Małe cuda

Wczoraj wróciłem ze szpitala. Dwa lata temu wykryto u mnie w prawej, tylnej części mózgu tętniaka. Mówi się, że to taka bomba z opóźnionym zapłonem. Można z tym żyć, ale nigdy nie wiadomo, kiedy to paskudztwo pęknie. Początkowo trochę się bałem, później jednak pogodziłem się z losem. Krótko mówiąc zaufałem Panu Bogu. Wiara była i jest moim wsparciem, siłą do odważnego stawiania czoła przeciwnościom. Cokolwiek na mnie zsyłasz Boże przyjmuję to z pokorą jako łaskę.

Jak to bywa w takich przypadkach ruszył łańcuszek przyjacielskich, dobrych serc. Były słowa wsparcia, ale i konkretne rozwiązania. Przyjaciele pomogli mi dotrzeć do specjalisty z Katedry Neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego. Miałem krótką konsultację medyczną gdzieś na uczelnianym korytarzu. To dziwne, ale potem sprawy potoczyły się nagle swoim proceduralnym rytmem. Badania rezonansem i skierowanie do szpitala na zabieg. Pierwotnie termin przyjęcia wyznaczono mi na czerwiec 2024 roku. Jednak miesiąc temu dostałem telefon z kliniki, że mam się stawić na wywiad do anestezjologa. W cudowny sposób sprawa zabiegu została przyspieszona. Zaufałem Panu Bogu, oddałem się całkowicie Jego woli. Dużym wsparciem dla mnie była spowiedź i poranna msza święta na którą poszedłem przed przyjazdem do szpitala. Przyjąłem Pana Jezusa do swojego serca i poczułem ogromny spokój w duszy. Teraz byłem gotów na wszystko.

Przed zabiegiem operacyjnym przeniesiono mnie na salę w której znajdowali się tylko pacjencji operacyjni. Moje łóżko ustawiono na wprost drzwi. Nad drzwiami wisiał krzyżyk. Jak to później sprawdziłem był to jedyny krzyż na całym oddziale. Leżałem wpatrując się w niego. Na moim stoliku przy łóżku oprócz butelki wody leżało moje kieszonkowe wydanie Ewangelii z Psalmami i mój mały różaniec z którym nigdy się nie rozstaje. Na zabieg czekałem prawie cały dzień. Zdążyłem odmówić cały różaniec, a o piętnastej Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Przed siedemnastą zabrano mnie na salę operacyjną.

Przed zabiegiem podszedł do mnie operujący profesor i zapytał zdziwiony: ,,Skąd się pan tu wziął? Pan nie jest moim pacjentem”. Miał racje. Nigdy nie byłem jego pacjentem, widziałem go pierwszy raz w życiu. Co miałem odpowiedzieć, że nie wiem, że nie mam pojęcia kto mnie wpisał na listę przyjęć do szpitala, że mam tylko jeden dokument: skierowanie od neurologa na badania diagnostyczne?

Leżałem na stole operacyjnym, gotowy do uśpienia. Zrobiono mi jeszcze badanie kontrastowe – angiografię. I nagle wszystko ucichło. Odgłosy pikających urządzeń, tłum dotychczas otaczających mnie lekarzy i asystentów rozstąpił się. Podeszła tylko jedna z lekarek i powiedziała: ,,Już po wszystkim. Profesor uznał, że ma pan za małego tętniaka, że nie trzeba go operować”. Jakoś nie mogłem zrozumieć, co to wszystko oznacza. Miałem chyba bardzo zdziwioną minę, bo lekarka spojrzał na mnie i dodała: ,,Niech się pan cieszy. Ma pan szczęście. Złapał pan Pana Boga za nogi”.

Tak dokładnie powiedziała: ,,Złapał pan Boga za nogi”. I ja też to tak czułem. Uchwyciłem się Pana Boga i zaufałem Mu w pełni. Mój mały, prywatny cud.

Następnego dnia byłem przygotowywany do wypisu ze szpitala. Zacząłem się pakować. Schowałem Ewangelię i różaniec. Była niedziela. Wiedziałem, że wieczorem jeszcze zdążę pójść do mojego parafialnego kościoła na mszę świętą. Jest za co dziękować Bogu. Przy wypisie zapytałem się prowadzącego lekarza o zwolnienie do pracy. „Ma pan wszystko w wypisie” – powiedział i tak jakoś dziwnie się na mnie spojrzał. Potem zobaczyłem na wydrukowanych kartach, że zwolnienie lekarskie zostało wysłane zarówno do mojego zakładu pracy jak i do Archidiecezji Poznańskiej. Śmiać mi się chciało. Jako doradca życia małżeńskiego prowadzę katechezy dla narzeczonych. W związku z tym moje dane, w tym PESEL są w jakiś sposób powiązane z Archidiecezją. Ciekawe, czy lekarz wypisujący mnie widząc to co miałem na stoliku i miejsce pracy nie pomyślał o mnie, że jestem księdzem.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *