,,Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę.” (Łk 7,1-10)
Próbowałem zainteresować dzieci treścią niedzielnej Ewangelii. Zacząłem więc tłumaczyć, kim był setnik w wojsku rzymskim, jak ważną, dowódczą pelnił funkcję i ilu miał pod sobą żołnierzy. Chciałem też pokazać im jak troskliwym był panem, skoro tak mocno zalezało mu na uzdrowieniu swojego umierającego sługi. Jak zwykle wydawało mi się, że z moim przekazem trafiam po prożni, bo dzieci i tak nic nie zapamiętają. Tym bardziej, że ,,hitem” niedzielnej mszy świętej był misjonarz, franciszkanin z Tanzanii, który zachęcał dzieci do bicia brawa i wykrzykiwania w języku suahili radosnego ,,makafi”.
Dziś wieczorem po kąpieli Franki biegnie do mnie i wykrzykuje:
– Tato, a Zosia mówi, że stównik nie rządzi!
– Kto? – nie rozumiałem o co chodzi.
– No ten, rzymski żołnierz, co dowodzi stoma żołnierzami, no wiesz, ten STÓWNIK.
Ucieszyłem się, że jednak coś z tego co próbuje przekazać dzieciom zostaje im w głowie.
