To był wspaniały Dzień Dziecka. Pomni wydarzeń z lat ubiegłych postanowiliśmy zrezygnować z wszelakich imprez masowych oferowanych w ten weekend dzieciom. Żadnych spędów po darmowe paczki z ,,Biedronki”, wystawania w kolejce do kolejki jadącej do zoo. Nic z tych rzeczy… Tym razem było kameralnie.
Któryś z rodziców z klasy Franka wpadł na pomysł zorganizowania właśnie w Dzień Dziecka imprezy integracyjnej dla naszych klasowych rodzin. Pomysł był prosty i za razem genialny. Jedziemy na piknik do lasu. Wystarczyło u gajowego w leśniczówce zamówić miejsce na ognisko, a o prowiant każdy miał się już postarać we własnym zakresie. Dodatkową atrakcją był przejazd wozem konnym z pobliskiej stadniny. Stadnina była też miejscem naszej zbiórki. Dzieciaki mogły pooglądać nie tylko konie, ale cały gospodarski inwentarz z kozami, świnkami i królikami włącznie.
Pogoda była jak na zamówienie. Ciepło, ale nie upalnie. Dzieci wsiadły do bryczek i odjechały do leśniczówki, a my rodzice w samochodach kawalkadą myk, myk… przed nimi.
– Jakaż to błoga chwila – westchnąłem do Miszy. – Jedziemy sobie do lasu, a z tylnego siedzenia nikt nie krzyczy, nie bije się i nie skarży.
Błogostan trwał dłużej, bo po przybyciu na miejsce musieliśmy jeszcze sporo czasu poczekać, aż dojechał do nas koński zaprzęg z rozbawioną i rozkrzyczaną młodzieżą.
Na polanie było już ognisko a wokół niego porozkładaliśmy koce i wyciągnęliśmy nasze zapasy piknikowe. Były zabawy i konkurencje dla dzieci, było przeciąganie liny i jazda na kucyku. Były pyszne ciasta i truskawki. Można było pospacerować po lesie. Jednym słowem świetna zabawa dla dzieciaków i odpoczynek dla nas rodziców. Wymarzony Dzień Dziecka.
Może w przyszłym roku uda się go powtórzyć. Byłoby wspaniale!




