Dialogi na cztery nogi

Zo do Frankiego podczas posiłku:
– Nie obraź się Franek, ale jesteś trochę gruby.
– Tak – odpowiada niezrażony tym przytykiem Franki – jestem takim klopsikiem!
Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Niezły interes

Czy Franki ma smykałkę do interesów? Tego bym nie powiedział, bo handel wymienny jaki prowadzi między kolegami w zerówce raczej nie przynosi mu korzyści. Kiedyś wymienił trzech nowych ludzików Lego Ninjago na zdezelowanego robocika Wallego. Ale to, że jest małym kombinatorem, to nie ulega wątpliwości.
W sobotę rozmawialiśmy o zbliżającym się baliku mikołajkowym i wymyślaliśmy z dziećmi jakie to przebrania w tym roku założą. Franki oczywiście najchętniej byłby żołnierzem. Wtedy przypomniałem sobie o starej wojskowej czapce czerwonoarmisty, którą przywiozłem kiedyś z wycieczki do Lwowa. Odnalazłem ją i dla zabawy założyłem Frankiemu na głowę. Bardzo mu się spodobała prawdziwa wojskowa czapka.
– Czy mógłbym ją sobie zabrać na zawsze? – spytał z nadzieją w głosie.
– Nie, bo to moja cenna pamiątka przywieziona z podróży – odparłem mając nadzieję, że to zamknie ostatecznie roszczenia mego syna. Ale Franki kombinował dalej:
– To ty mi ją dasz, a ja będę ci ją co jakiś czas przynosił i pokazywał!
Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pomysł na wekend

Przed nami kolejny weekend. Ponieważ temperatura na zewnątrz nie zachęca do spacerów trzeba wymyślać zajęcia domowe. Jeżeli ktoś jeszcze nie ma pomysłu czym można zająć dzieci w wieku wczesnoszkolnym to podrzucam gotowy przepis sprawdzony i przetestowany w ubiegłym tygodniu. 

Do realizacji przepisu na niezłą zabawę potrzebny nam będzie duży karton. A skąd go wziąć? Nic prostszego… Trzeba wybrać się do najbliższego sklepu ze sprzętem AGD, albo marketu budowlanego. Na zapleczu będą mieli z pewnością nie jeden zbyteczny karton. Do misji pozyskiwania tego cennego materiału należy wydelegować kogoś pokroju Miszy. Kobiecy urok potrafi zdziałać cuda…
Karton należy dostarczyć do domu. Dobrze, jak ktoś ma samochód z dużym bagażnikiem. Karton skleić i postawić najlepiej w kuchni, na powierzchni łatwozmywalnej (np. płytki). Przy pomocy scyzoryka wyciąć otwory okienne i drzwiczki. Dać dzieciom farby do ręki i powiedzieć, że mają pomalować swój domek. A teraz najważniejsze! Pomysłodawca ma w tym momencie gwarantowane dwie godziny spokoju. Efekt końcowy powinien wyglądać mniej więcej tak: 
     
Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Do hymnu!

Zbliża się 11 listopada – Dzień Niepodległości. Jak dobrze, że nie mieszkamy w Warszawie i nie musimy oglądać żenujących scen ulicznych bitew oraz konfrontacji różnych pochodów i manifestacji. Mamy swoje, poznańskie święto patrona ulicy Święty Marcin, no i przepyszne rogale. Wczoraj już dokonałem konsumpcji dwóch sztuk.
Ale miało być o hymnie państwowym. W szkole, wiadomo, uroczysty apel i przygotowania na Dzień Niepodległości. Z tej okazji pierwszoklasiści powinni nauczyć się na pamięć całego hymnu, czyli czterech zwrotek. Zo bardzo się do tego przykłada i co chwilę powtarza kolejne frazy. A oto jej wersja (turystyczno-rekreacyjna) zwrotki trzeciej:
,,Jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim ZACHODZIE,
dla ojczyzny ratowania WRÓCIMY za morze”.
  

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Szkolne obiady

Trzeba przyznać, że nasze dzieci nie są amatorami jedzenia, a już obiadów to w szczególności. W dodatku jeżeli chodzi o obiady szkolne, no to już jest prawdziwa tragedia. Już we wrześniu pierwsza płakała Zo, że ona nie będzie chodziła na obiady do świetlicy, bo to ją za bardzo stresuje. Ale minął pierwszy miesiąc, teraz drugi i chyba nasza córka jakoś się przyzwyczaiła. Teraz dla odmiany zaczął Franki.

