Patrzę na dwójkę moich dzieci i zdaję sobie sprawę, że tak szybko dorastają, a ja nie jestem w stanie żadnymi siłami tego procesu powstrzymać. To już ostatnie takie chwile, w których moja córeczka i mój synek spontanicznie potrafią okazywać tęsknotę i miłość do rodziców. Jeszcze chcą się przytulać, cieszą się na nasz widok, autentycznie tęsknią. Już nie długo zaczniemy być zawadą na drodze ich rozwoju. Liczyć się będą koledzy i koleżanki, a rodzice zamienią się w starych maruderów, zrzędy i wapniaków, co to się nie znają na potrzebach wieku dojrzewania.
Póki co, jest jeszcze ten ostatni moment na przytulanki. Niedawno wróciłem dość późno do domu. Dzieci leżały już w łóżkch. Mimo to, Franki na odgłos otwieranych drzwi wejściowych przybiegł do mnie i przytulił się. Misza mówiła, że tęsknił za mną ponieważ jak sam przyznał ,,bardzo lubi nasze pogadanki przed snem”. Rzeczywiście, codziennie po kąpieli leżę chwilę z Frankim w łóżku i rozmawiamy sobie o różnych sprawach z jego świata siedmiolatka. Na przykład kto by wygrał, gdyby Hiszpania walczyła z Chinami, albo czy ,,opyla” się wymienić karty z dobrym bohaterem Star Wars na dwie karty złych i kto to jest Luigi Buffon. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak ważne są dla niego te pogadanki.
Zo też bardzo lubi wieczorne przytulanki. Nazywa mnie swoim ,,kudłasiem” i głaszcze mnie po włosach. Zanim zaśnie odwraca się w moją stronę i szepcze: ,,kocham cię”.
– Ja też cię kocham – odpowiadam wzruszony. – Kocham ciebie i Frankiego.
To wcale nie jest takie łatwe powiedzieć komuś szczerze ,,kocham cię”. To słowo niesie w sobie tak duży ładunek emocjonalny, że nie można go wypowiedzieć ot, tak sobie, pusto, bez znaczenia. Ja nigdy swojemu ojcu nie odważyłem się tego wyznać otwarcie. A tu, niemalże codziennie słyszę to z ust moich własnych dzieci. I w takich momentach doświadczam tego wspaniałego uczucia, że bycie ojcem jest czymś pięknym i wzruszającym.
