Wspominałem już wcześniej (,,Piszemy scenopis” i ,,Być jak Pippi”), że nasza Zo żywi wyraźne zainteresowania sztuką teatralną. Nawet bardziej niż jako aktorka sprawdza się w roli organizatora przedstawienia, czyli reżysera, scenarzysty, scenografa i kostiumologa w jednym. Wystarczy jej rzucić hasłowo pomysł, aby przygotowała całą sztukę teatralną. Ostatnio inspiracją była szkolna lektura ,,Jak Wojtek został strażakiem”. Wystarczyło tekturowego konia (z opowiadania ,,Być jak Pippi”) przerobić na wóz strażacki, włożyć czerwone kozaki, a na głowę kask rowerowy i inscenizacja była gotowa. Jako statyści posłużyły pluszaki, czyli Misio, Misia i Pan Zając. Akcja dramatu działa się współcześnie i dotyczyła gaszenia pożaru w tekturowym domku zamieszkałym przez pluszaki. Sztuka była krótka, ale jak to określiła sama Zo ,,niosła przesłanie”:
– Dzieci i misie nie mogą się bawić ogniem, bo może powstać pożar.
Wszystko się dobrze skończyło, bo misie i Pan Zając zostali uratowani przez dzielną strażaczkę Zo.
Franki natomiast został bacznym obserwatorem przyrody. W niedzielę korzystając z pięknego słońca, które nareszcie rozświetliło mroki zimy wyruszyliśmy na rodzinny spacer do lasu. Franki zaopatrzony w lornetkę wypatrywał ciekawych zjawisk przyrodniczych, a ja uzbrojony w zeszyt A4 w linie i długopis pełniłem rolę osobistego sekretarza.
– Która godzina? – pytał młody.
– 14.45 – spojrzałem na zegarek.
– To zapisz, że o tej godzinie widzieliśmy lecący helikopter. A teraz która godzina?
– 14.46
– To zapisz: widzieliśmy tajemnicze ślady niedźwiedzia na śniegu. Potem zapisz, że słyszeliśmy jakieś ptaki…
I tak to trwała nasza wyprawa. Franki obserwował, a ja notowałem. Zo też coś znalazła.
– O kasztan! – podniosła znalezisko z ziemi. Franki natychmiast podbiegł zaciekawiony.
– To raczej żołądź.
– A może orzeszek?
Franki dogonił mnie i powiedział konspiracyjnym szeptem:
– Wiesz, wydaje mi się, że Zosia znalazła psią kupę, ale nie mów jej o tym, bo by się zmartwiła.
Na szczęście po moich bliższych oględzinach poza wszelką wątpliwość wykluczyłem tę ewentualność. Był to raczej żołądź.