– Obiady są fujowe! Nie lubię ich jeść!
– Dlaczego?
– Bo podają rybę ze skórą!
Wczoraj zaczął nas wypytywać:
– A kiedy ja nie będę musiał chodzić na obiady? W jakie dni?
Nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi i jak mam mu odpowiedzieć na to pytanie.
– Nie będziesz chodził w soboty i niedziele – powiedziałem w końcu na odczepnego.
– To fajnie! – ucieszył się nasz sześciolatek. – Musisz to jutro powiedzieć pani w szkole, że nie będę jadł obiadów w sobotę i niedzielę!
Minę miał tak szczęśliwą i rozpromienioną, że nie chciało mi się tłumaczyć, że sobota i niedziela to dni wolne od szkoły. Niech ma choć odrobinę satysfakcji. 
Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Alkomat Franki

Powiem otwarcie, sytuacja w której całą rodziną poruszmy się naszym samochodem, a ja zasiadam na miejscu pasażera zdarza się wyjątkowo rzadko. Na tyle rzadko, że budzi zawsze zdziwienie i niepokój pasażerów z tylnej kanapy, czyli naszych dzieci.
W zeszłym tygodniu umówiłem się z Miszą, że wracając ze szkoły odbierze mnie po drodze wprost z chodnika. Czekałem więc na umówionym skrzyżowaniu i kiedy nadjechał nasz pojazd szybko wskoczyłem na siedzenie pasażera. Dzieci milczały. Dopiero Franki po jakimś czasie odezwał się z charakterystyczną nutką w głosie w stylu ,,a ja coś wiem”:
– Ja wiem dlaczego tata nie prowadzi samochodu… Bo pił ,,alkohor”!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Łowcy meteorytów

Za nami przepiękny jesienny weekend. To chyba ostatnie przed zimą takie ciepłe dni. Akurat na ten wspaniały okres przypadły urodziny Zo i Frankiego, które jak co roku wyprawialiśmy w Małpim Gaju. Trochę mi się żal zrobiło, że nie mogliśmy tego czasu wykorzystać na rodzinny spacer w plenerze, ale trudno było odmówić dzieciom radości ze wspólnej zabawy na placu zabaw pod dachem. Nie mniej wykorzystałem w niedzielę okazję do krótkiego spaceru. Wracając z dziećmi ze mszy szkolnej postanowiłem nadrobić nieco drogi i pojechałem objazdem przez Morasko. Misza była w domu i przygotowywała obiad dla popołudniowych gości. Mgła była taka, że jadąc nie widziałem prawie pobocza. Wystarczyło jednak, że wjechaliśmy w leśną otuliną, a mgła się całkowicie rozpłynęła.
– Idziemy do lasu na spacer? – zapytałem z nadzieją, że sprawię dzieciakom radość.
– Nieeee! Do domu – usłyszałem chóralną odpowiedź. Cóż, spróbowałem inaczej:
– A wiecie, że tu kiedyś spadł z kosmosu największy znaleziony na terenach Polski meteoryt? Może uda się nam odnaleźć jakieś ślady…
– Tak! Ja chcę poszukać meteorytu – zapaliła się Zo, słynna kolekcjonerka przeróżnych kamieni z placów zabaw.
Skręciłem więc w leśną dróżkę i zaparkowałem samochód. W końcu i opór Frankiego został złamany i dał się nakłonić na wyjście w stronę lasu. Zo zrobiła zaledwie kilka kroków i już wykrzyknęła tryumfalnie:
– Mam meteoryt! Znalazłam go!
– Skąd wiesz, że to prawdziwy? – spytał sceptycznie Franki.
– Potrzyj go o drugi kamień, a gdy poczujesz swąd spalenizny to znaczy, że spadając z nieba przeszedł przez kosmiczny ogień – rzuciłem na prędce wymyśloną teorię. Przynęta chwyciła. Rzeczywiście kamień po okrzesaniu go śmierdział spalenizną. Zo była niezwykle dumna ze swego odkrycia. Skakała z radości. Takie znalezisko! Wkrótce do kolekcji dołączyły kolejne dwa znaleziska. Franki wolał uwalniać las od plagi trujących grzybów, które rozwalał przy pomocy znaleźnego kijaszka.
Naszą wyprawę zakończyliśmy zdobyciem Góry Morasko. Nie było to aż takie trudne, bo na górkę wspinaliśmy się żółtym szlakiem jedynie przez pięć minut. Natomiast zbieganie ze szczytu było wielce ekscytujące i ukontentowało Frankiego, który wreszcie odkrył dla siebie coś, co go zainteresowało na tym przymusowym spacerze. Wkrótce też wypatrzył w gałęziach drzew dzięcioła, więc wyprawa do lasu okazała się niezwykle udana. Dla wszystkich.
Ustaliliśmy, że po powrocie do domu założymy pamiętnik młodego odkrywcy, w którym będziemy zapisywać każde nowe odkrycie.
 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Mistyczna cisza

Sobotni poranek. Misza pojechała do ojca pomóc w sprzątaniu mieszkania, a ja zostałem sam z trójką dzieci. Tak, z trójką! Nocowała bowiem u nas Karola. Dziewczyny same wzięły się za szykowanie śniadania i zrobiły ,,kanapki dla księżniczek”, czyli suche bułki ręcznie przepołowione z plasterkiem szynki na wierzchu (przepis oryginalny – wszelkie prawa autorskie zastrzeżone). Na szczęście w odpowiedniej chwili wkroczyłem do kuchni by zapanować nad spontanicznym przygotowywaniem porannego posiłku.
Cała trójka usiadła w pokoju przy stole i nawet (o dziwo!) wyłączyli telewizor. Do moich uszu doszedł następujący monolog Frankiego:
– Jaka cisza… Szkoda, że nie możemy zapalić świeczki… Bo jak jest cicho to możemy usłyszeć Pana Boga. Słyszymy go w ciszy, a widzimy w ogniu. Dlatego zapalamy świeczkę.

Proszę bardzo, sześć tygodni chodzenia do katolickiej szkoły i jakie mądrości…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Obiecywanki, połajanki

Wrzesień i październik jest u nas miesiącem urodzinowego wysypu. Praktycznie co weekend zaliczamy jakąś imprezę urodzinową. Finałem oczywiście są wspólne urodziny Zo i Frankiego. Jest to doskonała okazja dla nas rodzicieli, żeby trzymać nasze dzieci w karnym szachu. Nagrodą za dobre zachowanie może być obietnica pójścia na urodziny do koleżanki lub kolegi. A karą za złe uczynki staje się groźba odwołania imprezy urodzinowej. Działa to na podobnej zasadzie jak straszenie, że na Boże Narodzenie nie przyjdzie Święty Mikołaj, a na Wielkanoc zajączek. Im bliżej urodzin (zaznaczonych naklejką w kalendarzu Pana Kuleczki), tym argument o odwołaniu imprezy ma silniejszą moc przekonywania.
Ale to są specjalne okazje. W ciągu roku natomiast siły perswazyjne muszą szukać oparcia w innej argumentacji. Kiedyś straszyłem dzieci policją.
– Jak nie będziecie grzeczne, to przyjdzie pan policjant i zabierze was do specjalnego więzienia dla małych dzieci.
Kiedyś, gdy przejeżdzaliśmy wzdłuż nowej siedziby policji przy ul. Szylinga to powiedziałem, że owo więzienie znajduje się w piwnicach tego budynku. Wtedy to na dzieciach zrobiło piorunujące wrażenie. Ale to było kilka lat temu. Teraz ten numer by nie przeszedł. 
– Jak będziecie tak wrzeszczeć rano, to sąsiedzi wezwą policję – krzyczałem w sobotni poranek. – I jak policja wsadzi mnie do więzienia, to was zawiezie do domu dziecka.
– A ja się nie boję domu dziecka – oświadczył hardo Franki. – Bo jak pójdziesz do więzienia, to zaopiekuje się nami ciocia Ania.
– Ciocia Ania ma już dwójkę swoich dzieci i na pewno nie chciałaby jeszcze dodatkowej dwójki tak rozpuszczonych dzieciaków.
– To my uciekniemy z domu dziecka – śmieje się Zo i z wrzaskiem ucieka przed goniącym ją Frankim.
Czasami brakuje pomysłów czym tu jeszcze można nastraszyć to rozbrykane towarzystwo. Moja świętej pamięci babcia Klara mawiała, że jak będę nieposłuszny, to powącham jej pasek. Miała takowy schowany w szafie na ubrania. Bałem się tej groźby, choć nie mogłem zrozumieć dlaczego zapach paska mógł być aż tak straszny. Pasek pachniał przecież miło skórą.
Franki kiedyś podczas rozmowy ze mną tłumaczył się ze swojego złego zachowania:
– Bo mnie tak nieraz kusi coś, tak bardzo kusi, że już nie mogę wytrzymać i chociaż nie chcę to jestem niegrzeczny.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wiadomości mlekiem płynące

Od kilku lat toczę nierówną i z reguły wciąż przegrywaną przeze mnie walkę o dostęp do telewizji w godzinie najważniejszych serwisów informacyjnych. Walkę tę toczę oczywiście z moim potomstwem, które akurat między godziną 19 a 20 ma święte prawo do oglądania bajek. Każda próba przełączenia kanału w tym czasie (nawet gdy lecą reklamy) kończy się wielkim wrzaskiem i płaczem. Postanowiłem więc zmienić nieco taktykę i wyjaśnić dorastającej młodzieży, że telewizyjne wiadomości też mogą zawierać ciekawe informacje ze świata. Może być na przykład coś o wojsku (to dla Frankiego) lub o zwierzętach (to tematy dla Zo). Ostatnio w Wiadomościach na pierwszym programie oglądaliśmy reportaż o połowie ryb we Władysławowie. A że byliśmy tam w tym roku na wakacjach, temat zaciekawił dzieci. Franki nawet oświadczył publicznie, że lubi pooglądać sobie wiadomości. Ale najlepszy numer to strzelił w sobotni poranek.
Zszedł w piżamie do kuchni. Zobaczył krzątającą się już po domu Miszę i wypalił:
– Mamo, zrób mi mleczko i włącz jakieś wiadomości!
Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz