Czwarta trzydzieści

Przez pewien dłuższy okres czasu miałem dość nerwową i stresującą sytuację w pracy. Bardzo to wewnętrznie przeżywałem, co odbijało się czkawką na higienie mojego snu. Mój biologiczny zegar przestawił się i z zadziwiającą regularnością zacząłem budzić się rano o godzinie czwartej trzydzieści. Po pewnym czasie sytuacja w pracy na tyle się uspokoiła, że i moja odruchowa pobudka zaczęła zanikać. Zacząłem mieć spokojniejszy sen. Do czasu…

– Nie mogę spać. Jestem głodna – mała zjawa stała przy naszym łóżku. Misza nie ruszała się. Spała twardym snem. Ja powoli wracałem do świadomości. Spojrzałem na zegarek była czwarta trzydzieści. Zjawą była Zosik. Ona przecież nigdy nie wołała w nocy, że jest głodna? Zosik zaczął chlipać. Co było robić… Koniec słodkiego snu. Poszedłem do kuchni ukroić kawałek bułki i posmarować go masłem. Wczesnoporanne śniadanie. To było kilka dni temu.

– Mamo, nie opuszczaj mnie! – tym krzykiem obudził dziś nas Franki. Coś mu się przyśniło. Zaspany spojrzałem na zegarek. Była czwarta trzydzieści. Tym razem Misza poszła obsłużyć młodego.

– Śniły mi się potwory – powiedział Franki gramoląc się do naszego łóża małżeńskiego.

– Nie bój się, nasze łóżko jest odporne na działania potworów. Tu możesz czuć się bezpiecznie – zapewniłem młodego. Franki widocznie poczuł się super bezpiecznie, bo po chwili spał już kamiennym snem. Ja zasnąć już nie mogłem.

Czwarta trzydzieści. Co jest takiego w tej godzinie, że usilnie wzywa mnie do wstawania? A na dworze już ranne wstają zorze…

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *