Tytuł prowokacyjny, ale prowokatorem w tym wypadku nie jest żaden polityk, tylko sześcioletni Franki. Już wyjaśniam.
W niedzielę wieczorem oglądaliśmy w telewizorni światełko do nieba puszczane przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Była transmisja z Warszawy pokazująca rozbłyskujący fajerwerkami Pałac Kultury i Nauki.
– Jutro tam będę – westchnąłem mając na myśli mój wyjazd delegacyjny do stolicy.
– To nie idziesz do pracy?- zdziwił się młody.
– Idę, ale tego dnia jadę na delegację, czyli będę pracował podróżujac do Warszawy.
– A to daleko?
– Kilka godzin pociągiem.
Franki zamyślił się nad skomplikowanym losem dorosłych. Jego ciekawość nie została jednak w pełni zaspokojona bo po chwili wypalił:
– A tam w Warszawie to mówią po polsku?
Śmiałem się. A co… Z drugiej strony świat dziecka ogranicza się do jego najbliższego otoczenia. Pojęcie Polska jest dość dużym abstarktem nawet dla sześciolatka. Choć Franki zna wierszyk: ,,Kto ty jesteś? Polak mały”, to dla niego polskość to jego dom, rodzice, szkoła, podwórko.
A tak przy okazji. Co dzieci w zerówce uczą się na przerwach między zajęciami?
Wierszyk: Kto ty jesteś? Pijak mały. Gdzie ty mieszkasz? Pod ławeczką. A czym walczysz? Mą flaszeczką…
