Rocznicowy prezent

W niedzielę obchodziliśmy z Miszą naszą rocznicę ślubu. Obchody były skromne, acz uroczyste. Zaczęliśmy poranną mszą świętą odprawioną w naszej intencji. Przy ołtarzy służył Franki, jako świeżo upieczony ministrant. W tym dniu miał swój ,,chrzest bojowy”, bo zaliczył pierwszą obsługę i podawał księdzu ampułkę z wodą. Był z tego faktu niezmiernie dumny. Gdy wróciliśmy z kościoła dzieci przygotowały nam niespodziankę. No, niezupełnie to była niespodzianka, bo co nieco wiedzieliśmy z Miszą o tajnych przygotowaniach. Dzień wcześniej nasze dzieci poszły same do sklepiku. Niby po żelki. Tak na prawdę to słyszeliśmy jak namawiają się na kupno słodkiego prezentu dla nas. I tak oto wraz z laurkami dostaliśmy w niedzielę rano od naszych dzieci  duuużą czekoladę.

– Za dziewięć złotych – ogłosiła z dumą Zo uśmiechając się szczerze i szeroko.

To było niesamowite wrażenie. Pierwszy preznent od dzieci, kupiony za ich własne oszczędności. Wzruszające…

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *