Przeistoczenie

Pewnie jak większość wierzących ludzi przychodzę do kościoła na mszę świętą, żeby o coś prosić Pana Boga, czasem mu za coś tam podziękować. Prosta kalkulacja: gdy coś potrzebuję, gdy sobie z czymś nie radzę, uderzam wyżej. Może On, Pan Bóg pomoże…

Mam czterdzieści parę lat, a podczas mszy świętej zachowuje się czasem jak dziecko. Posłusznie wstaje, siadam, słucham, czasem śpiewam i niecierpliwie czekam na koniec. Tak bywało nie raz, nie dwa…

Pewnie, że dzięki wzrastaniu w wierze stopniowo odsłania się przede mną dynamika i piękno eucharystii. Potrafię się zachwycić, dać ponieść emocjom, zwłaszcza podczas mszy akademickich. Jeden ze znajomych księży, ksiądz Radek, z prawdziwą pasją tłumaczy na spotkaniach z narzeczonymi czym tak naprawdę jest Najświętsza Ofiara, co w rzeczywistości dzieje się na ołtarzu. Czy można nazwać odkryciem to, że w końcu dotarło do mnie, iż podczas każdej mszy świętej Chrystus, jako Syn Boży składany jest w ofierze za nasze grzechy? Jezus umiera i zmartwychwstaje na naszych oczach, a my możemy złączyć się z Nim w jeden Kościół podczas obrzędu komunii. Niby takie oczywiste, a ile w tym treści, emocji, niezwykłości i tajemnicy.

W zeszłą niedzielę, mój przyjaciel, który jest kościelnym poprosił mnie o niezwykłą przysługę. Ponieważ musiał wyjechać chciał, abym zastąpił go przy porannej mszy świętej. Owszem wiele lat temu byłem ministrantem i posługa przy ołtarzu nie jest mi obca, ale nigdy jeszcze nie przygotowywałem wszystkiego do mszy świętej. Otwarcie kościoła, zapalenie świateł, włączenie mikrofonów, przygotowanie naczyń liturgicznych… I właśnie, podczas przygotowania naczyń musiałem położyć opłatek na patenie kielichowej. Kładłem symbol chleba, który podczas mszy świętej zostanie przeistoczony w ciało Jezusa Chrystusa. Wtedy do mnie dotarło, że ten niewielki, nic prawie nieważący opłatek już za chwilę STANIE SIĘ (dosłownie) Bogiem. Przyznam się, że ręce mi drżały.

Jeszcze nigdy chyba tak emocjonalnie nie przeżyłem mszy świętej, jak podczas ostatniej niedzieli. Kiedy kapłan wypowiedział słowa: ,,Bierzcie i jedzcie, to jest ciało Moje” ciarki przeszły mnie po plecach. Przecież ja jeszcze przed mszą trzymałem w dłoni ten opłatek, który teraz jest czczony na ołtarzu jako Najświętsze Ciało Zbawiciela. Ludzie przyszli do kościoła, żeby zobaczyć Boga, zobaczyć przeistoczenie, by móc temu Bogu powierzyć swoje sprawy, troski, cierpienia. A ja to wszystko przygotowałem. Przygotowałem by mogła odbyć się msza święta, by mogło dokonać się przeistoczenie, by Bóg mógł się objawić swojemu Kościołowi. Może popadam w zbytni patos, ale  emocje, które mną targały w tą niedzielę były rzeczywiście niezwykłe i dały mi dużo do myślenia na temat mojego udziału we mszy świętej.

Wiem, że teraz będę inaczej patrzył na to, co dzieje się przy ołtarzu. Będę bardziej świadomy Najświętszej Ofiary.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii modlitwa, Msza święta, Pan Bóg. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *