudno.

Mam nadzieję, że ten wpis przetrwa kolejne dziesięć lat, bym mógł w 2025 roku dopisać ciąg dalszy. Wtedy wskoczymy na kolejny etap rozwoju naszych dzieci pod tytułem: jak odzyskać, tych którzy chcą od nas uciekać.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne, szkoła | Dodaj komentarz

Wesele

Uczestnictwo w imprezie weselnej to dla naszej rodziny wyjątkowa rzadkość. W zeszłą sobotę nasze dzieci po raz drugi w swoim życiu miały możliwość uczestniczenia w ślubie i weselu. Dla Frankiego przydługie ceremonie podawania posiłków przy stole były okazją do demonstracji swego znudzenia i niezadowolenia. Pokładał się na stole, marudził, wciąż sięgał po tablet, który zabrał ze sobą. Zosia umie się już lepiej zachowywać od niego. Jest bardziej cierpliwa. Na szczęście, gdy po zapadnięciu zmroku zaczęły się tańce Franki odzyskał siły witalne i zaczął się popisywać przed gośćmi. A że potrafi zgrabnie kręcić bioderkami przykuwał uwagę znacznej części gości weselnych. Widząc zainteresowanie publiczności młody rozkręcał się jeszcze bardziej. Po prostu szalał na parkiecie!  Gdy zmęczony tańcami w końcu postanowił nieco odpocząć przyszedł do nas i powiedział:

– Odkryłem w sobie nowe powołanie. Chyba zostanę mistrzem tańca.

Zosia była bardziej powściągliwa w okazywaniu swoich emocji. Tańczyła tylko, gdy ktoś z dorosłych poprowadził ją do tańca. Okazała jednak w sobie skrywane pokłady romantyzmu, kiedy zaproponowała mi, bym wyszedł z nią na wieczorny spacer. Poszedłem więc z nią do parku przy operze. Pełnia księżyca prześwitywała przez konary starych kasztanowców. W oddali błyszczały światła śródmieścia. Zosia była zachwycona panującą w parku aurą. Z opery wychodzili po spektaklu widzowie. Akurat wystawiana była ,,Alicja z krainy czarów”. Szło dużo rodzin z dziećmi. Wszyscy elegancko ubrani, tak jak my. Wmieszaliśmy się w tłum. Zaproponowałem Zosi, że wejdziemy do foyer opery. Była trochę wystraszona, bo nie mieliśmy biletów. Powiedziałem, że przy wychodzeniu z teatru biletów nie trzeba okazywać. Będąc już w środku zaproponowałem jej konspiracyjnym szeptem, że będziemy udawać widzów wychodzących z opery. Na głos zacząłem chwalić jak bardzo podobała mi się sztuka. Zośka uśmiechała się i ściskała mocniej za rękę. To był taki nasz mały rodzinny psikus.

Wszyscy zadowoleni z przyjęcia weselnego wracaliśmy około dwudziestej trzeciej do domu. Dzieci spały w samochodzie. Dużo emocji, silne zmęczenie. To był niezapomniany wieczór.

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne | Dodaj komentarz

Ofiarność

Współzawodnictwo wśród rodzeństwa przybiera niejednokrotnie formę zawiści, wrogości, a czasami kończy się licytacją na wartości. Kto jest lepszy, kto jest ofiarniejszy, posłuszniejszy…

W sobotę wyjeżdżaliśmy na coroczne rekolekcje. Musieliśmy wyjechać wcześnie rano, więc tuż przed samym ruszeniem w drogę panowało duże napięcie i pośpiech związany z pakowaniem rzeczy. Gdy już siedzieliśmy w samochodzie Misza przypomniała sobie, że nie wzięła ze sobą żadnego zeszytu na notatki. Chciała, żebyśmy podjechali jeszcze do jakiegoś sklepu. Ale nie było czasu. Zaproponowałem, żeby Zosia dała swój zeszyt, który zabrała ze sobą, a my później go odkupimy. No i zaczęło się…

Zośka nie mogła zrozumieć, jak można od niej prosić zeszyt, który chociaż jest zupełnie pusty, jeszcze w ogóle nie zapisany, nie podpisany, to przecież jest już jej ulubionym zeszytem. A nie można nikomu dawać ulubionych rzeczy. Nawet własnej rodzicielce. Na nic cała argumentacja, że zeszyt się odkupi, nawet taki sam. To jest jej zeszyt i koniec. Misza podenerwowana zaczęła mówić z żalem, że my rodzice tyle poświęcamy się dla dzieci, robimy dla nich wszystko, a własna córka nie chce dać głupiego zeszytu. Zośka zaczęła płakać, co sprytnie wykorzystał Franki:

– Zosia, ja bym wszystko dał rodzicom – odezwał się z tylnej kanapy mały lizusek. – Oddałbym im nawet swoją nerkę!

Fakt, faktem, że Franki jest bardziej skory do dzielenia się swoimi rzeczami z innymi. Gorzej natomiast z jego charakterem i wiecznym obrażaniem się z byle powodu. No, ale deklaracja oddania własnego organu zrobiła na nas rodzicach niesamowite wrażenie!

😉

 

Zaszufladkowano do kategorii Dzieci, Rodzinne, śmieszne | Dodaj komentarz