Nigdy nie przepadałem za grą w koszykówkę. Natura nie obdarzyła mnie słusznym wzrostem, a i z kozłowaniem zawsze miałem problemy. Dlatego nigdy nie propagowałem tego sportu w naszym domu. Dziś Zo po wyjściu ze szkoły oświadczyła, że zapisuje się na minikoszykówkę. Oboje z Miszą popatrzyliśmy na siebie z nieukrywanym ździwieniem. Skąd ten pomysł?
– Myślałam już o tym od dawna – wytłumaczyła nam Zo.
– Przecież ty nigdy w to nie grałaś – zaczepił ją od razu Franki.
– Skąd wiesz, czasem w domu ćwiczę. Ćwiczę po cichu, żebyś ty nie wiedział!
Uśmiechnąłem się. Trudno mi sobie wyobrazić moją córkę, która jest jedną z najniższych osób w klasie, jak kozłuje i rzuca piłkę do kosza. Nawet jeśli jest to mini kosz. Ale nic nie rzekłem. Cieszę się, że Zośka tak odważnie chce próbować nowych rzeczy. Niech próbuje…
