Cały mój świat

Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co wystarczy.                       (1 Tm 6, 6)

Jadąc do pracy widziałem samochód kombi, który na tylnej szybie miał naklejkę przedstawiającą trzy osoby: mamę, tatę i małe dziecko. Napis pod obrazkiem brzmiał: wiozę ze sobą cały mój świat. W czytaniu na dziś święty Paweł w Liście do Tymoteusza poucza, że nie bogactwo i jego gromadzenie jest sensem naszego życia, ale pobożność przeżywana w zgodzie z naukami Jezusa Chrystusa. Winniśmy się cieszyć z tego co mamy. Mając żywność, odzienie i dach nad głową, bądźmy zadowoleni. 

Człowiek wciąż chciałby więcej i więcej. Każdy z nas potrzebuje więcej miłości, przestrzeni, wrażeń, więcej zadowolenia z życia, więcej środków finansowych na ciągłe zwiększanie tego, czego ma w niedosycie. Tak żyjemy, tak w większości myślimy. Boimy się niepewności, tego, że czegoś nam zabraknie, że nas nie będzie stać, że nie podołamy. A tymczasem okazuje się, że cały nasz świat można zamknąć w niewielkiej przestrzeni kabiny samochodowej. Moja żona, moja córka, mój syn, moja rodzina. Największe osiągnięcie życiowe, największy dar, największe szczęście. Czy ja mam tego świadomość? Wiele osób pewnie marzy o tym, żeby mieć aż tyle…

Docenić wartość tego co mamy. W ubiegłą sobotę wybraliśmy się na rodzinny spływ kajakami. Justyna płynęła z Frankiem, a ja z Zosią. Mieliśmy ponad trzy godziny tylko dla siebie. Moja czternastoletnia córka i ja. Bezcenny czas spędzony razem na rozmowie, wspólnym śmiechu, dzieleniu się posiłkiem, pokonywaniu wodnych przeszkód. To coś, co nas w tej chwili łączy, ale też będzie naszym dobrym wspomnieniem. Zosia wciąż lubi się do mnie przytulać. Tak bez powodu, rano po przebudzeniu, gdy mijamy się w domu na korytarzu, gdy wraca ze szkoły, wieczorem przed snem. Wiem, że już niedługo ten czas minie  i ona podąży za swoim życiem. Dlatego tak usilnie próbuję te chwile zatrzymać w swojej pamięci.

Z trzynastoletnim Frankiem jest trochę trudniej. Jego okres burz i naporów przybiera na sile. Już nie jestem dla niego autorytetem, opiekunem, powiernikiem sekretów. Jest bardzo przewrażliwiony na punkcie swojej osoby, nie znosi krytyki i uważa, że ma prawo do swojej wizji własnego życia. Coraz trudniej mi do niego dotrzeć, odnaleźć wspólny język. Wczoraj jednak to się udało. Zajęliśmy się drobnymi pracami remontowymi w jego pokoju. Franek pomagał mi naprawić roletę, a później przywiesić nową półkę na ścianie. Starałem się dać mu jak najwięcej pola do popisu. Wkręcał śrubki i wkręty wkrętarką, wysłuchiwałem jego pomysłów na poradzenie sobie z technicznymi problemami. Starałem się traktować go po partnersku. Na końcu pochwaliłem Franka, że bez niego nie dałbym sobie rady. Był strasznie dumny. I to był właśnie nasz wspólny czas, ojca i syna. Wspólne dzieło, które także stwarza płaszczyznę wzajemnego porozumienia i zrozumienia. Błogosławiony czas.

Czas to też wspaniały dar jaki mogę ofiarować mojej żonie. Teraz, gdy dzieci zajmują się już same sobą i nie koniecznie chcą z nami rodzicami wszędzie chodzić razem, mamy z Justyną nareszcie więcej czasu dla siebie. Drobinki szczęśliwych chwil. Poranki w kuchni, czasami wieczorne spacery, wyjścia do kina, nawet wspólne zakupy w sklepie. Jesteśmy znów tylko dla siebie, tak jak na początku naszego małżeństwa.

Cały mój świat to trzy najbliższe mi osoby. Nic więcej mi Panie Boże nie potrzeba do szczęścia. Dziękuję Tobie za to, co mam.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Pan Bóg, Rodzina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *