Październik jest miesiącem poświęconym w szczególny sposób modlitwie różańcowej. Stąd kilka moich osobistych refleksji o różańcu.
Pamiętam mojego pierwszego przewodnika duchowego – księdza Tomasza, katechetę ze szkoły podstawowej i opiekuna ministrantów. Powiedział jedną rzecz, która mnie zadziwiła i mocno zapadła w pamięci. Już jako mały chłopiec nosił stale w kieszeniach spodni różaniec. Ten nawyk pozostał mu już na zawsze. Może dlatego po latach, gdy bardziej dojrzałem duchowo również odczułem taką potrzebę, by malutki różaniec był zawsze przy mnie, by przypominał mi o modlitwie. Dwadzieścia lat temu zmarła moja ukochana babcia Klara. Mieszkała ona z nami, opiekowała się mną i moją siostrą gdy byliśmy mali. Pod koniec życia, gdy miała poważne problemy z chodzeniem całe dnie spędzała na fotelu i odmawiała codziennie radiowy różaniec. Modliła się na takim małym, drewnianym różańcu z jedną dziesiątką, który dostała z Asyżu od mojej siostry. Gdy babcia zmarła wiedziałem jedno, muszę kontynuował jej modlitwę, na tym wymodlonym różańcu. Schowałem go do kieszeni spodni i noszę go do dziś. Wielokrotnie mi ginął, zaczernił się, przytarł. Ale zrządzeniem Opatrzności wciąż go mam przy sobie i na nim się modlę. Teraz codziennie.
Na początku naszego małżeństwa należeliśmy w parafii do grupy młodych małżeństw spotykających się w ramach Ruchu Rodzin Nazaretańskich. To tam jedna z koleżanek zaproponowała nam przystąpienie do róży różańcowej i wspólnej modlitwy za nasze dzieci. Akurat wtedy urodziła się nasza pierworodna Zosieńka. Była bardzo niespokojnym dzieckiem i oboje z żoną bardzo baliśmy się o jej prawidłowy rozwój. Dlatego propozycja codziennej modlitwy wspólnotowej wydawała nam się jak najbardziej konieczna. Myśleliśmy wtedy, że damy radę modlić się codziennie dziesiątką różańca przez miesiąc, może dwa, trzy. Trwamy już w tej modlitwie czternasty rok. Dzień w dzień.
Parę lat temu z podziwem patrzyłem na moją żonę, która przystąpiła do duchowej adopcji dziecka poczętego. Zobowiązała się uroczyście, że będzie przez dziewięć miesięcy odmawiać dziesiątkę różańca, aby uprosić Boga o łaskę uratowania choć jednego dziecka zagrożonego przerwaniem ciąży. Pamiętam tą uroczystość w naszej katedrze i tłum ludzi przystępujących przed ołtarzem by złożyć przysięgę. Podziwiałem ich wszystkich, ale sam w sobie nie miałem odwagi, by złożyć publicznie taką deklarację. Przecież odmawiałem już jedną dziesiątkę za dzieci. Miałem do tego dołożyć codzienny obowiązek odmawiania kolejnej dziesiątki? A jednak podjąłem się tego w skrytości serca i dałem radę. Potem przyszedł kolejny rok i tym razem już odważnie stanąłem wraz z żoną przy ołtarzu. Od tego czasu potrzeba nieustannej modlitwy tak mocno się we mnie zakorzeniła, że mija już ósmy rok moich duchowych adopcji dziecka poczętego.
Gdy parę lat temu przeprowadziliśmy się za miasto przez pewien czas była taka konieczność, że musiałem wracać z pracy podmiejskim autobusem. Godzinna jazda dłużyła się, zwłaszcza w ciemne zimowe popołudnia. Żeby nie zasnąć odmawiałem wtedy w myślach różaniec. Któregoś dnia przysiadła się do mnie starsza pani. Kątem oka dostrzegłem, że wyciąga z torebki mały różaniec i zaczyna się nim modlić. Uśmiechnąłem się w duszy. Wyciągnąłem z kieszeni swój, tak by i ona mogła go dojrzeć i zacząłem odmawiać dziesiątkę. Modliliśmy się razem słowami tej samej modlitwy. Autobus mknął w szarzejącą rzeczywistość za oknem, w środku panowała cisza i tylko wspólna z obcą mi kobietą modlitwa ,,Zdrowaś Maryjo” unosiła się niewidzialnie nad nami wszystkimi. Mistyczna chwila.
Mały różaniec z Asyżu wciąż jest w mojej kieszeni. Sięgam po niego często. Gdy jadę autobusem, gdy idę przez miasto załatwiać jakieś sprawy, gdy czekam w poczekalni, gdy jadę samochodem. Modlitwa różańcowa układa mi się sama w myślach, przypomina się, szuka wolnej chwili. Jest przecież tyle rzeczy za które trzeba dziękować Miłosiernemu Bogu i tyle spraw, które wymagają omodlenia oraz próśb kierowanych przez wstawiennictwo Matki Bożej do Najwyższego. Mały różaniec stał się moją siłą i moim wsparciem. Nie wyobrażam sobie już bez niego mojego codziennego życia.
