Tata na koncercie

Chyba dojrzałem już do określenia, że jestem tatą rasowej nastolatki. Dziś Zosia kończy jedenasty rok życia, zatem nabywa formalne prawo do nazywania siebie nastolatką. Z okazji urodzin córka moja zażyczyła sobie udział w koncercie ,, znanej youtuberki” (co za określenie?) Sylwii Lipki.

Kochający rodzice są od spełniania marzeń swoich dzieci, więc trzeba było się poświęcić i jechać na koncert aż do Gorzowa Wielkopolskiego. Pojechałem ja: czyli tata nastolatki.

Padał deszcz i było strasznie zimno. Przed klubem muzycznym na bulwarze nadwarciańskim stała grupka podobnie do nas wyglądających ludzi, czyli tatusiowie w słusznym wieku z parasolami w rękach wraz z przytulonymi do ich ramion piszczącymi nastolatkami. Jedni wchodzili do środka, inni żegnali pociechy przed drzwiami. Ja miałem bilet, więc przemknąłem przez bramkę do klubu. Znalazłem się w tłumie młodych dziewczynek, które z wyciągniętymi w górę smartfonami w wielkiej ekscytacji napierały na niewielką scenę. Na scenie prezentowała się pewna utalentowana dziewiętnastolatka, która generalnie śpiewała o ciężkim życiu zakochanej nastolatki. Po każdej skończonej piosence rzucała w tłum okrzyk: ,,czy wy też tak macie w życiu?”, albo ,,czy wam też się przytrafiają takie rzeczy?” Tłum piszczał i gremialnie potwierdzał, że łączy ich to samo spojrzenie na egzystencjalne cienie i blaski bycia współczesną nastolatką. Ja spoglądałem z boku na mają córkę. Zośka była zachwycona. Nagrała cały koncert na swoim smartfonie i jeszcze kupiła za dychę plakat z podpisem artystki. Uznała, że to najwspanialszy prezent urodzinowy, jaki otrzymała w swoim jedenastoletnim życiu.

Po półtorej godzinie wyszliśmy z klubu przed którym stała grupka stęsknionych tatusiów w słusznym wielu z parasolami w rękach. Padało jeszcze mocniej i było jeszcze zimniej. Na dodatek zrobiło się całkiem ciemno. Wsiedliśmy do samochodu, wypiliśmy po kubku gorącej herbaty z termosu, zjedliśmy po kanapce przygotowanej przez troskliwą Miszę i ruszyliśmy z powrotem do domu.

Wracałem po ciemku, w strugach lejącej się z nieba wody i rozmyślałem o trudnym losie zakochanych nastolatek. O czym myślała Zo, tego nie wiem, bo przespała całą drogę. Ale miała taki błogi uśmiech na twarzy.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne, śmieszne i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *