To był wspaniały weekend. Wyjazd na dwa dni do Zaniemyśla był dla naszej Czwóreczki jakby ostatnim akordem letnich wakacji. Co prawda wszystko wokół starało się zniechęcić nas do tej eskapady. Wpierw gorączka Zośki na poczatku tygodnia, kaszel i ból gardła Frankiego i w końcu prognoza pogody, która zapowiadała intensywne opady i burze. Do tego doszedł jeszcze sobotni maraton rowerowy, który nie pozwalał nam się wydostać z zakorkowanego miasta. A my na przekór wszystkiemu jednak uparcie brnęliśmy w stronę Bojanowego Gniazda.
Warto było. Ośrodek mile nas zaskoczył. Takiego standardu noclegu nie mieliśmy jeszcze w te wakacje (a spaliśmy w wielu miejscach). Dzieciaki najbardziej ucieszyły się z piętrowego łóżka i dużego balkonu. Pogoda z godziny na godzinę robiła się coraz bardziej upalna. Można było biegać w krótkich spodenkach. Do dyspozycji mieliśmy duży plac zabaw i miejsce biwakowe. Nad jezioro szło się zaledwie kilkadziesiąt metrów.
To był czas naszego odpoczynku, odreagowania od stresów, które funduje nam ostatnio w nadmiarze nasze życie zawodowe. Dla Zo i Frankiego była to odskocznia od codziennego rytmu dnia. Łapaliśmy ostanie promienie lata. To był na prawdę wspaniały weekend.

