Syn

W poprzednim poście napisałem dość sporo o mojej pierworodnej córce. A co z rok od niej młodszym Franciszkiem? Mój syn z którego tak bardzo chciałbym być dumny.

Franek powinien właściwie nazywać się Boży-dar. Nie był planowanym dzieckiem, choć oboje z Justyną marzyliśmy o dużej rodzinie pełnej dzieci. Jak się przekonaliśmy w przypadku Zosi starania o potomstwo nie były tak łatwe i oczywiste. Pojawienie się Zosi było dla nas prawdziwym cudem. Później z tym cudem musieliśmy skonfrontować trudną rzeczywistość i w efekcie naszej nieustającej walki o zdrowie Zosi jakbyśmy trochę zapomnieli o naszych planach na rozwojową rodzinę. Tymczasem Pan Bóg jakby to wszystko zaplanował za nas.

Franek pojawił się niespodziewanie, dokładnie rok po Zosi. Baliśmy się, czy damy radę. Tak ciężko było nam przez pierwszy rok z Zosią, a teraz znów to samo mieliśmy przeżywać z drugim dzieckiem. Tymczasem Franuś okazał się kochanym, niekłopotliwym bobasem. Nie płakał tyle co Zosia, przesypiał noce, nie było problemów z jego karmieniem. Idealne dziecko do wychowywania. Tak bardzo cieszyłem się, że oprócz naszej pierworodnej, wymodlonej Zosieńki mam też syna, mojego następcę, kogoś, kogo będę wprowadzał w świat dorosłego mężczyzny. Zawsze zależało mi na jak najlepszym kontakcie z Frankiem i obiecałem sobie, że ze wszystkich sił będę się starał o zachowanie bliskich relacji między nami.

Franek wyrastał na radosnego, otwartego na kontakty z innymi chłopca. Chłonął wiedzę i świat, który mu przedstawiałem. Interesował się rycerstwem, wojskiem, fascynowały go militaria, filmy i gry fantasy. Cieszyłem się, że moje pasje stają się też i jego zainteresowaniami. To były naprawdę wspaniałe czasy naszego wzajemnego zrozumienia i bliskości. Później, z każdym kolejnym rokiem w szkole podstawowej, niestety nasz kontakt zatracał swoją pierwotną więź. Stany emocjonalne naszego syna stawały się coraz trudniejsze do wytrzymania. Jego rozchwiane emocje przechodziły od totalnej głupawki do zupełnego zamknięcia się w sobie i ponuractwa. Nieustanna rywalizacja ze starszą o rok siostrą, ciężkie relacje z kolegami w szkole, zatargi z nauczycielami,  świat wirtualnych gier, smartfona, a przede wszystkim nieumiejętność racjonalnego wykorzystywania wolnego czasu stworzyły z czasem mur między nami. Moje propozycje i gesty wyciągniętej ręki były przyjmowane z dużą rezerwą i pewną dezaprobatą. Próby wciągnięcia go w harcerstwo, ministranturę, sport kończyły się fiaskiem. Sam też traciłem cierpliwość do jego zrzędzenia i narzekania na wszystko. Z rezygnacją musiałem przyznać sam przed sobą, że nie umiem mu pomóc. Mogę jedynie starać się go zrozumieć.

Bardzo mnie to wszystko boli i smuci. Jednocześnie wciąż mam nadzieję, że ten okres burz i naporów przeminie i jeżeli Frankowi uda się zarazić jakąś życiową pasją nasze kontakty znów wrócą do bliższych relacji. Wciąż się o to modlę.

Ostatnia niedziela była słoneczna i w miarę ciepła. Postanowiłem zaproponować wspólny rodzinny spacer do parku, na Cytadelę. Zosia ze względu na lekcje postanowiła zostać w domu. Pojechaliśmy więc we trójkę. I to był doskonały pomysł. Franek nareszcie był z nami sam na sam. Może właśnie tego potrzebował. Znów stał się na chwilę naszym małym, ukochanym chłopcem. Wstąpiła w niego prawdziwa radość życia. Śmiał się, opowiadał o szkole, o swojej wizji przyszłości, o tym, że chciałby mieć psa, jak chciałby na nowo umeblować swój pokój. Zaproponowałem mu zwiedzenie muzeum wojskowego na Cytadeli. Z zaciekawieniem słuchał moich opowieści, zadawał pytania, widać było jego zainteresowanie. Przez to jedno popołudnie cieszyliśmy się z Justyną, że odzyskaliśmy naszego syna, naszego ukochanego Franciszka.

Oby w naszym i jego życiu było jak najwięcej takich chwil.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, nastolatki, Rodzina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź do Syn

  1. Ppp pisze:

    Rozumiem, że Franek chodzi do szkoły i nie jest to pierwsza klasa, tylko sporo dalej.
    Opisane zachowanie jest zupełnie normalne, trzeba je przeżyć i nie martwić się nadmiernie. Uczeń od pewnego poziomu nie ma wolnego czasu, a jeśli nawet jest inaczej, to:
    A – Występuje on w małych, kilkuminutowych porcjach, więc nie ma sensu brać się za coś większego, bo zaraz trzeba kończyć.
    B – Po tygodniu tyrania, jest zbyt zmęczony, by zajmować się czymś sensownym i rozwijającym.
    W takich przypadkach najlepiej jest nie przeszkadzać i nie zawracać głowy mniej ważnymi sprawami.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *