Dojrzewająca miłość

Osiemnaście lat temu doświadczyłem największego cudu mojego życia. Zostałem ojcem. Jak nigdy przedtem jasno i wyraźnie odczytałem wolę Bożą dotyczącą mojego powołania. Powołanie do ojcostwa i do życia rodzinnego zmieniło moją perspektywę myślenia o życiu i świecie. Współuczestniczenie w Bożym planie powoływania do życia istoty ludzkiej obdarzonej nieśmiertelną duszą jest niesamowitym darem, który trzeba dostrzec, przyjąć i umiejętnie pielęgnować.

Osiemnaście lat temu na świat przyszła nasza tak bardzo wyczekiwana, wymodlona pierworodna córka Zosia. Cud jej narodzin przypisujemy wraz z żoną świętemu wstawiennictwu siostry Faustyny Kowalskiej. Dlatego nasza córka na chrzcie świętym otrzymała dwa imiona: Zofia Faustyna. Mała, krucha istotka wdarła się wielkim szumem w nasze życie. W zasadzie nie szumem, ale nieustannym płaczem i wrzaskiem. To było nasze pierwsze dziecko, więc wydawało nam się, że wszystkie dzieci tak mają. Po prostu płaczą nieustannie i żeby je uspokoić trzeba je stale nosić na rękach. Dopiero z upływem kolejnych tygodni i kolejnych konsultacji pediatrycznych docierała do nas prawda, że z tym dzieckiem coś jest jednak nie w porządku. Pierwsza diagnoza mówiła o alergii pokarmowej, potem pojawiło się atopowe zapalenie skóry. Niespokojne ruchy dziecka, napięcia mięśniowe powiodły nas ku specjalistom od neurologii. Wtedy usłyszeliśmy hipotetyczną diagnozę: okołoporodowe porażenie mózgowe. – Musicie się państwo liczyć z tym, że córka nie będzie się prawidłowo rozwijać, że w szkole będzie miała problemy z nauką tak nam powiedziała jedna z lekarek. Brzmiało to wtedy strasznie, prawie jak wyrok dożywocia.

Blady strach padł na nas młodych, niedoświadczonych rodziców. Wtedy wiedzieliśmy jednak jedno, że oprócz realizacji medycznych wskazań rehabilitacyjnych musimy zaufać siostrze Faustynie i Bożemu Miłosierdziu. Agnieszka, jedna z koleżanek ze wspólnoty młodych małżeństw działającej przy naszej parafii zaproponowała nam wówczas udział w róży różańcowej, codziennej modlitwie rodziców za dzieci. Każdego dnia mieliśmy odmawiać jedną dziesiątkę różańca, wybraną tajemnicę. Inni członkowie róży odmawiali w tym czasie pozostałe tajemnice tak, że codziennie w intencji naszych dzieci ku niebu płynęła pełna modlitwa różańcowa. Byliśmy z żoną przekonani, że uda nam się wytrwać w tym postanowieniu przez miesiąc, może dwa…

Zaczęliśmy się wspólnie modlić, a nasza modlitwa trwa nieprzerwanie od ponad siedemnastu lat. Dzień w dzień. Owoce łaski płynącej z tej modlitwy są nie do przecenienia. Nasza ukochana Zosieńka wyrosła na piękną, mądrą, poukładaną dziewczynę. Uczy się bardzo dobrze. Ambitnie przygotowuje się do matury i jest jedną z najlepszych uczennic w całym liceum. Chce studiować prawo. Jej zdrowie dotychczas nigdy nie było w poważny sposób zagrożone. Napięcie mięśniowe po wielu latach niemal całkowicie zniknęło. Nasza Zosia Faustyna jest dla nas prawdziwym cudem, wyrosłym z miłości i wiary w nieskończone Boże Miłosierdzie.

W dniu wczorajszym podczas mszy świętej w naszym parafialnym kościele dziękowaliśmy Bogu za dar jakim nas obdarzył. Za dar rodzicielstwa, za życie naszej pierworodnej córki i za cud jej uzdrowienia. Myślę, że miłość, jaką przelaliśmy na nasze ukochane dziecko procentuje jej pięknym wzrastaniem. Otoczona naszą modlitwą może śmiało wkraczać w dorosłe życie.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, modlitwa. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *