Poranek 31 grudnia, ostatni dzień roku. Czas na podsumowania. Modląc się rano w kościele oo. dominikanów przyszła mi jedna niesamowita myśl. Co tak naprawdę było dla mnie najważniejsze w mijającym roku? Owszem, tych wydarzeń trochę się zebrało i jest za co dziękować Panu Bogu. Ale tym najważniejszym zdarzeniem okazała się niespodziewana bliskość Pana Boga.
Czas pandemii zaskoczył nas wszystkich i napędził sporo strachu. W marcu w okresie wielkiego postu wprowadzono ograniczenia dotyczące gromadzenia się wiernych w kościołach. Nasza parafialna świątynia opustoszała. To wtedy proboszcz zwrócił się do mnie o pomoc w posłudze przy ołtarzu. Po blisko trzech dekadach wróciłem do służby liturgicznej. Z wielkim przejęciem przyjąłem ten niespodziewany zaszczyt bycia podczas Najświętszej Ofiary tak blisko ołtarza. Bardzo duchowo przeżyłem i święta Wielkiej Nocy i Boże Narodzenie.
Dziś podczas porannej modlitwy w wielkim wzruszeniu zrozumiałem jak wielkim darem w tym roku obdarzył mnie sam Pan Bóg. W tych trudnych czasach ofiarował mi swoją bliskość. Czyż można prosić o więcej?
