Dotyk Boga

,,Jezus wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym” (J 6, 1-15). Wyobrażam sobie jak zgromadzeni przy Jezusie nad Jeziorem Galilejskim ludzie podają sobie z rąk do rąk kawałki chleba. Dzielą się i karmią tym, co dał im Mesjasz. Uczestniczą w cudzie rozmnożenia, ale też i zupełnie namacalnie, fizycznie doświadczają obecności pośród nich Syna Bożego.

Patrząc na eucharystyczne przeistoczenie podczas każdej mszy świętej oddaję cześć żywemu Bogu. Całą moją wiarą, całą moją wrażliwością próbuję sobie uzmysłowić, że podniesiona Hostia nie jest już tylko kawałkiem sprasowanego mącznego opłatka, ale ciałem i krwią zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. To bardzo trudne zadanie, żeby w tym właśnie momencie mszy świętej tak wyostrzyć wszystkie zmysły, żeby uwierzyć. Pan mój i Bóg mój.

Czasami klęcząc z tyłu kościoła zza pleców wiernych nie mogę dostrzec Hostii, czasami kapłan nie podnosi jej zbyt wysoko, zdarza się, że trzyma za krótko w uniesieniu. Chcę patrzeć na przeistoczenie, myślę o tym niezwykłym cudzie i oddaję cześć Bogu za to, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16-17).

Jeżeli nawet trudno mi się zebrać w sobie i nie każdą eucharystię przeżywam w należytym skupieniu i uniesieniu, jeżeli moje zmysły nie zareagują w pełni podczas przeistoczenia, to przecież najważniejszym momentem jest i tak komunia. To jest właśnie ten sam moment dzielenia chleba jaki miał miejsce nad Jeziorem Galilejskim, a później w Wieczerniku. Syn Boży poprzez dzielenie się pokarmem eucharystycznym przychodzi do każdego z nas indywidualnie i pozwala się dotknąć. Nie jest aż tak istotne, czy ten dotyk odbywa się przez język, czy dłonie. Najważniejsza jest sam istota bliskości, intymnego wręcz kontaktu z samym Bogiem. Bo czymże byłoby samo przeistoczenie bez komunii? Oglądaniem niedostępnego Boga, któremu należy się święta cześć. Pan Bóg jednak chce przyjść do każdego z nas i przez Syna Swego wejść do naszej duszy i serca. Chce być dotykany, namacalny. Zupełnie tak samo jak dwa tysiące lat wcześniej nad Jeziorem Galilejskim.

Dziś podczas porannej eucharystii właśnie sobie uzmysłowiłem tą prawdę i zadrżałem. Przyjęcie komunii świętej to nie tylko moje zaproszenie Jezusa do mojego serca, ale to przede wszystkim Jego zachęta bym Go dotknął i uwierzył, że On jest prawdziwie ze mną. Tu i teraz.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Msza święta. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *