Wyprawa na biegun północny

W książce o Kubusiu Puchatku zwierzęta ze Stumilowego Lasu za namową Krzysia wyruszyły na wyprawę w celu odnalezienia bieguna północnego. Przypomniałem sobie o tym rano, gdy zastanawialem się jak spedzić dziejszą sobotę z dziećmi. Na dworze +3 stopnie Celcjusza, szaro-buro, ale przynajmniej nie pada. Rzuciłem więc hasło spaceru do lasu. Dzieciaki ochoczo podchwyciły pomysł, ale na poszukiwanie bieguna nie dały się nabrać.

– Przecież biegun północny jest bardzo daleko. Nie dojdziemy tam w jeden dzień. To jakaś bzdura – stwierdziała rezolutnie dumna uczennica pierwszej klasy.

– No to pójdziemy szukać świata Narni – zaproponowałem. Ten pomysł został zaakceptowany. Zaczęły się przygotowania. Zo i Franki pakowali na wyprawę swoje plecaki. Ja przygotowałem herbatę i wlałem ją do termosu, spakowałem czekoladowe gwiazdorki i zabrałem lornetkę. Po nałożeniu na siebie dziesięciu warstw odzieży byliśmy w końcu gotowi do wyjścia. Musiałem jeszcze tylko wyperswadować Zo żeby nie zabierała ze sobą wielkiego różowego kucyka, którego dostała na gwiazdkę. Pertraktacje trwały długo, ale w końcu udało mi się ją przekonać. W końcu wyszliśmy. Zamknąłem drzwi wejściowe i patrzę, a Zo stoi bez czapki w samych nausznikach. Wróciłem do domu po czapkę. Znów zaknąłem drzwi od domu i patrzę na członków wyprawy:

– Zosiu dlaczego zabierasz dwa plecaki?

Zo wzrusza ramionami. Na dworze robimy więc przegląd zawartości ekwipunku. Zo zabrała ze sobą trzy drewniane zabawki, trzy wielkie chusty (ciekawe po co?) i trzy książki w twardej oprawie. Franki w plecaku miał pluszowego misia, dwa pojemniczki z plasteliną w środku, książkę z biblioteki i kilka żołnierzyków. Wracam do domu i zostawiam część zbędnego wyposażenia. Trzeci raz zamykam drzwi. Za chwilę będę się musiał jeszcze cofnąć po kije obronne dla Frankiego, ale one na szczęście leżały przed domem.

Wyprawa się rozpoczęła. Weszliśmy do naszego pobliskiego lasku, znaleźliśmy lód w kałuży i podglądaliśmy nieliczne ptaki siedzące na czubkach drzew. Zjedliśmy czekoladowe gwiazdorki i to już był koniec naszej wyprawy do Narni. Wyszliśmy z lasu prosto na plac zabaw. Wypiliśmy cały termos herbaty i śpiewając ,,Wśród nocnej ciszy” wróciliśmy do domu. Po drodze obszczekały nas przyzagrodowe psy.

– Tato ja chce mieć pieska –  nawiajała przez całą drogę Zo. – Ja się będę nim opiekować, wyprowadzać na spacery. Kupicie mi pieska? Na imieniny, tak? Kupicie mi jak będę grzeczna?

No i na co mi była ta wyprawa na biegun północny?

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *