Wczoraj wieczorem wróciłem z radia. Otrzymałem wyróżnienie w konkursie na scenariusz słuchowiska radiowego i w związku z tym w radiu odbywała się uroczysta gala połączona z transmisją na żywo. Cała rodzina siedziała przy radioodbiorniku i z napięciem czekała, aż zostanie wywołane moje nazwisko. Wszystko się przeciągnęło i dopiero po dwóch godzinach opuszczałem studio. Włączyłem telefon i widziałem, że Zosia dzwoniła do mnie dwukrotnie. Choć była późna pora oddzwoniłem i zapewniłem, że za kilkanaście minut będę w domu. Prosiłem, żeby dzieci nie zasypiały, bo chcę je jeszcze utulić przed zaśnięciem.
Gdy wszedłem do domu powitała mnie ciemność korytarza. Na schodach paliły się jedynie świeczki. I wtedy z głośników z pokoju ryknęła muzyka ,,I still haven’t found what I’m looking for”. Dzieci w piżamach wyskoczyły zza drzwi i krzyknęły: ,,Wszystkiego najlepszego tato, gratulujemy!!!” Misza rzuciła się mi na szyję. Zaczęliśmy tańczyć taniec przytulaniec (ja cały czas w płaszczu), a dwa bąki w piżamach podskakiwały radośnie w rytm piosenki U2. Co za radość! Co za niespodzianka!
Tego wieczoru długo nie zapomnę. Nie ze względu na wyróżnienie, czy bankiet w radio, ale ze względu na widok moich dzieci pląsających w piżamach przy blasku świecy. Jak cudownie jest mieć kochającą rodzinę!
