Weekend w powiększonym składzie

Mamy za sobą oto ciekawe doświadczenie życiowe. Na ostatnie dwa dni wakacji nasza Czwóreczka zamieniła się w szósteczkę. Na tymczasowe przechowanie dostaliśmy od cioci Ani małego Felusia i Karolinkę. Po raz pierwszy od ładnych już kilku lat mieliśmy z Miszą przeżyć noc z dwulatkiem. Na własnej skórze mogliśmy doświadczyć jakby to było gdybyśmy mieli nie dwójkę, a czwórkę dzieci.

Wydaje się, że było by całkiem fajnie. My rodzice na pewno mielibyśmy więcej ruchu (a w naszym wieku dbanie o kondycję fizyczną jest bardzo ważne) i mniej czasu na niepotrzebne nikomu leniuchowanie na kanapie. Przy czwórce dzieci nie ma czasu na nudę i nawet nie ma okazji, aby o tej nudzie pomarzyć. Trzeba się tylko uodpornić na zwiększony poziom wchłanianych decybeli, przestać się przejmować utrzymaniem porządku w domu i przestawić się na tryb pieluszkowej obsługi najmłodszego członka rodziny. Dalej idzie już jak z płatka…

Cieszę się, że mały Feluś tak dobrze zniósł pobyt u nas. W ogóle się nie zorientował, że nie ma koło niego mamy ani taty. Był szczęśliwy, radosny, skory do zabawy. Wystarczyło mu rozłożyć na podłodze tory i kolejkę, o której Franki już dawno zdążył zapomnieć. Feluś miał zabawę na całego. Karolinka jest już stałym u nas gościem, więc czuła się jak u siebie w domu. Baliśmy się tylko z Miszą jak Felek zniesie noc poza swoim domem. Na szczęście młody był tak wymęczony bieganiem na palcu zabaw i ululany kąpielą w brodziku, że szybko zasnął. Najszybciej z całej czwórki. Miałem nadzieję, że prześpi tak do rana, ale pierwszą pobudkę zrobił nam o pierwszej w nocy. Ale nie płakał, tylko uznał, że jest już wyspany. W końcu jednak udało mi się go przekonać, że powinien spać dalej. Niestety, kolejne jego pobudki odbywały się z regularnością, co godzinę, aż do piątej rano. Dopiero nad ranem zorientował się, że nie ma koło niego mamy i wtedy po raz pierwszy zapłakał. Misza go utuliła i Feluś przespał prawie do ósmej. Wstał radosny, wypoczęty, uśmiechnięty, gotowy do zabawy. My z Miszą może nie byliśmy aż w tak super kondycji, ale w końu przez ładnych kilka lat żyliśmy trybem nieustannych nocnych pobudek. Jesteśmy już jakby zahartowani.

Z pewnym rozrzewnieniem zacząłem wspominać czas, gdy w okresie ,,nocnych wędrówek ludów” przez kilkanaście miesięcy byłem zmuszony do dosypiania nocy w dziecięcym łóżeczku Frankiego.  I to był dopiero prawdziwy rodzicielski survival.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzieci, Rodzinne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Weekend w powiększonym składzie

  1. ~Justyna pisze:

    Czy Ty masz Sławciu czas na leniuchowanie na tapczanie :)?…. bo ja nie 🙂 ale duża rodzina jest super :)))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *