Majówka z dziadkiem

Patrząc na rozwój dwójki moich dzieci mimochodem wracam do wspomnień z własnego dzieciństwa i do ważnych przeżyć, które zapadły mi w pamięci już na zawsze. Do takich wydarzeń mogę zaliczyć moje relacje z dziadkiem Staszkiem. Miałem tylko jednego dziadka i był on dla mnie kimś bardzo ważnym. Był autorytetem. Od kochania i przytulania były babcie, dziadek był od męskiej przygody. Nie wiem ile miałem lat, może sześć, może siedem, kiedy dziadek zabrał mnie i mojego kuzyna – rówieśnika na wycieczkę pociągiem do Puszczykowa. Nie wiele z tego pamiętam, ale została mi świadomość uczestniczenia w czymś wyjątkowym, niesamowitym. Jechałem bez rodziców na całodzienną wycieczkę.  Pamiętam też wyprawy z dziadkiem do parowozowni, gdzie pracował, do zoo, na ogródek działkowy. Pamiętam boleśnie jak dziadek ratował mnie przed bandą starszych chłopaków, którzy mnie ścigali po szkole, jak w mojej obronie upadł i złamał sobie rękę. Był moim bohaterem. Kiedy siedemnaście lat temu dowiedziałem się, że umarł w szpitalu autentycznie popłakałem się.

Dziś chciałbym, żeby moje dzieci też miały takie wspomnienia o swoich dziadkach, tym bardziej, że nie mają już ani jednej babci. Dziadek Bolek zafundował ostatnio Zo i Frankiemu prawdziwy dzień dziecka. Chciał spędzić ten dzień z wnukami. Co prawda pogoda była deszczowa, ale nie warto było siedzieć w domu. Trzeba było gdzieś pojechać. I rzeczywiście była to dość niezwykła wyprawa. Mieliśmy jechać na jakiś festyn dla dzieci do Owińsk, ale po drodze nieplanowo zajechaliśmy do pałacyku w Biedrusku, gdzie zostaliśmy oprowadzeni po świeżo wyremontowanych salach, a dzieci mogły pobiegać po odnawianym dopiero co ogrodzie. Potem, również przez przypadek zajechaliśmy na otwarty w tym dniu w Owińskach plac zabaw dla dzieci ociemniałych. I to była największa frajda, bo ów plac jest pełen niesamowitych atrakcji dla dzieci, parków linowych, równoważni, huśtawek, ścianek wspinaczkowych, mostków, drabinek. Dzieci na placu było mało, a pogoda szczęśliwie dla nas dopisywała. Festyn dla dzieci był w innym miejscu Owińsk, ale zanim tam dojechaliśmy było już po wszystkim. Dzieci jednak nie były zawiedzione, bo dziadek zaprosił je na lody. W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze na obiad do przydrożnej restauracji ,,Kuźnia”. Świetne miejsce, pełne wypchanych zwierzaków, trofeów myśliwskich i wszelakiego oręża. Dawno nie widziałem takiego apetytu z jakim moje dzieci pochłaniały swój obiad. To był bardzo udany dzień dziecka. Pełen zabawy, przygody, bez festynowego tłumu. I wszystko to dzięki dziadkowi.

Mam nadzieję, że w pamięci Zo i Frankiego ten dzień zostanie na długo pamięci, że stanie się częścią ważnych wspomnień z dzieciństwa. Oby takich szczęśliwych dni było jak  najwięcej.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *