Do świąt Wielkanocy przygotowywaliśmy się i fizycznie i duchowo. Wszyscy. Jeżeli chodzi o ten wysiłek fizyczny to proporcja w skali rodzice – dzieci wyglądała jak 90 do 10%. Nasze potomstwo mimo usilnych namów ograniczyło się jedynie do pobieżnego uprzątnięcia swoich pokoi. Mam cichą nadzieję, że z biegiem lat ta proporcja zacznie się zmieniać w drugą stronę. Natomiast od strony duchowej nasze dzieci zaskoczyły nas niesamowicie. Wielka Środa była ich ostatnim dniem pobytu w szkole. W tym dniu nawet nie mieli lekcji, tylko okolicznościowe spotkania. Po powrocie do domu zostaliśy z Miszą dosłownie zawaleni potokiem informacji na teamt Wielkanocy. Ot, efekt uszęszczania do katolickiej szkoły.
– Pan Jezus wisiał na krzyżu na wzgórzu, które się nazywa Golgota – opowiadał z przejęciem Franki. – Wisiał między dwoma łotrami. Jeden się z niego naśmiewał, a temu drugiemu Jezus powiedział, że będzie z nim dziś w raju.
– Gdy Pan Jezus niósł krzyż to spotkał kobiety, które płakały – wtórowała mu mentorskim tonem Zo. – I powiedział ,, nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i swoimi synami”.
– A Judasz zdradził Pana Jezusa i potem poszedł się powiesić – przeżywał dalej młody.
– Judasz pewnie nie trafił do raju – zastanowiła się na głos jego siostra.
– Raczej poszedł do piekła, albo może do oczyszczalni – refleksyjnie podsumował Franki.
Przyznam się, że wymysł Frankiego, by czyściec nazwać oczyszczalnią bardzo mi się spodobał. Mam nawet taką koncepcję, by porozmawiać z proboszczem i rozpowszechnić to określenie. Lepiej pasuje, czyż nie?
