Życie jest cool

W niedzielę była ładna ciepła pogoda. W sam raz na spacer, albo marsz. A skoro był organizowany marsz dla życia, nie mogło nas na nim zabraknąć. Pojechaliśmy więc do miasta i staliśmy się uczestnikami tego wielkiego, radosnego marszu. Franki był najmniej z nas szczęśliwy, bo cały czas narzekał, że bolą go nogi. W drodze powrotnej jednak nastąpił cud i nasz młodzieniec biegł uzdrowiony jak młody źrebak. A propos koni, to właśnie kuce były dla Zo największym magnesem pchającym ją do dzielnego maszerowania do przodu. W nagrodę mogła je na koniec marszu nakarmić siankiem.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *