Cierpienia młodego Frankiego

Wczoraj to był straszny dzień dla Franka. Normalnie katastrofa. Dostał pierwszą w swojej czteroletniej szkolnej karierze uwagę do dziennika. Przeżył to tak mocno, że zażądał od nas natychmiastowego wypisania z tej okropnej szkoły, w której nic nie wolno. A sprawa dotyczyła wojskowego arsenału w postaci kijów.

Dla Franka zajęcia lekcyjne w życiu szkolnym mają drugorzędne znaczenie. Bardziej liczy się to, co dzieje się podczas przerw i po zajęciach. Priorytetem jest tworzenie wojska. Wojsko powstaje z ochotników w postaci klasowych kolegów: Wojtka, Franka, Alana, Julka, Kacpra, Andrzeja, którzy w różnej konfiguracji raz są żołnierzami, raz nie. Wszystko zależy, kto danego dnia zostaje dowódcą. Są też pomocnicy lub szpiedzy w postaci Jadzi i Julki, ale ich przynależność jest raczej okazyjna i niezbyt mile widziana przez resztę żołnierzy. Wiadomo, że prawdziwe wojsko potrzebuje broni, a jedyną dostępną bronią na terenie szkoły mogą być kije pozyskiwane z gałęzi pobliskich drzew. Gromadzenie i pilnowanie broni jest najważniejszym zadaniem wojska. Wojsko i jego zadania były tajne, aż do wczoraj.  Wczoraj bowiem nastąpiła dekonspiracja dokonana przez panią ze świetlicy. Gromadzony od początku wiosny arsenał dostał się w ręce wroga i został skonfiskowany. Przyłapani w czasie pełnienia służby wartowniczej żołnierze otrzymali uwagi do dziennika za zabawę niebezpiecznymi przedmiotami. Wśród ukaranych znalazł się właśnie Franki.

Gdy odbierałem go ze szkoły był zupełnie załamany. Nawet nie chciał usiąść koło mnie z przodu samochodu. Zbierało się mu na płacz. W zasadzie powinienem odbyć dydaktyczną rozmowę z synem zawierającą ostre upomnienie. Tymczasem jedyne co mi przyszło do głowy, to pocieszenie:

– Nie martw się. Chłopak bez uwagi w szkole to zwykły laluś i mięczak. Prawdziwy facet musi czasem dostać od życia po tyłku. Tak to jest w szkole. Chłopaki grandzą, a nauczyciele zakazują i wstawiają uwagi. Normalna kolej rzeczy.

Franki spojrzał na mnie spode łba. Przestał się mazać i lekko się uśmiechnął.

– Masz rację tato. Dzięki!

Wieczorem wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową. Sprawa uwagi przestała budzić emocje. Franki spakował swój plecak na następny dzień. Zdecydował się jednak pójść do szkoły.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne, śmieszne, szkoła. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *