Czas ucieka, mijają wydarzenia, a wpisów na blogu nie przybywa. Trzy tygodnie temu padł nam w domu sprzęt komputerowy i nasz wiekowy laptop został oddany do serwisu. Mam więc spore zaległości. A jest co opisywać. Chociażby o tym jak podczas wycieczki rowerowej zgubiliśmy Frankiego. Spadł mu łańcuch i biedak sam go naprawiał, a potem roztrzęsiony nas gonił. Podczas innej wyprawy Franki wywrócił się na rowerze dokładnie w tym samym miejscu gdzie równo rok temu wpadł do rowu z pokrzywami. Poprzysiągł teraz, że już nigdy do końca życia nie pojedzie na rowerze w to feralne miejsce.
Jeszcz inne doświadczenie życiowe nabył Franki, kiedy Misza wysłała go do sklepiku, aby kupił majonez. Z kupnem nie było problemu, gorzej z płatnością. Młody zapomniał, gdzie schował pieniądze. Wrócił więc pośpiesznie do domu, aby spytać gdzie też podziała się zguba. Banknot był w górnej kieszonce kurtki. Uradowany Franki poleciał drugi raz do sklepu by dokonać płatności.
Godny opisania jest również zapał z jakim przez kilka dni Franki budował z gałęzi i uschniętej trawy szałas w zagajniku koło placu zabaw. Początkowo myślałem, że to taki ,,słomiany zapał” i że nic z tego nie wyjdzie. A tu się okazało, że wyszło. Musiałem mu trochę pomóc i Zo także. Efekt był imponujący. Zadziwił wszystkich bywalców placu zabaw.
Zo też ma na swoim koncie czyn bohaterski. Przez dwa tygodnie dzielnie znosiła domową kwarantanę jaką została objęta po wykryciu u niej półpaśca. Akurat teraz gdy na dworze piękna pogoda, kiedy dzieje się tyle fajnych rzeczy w szkole, podczas weekendu, nasza Zo musiała siedzieć z dziadkiem w domu. Przynajmniej miała okazję na przeczytanie kilku książek. Cieszę się, że załapała czytelniczego bakcyla.
Takie to oto ważne wydarzenia zdarzyły się w ostatnim czasie. Skrótowo odnotowuje je z kronikarskiego obowiązku. Niech pamięć o nich przetrwa na falach wirtualnego eteru. Chwała bohaterom!
