„Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19,37)
Dziś w święto Najświętszego Serca Pana Jezusa dzień zacząłem od podróży samochodem z moim synem Franciszkiem. Podwoziłem go do szkoły. To on pierwszy zaczął rozmowę od stwierdzenia, że medytacja też może być formą modlitwy i on w ten sposób próbuje się ostatnio modlić do Pana Boga. Przyznałem mu rację. Zacząłem mówić o zakonach kontemplacyjnych, o różnych formach adoracji w ciszy. Na końcu obaj doszliśmy do wniosku, że to wcale niełatwa forma modlitewna, wymagająca czasu i skupienia.
Później podczas uczestnictwa w porannej eucharystii zastanawiałem się nad dzisiejszym przesłaniem z Ewangelii: ,,Będą patrzeć na Tego, którego przebili”. Przecież to właśnie zapowiedź kontemplacji krzyża, wpatrywania się w znak zbawienia, adoracji Najświętszego Serca Pana Jezusa z którego spływają na nas zdroje łaski.
Tyle się teraz mówi o krzyżu i jego obecności w naszym życiu. Zdumiewa mnie jak wielu osobom zaczyna ten znak przeszkadzać, jak próbują usunąć go z przestrzeni życia publicznego. Pamiętam jak z bólem serca odkryłem, że nawet mój syn próbował kiedyś zdjąć krzyżyk znad drzwi swojego pokoju. Tłumaczył się pokrętnie, że niby gwóźdź słabo trzymał. Jestem z pokolenia, które w czasach komunistycznych śpiewało w kościele: ,,nie zdejmę krzyża z mojej ściany, choć by mi umrzeć trzeba”. Gdy to śpiewałem miałem ciarki na całym ciele i wilgotniały mi oczy ze wzruszenia. Przypominam sobie też czasy liceum i moje samotne wędrówki po mieście. Nieraz szukając wyciszenia i natchnienia wstępowałem do starego kościoła by w całkowitej ciszy wpatrywać się w wielki krucyfiks wiszący nad ołtarzem. Czy to już wtedy była moja pierwsza modlitwa kontemplacyjna?
Wydaje mi się, że o wiele łatwiej przeżywam adorację podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu niż podczas kontemplacji krzyża na przykład w czasie mojej wieczornej modlitwy. Wpatrywanie się w Hostię pozwala mi się skupić, zrozumieć, że to jest właśnie ten specjalny czas na moje pełne oddanie się Bogu, na to, by wszystkie myśli skierować ku niemu. W oktawie Bożego Ciała miałem trzykrotnie możliwość niesienia baldachimu podczas procesji wokół kościoła. Szedłem tak blisko Pana Jezusa. Miałem go w monstrancji niemalże na wyciągnięcie ręki. To były prawdziwie wzruszające chwile.
Wpatrując się w Chrystusa wzmacniam moją wiarę. Tak naprawdę nie wiem, czy w tym momencie korzystam ze zdrojów łaski, czy otrzymuję błogosławieństwo. Wiem jednak jedno, że czuję bliskość, czuję utulenie, czuję opatrznościową opiekę i jest mi z tym szalenie dobrze. W czasie kontemplacji spływa na mnie spokój i pewność, że to jest to miejsce, ten czas w którym czuję się kochanym.
Patrzenie na krzyż jest też swojego rodzaju współuczestniczeniem naszym w cierpieniu Bożego Syna. To współuczestnictwo oznacza też, że Pan Jezus chce wejść w nasze cierpienia i problemy z którymi się zmagamy. Może dzięki tej świadomości łatwiej jest nam znosić nasze umęczenie.
Dziękuję Panie Jezu za Twój krzyż.
