„Jest dobrze, ale całkiem nie najgorzej jest”

Jakoś się przyzwyczajamy do nowej sytuacji. W szkole jest nawet całkiem dobrze. Dzieci się aklimatyzują i chętnie wstają rano by zacząć kolejny szkolny poranek. Gorzej jest z dojazdami na to nasze ,,zadupie”. Niestety, żeby zdążyć ze wszystkim pierwsza z naszej czwóreczki budzi się Misza i już dwadzieścia po piątej instaluje się w łazience. Budzę się razem z nią i przez kolejne dwadzieścia minut leżę pogrążony w ciemnościach naszej sypialnio-szafy i zastanawiam się usilnie, dlaczego nie mogę dospać jeszcze tych kilku podarowanym mi minut. Dzieci są wybudzane kwadrans po szóstej. Pół godziny później powinniśmy już wszyscy siedzieć w samochodzie. I z tym to już jest różnie. A żeby zdążyć na godzinę siódmą na pętlę tramwajową na Pestce muszę później rozwijać naszym bolidem drugą prędkość kosmiczną. Aż dziw, że jeszcze nie fruwamy. Misza wsiada w tramwaj, który ma w zwyczaju psuć się w połowie trasy (tak się zdarzyło już dwukrotnie), a ja gnam z dziećmi do szkoły po to, by czekać pół godziny na otwarcie świetlicy. Ale nie jest źle… Zanim Zo rozpakuje się w swojej szafce w szatni, zanim zrobi siusiu w ubikacji i nim dotrzemy z Frankiem do ,,zerówki” to właśnie mija nam owe trzydzieści minut. Potem ja gnam na tramwaj (który na szczęście się nie psuje) i jestem za pięć ósma w pracy. Siedem godzin później Misza pędzi na tramwaj i wraca po dzieci do szkoły. Ja z dużym luzem idę o 16 na autobus zwany ,,bambrem” i rozpoczynam mają prawie godzinną podróż powrotną do domu.
Pora jedzenia obiadu przesunęła się u nas w kierunku pory wieczorowej, więc mamy od razu załatwioną też sprawę kolacji. Potem lekcje, bajka, wiadomości (to opcja dla mnie) lub druga bajka na innym kanale (to opcja dla dzieci), tudzież wcześniejsza kąpiel szkolnej dziatwy (to wariant preferowany przez Miszę). Jeszcze przejrzenie elektronicznego szkolnego dziennika w internecie, mycie naczyń, prace porządkowe, prasowanie (zajęcie fakultatywne dla ochotników) i dialog małżeński w wykonaniu Miszy (czyli wyliczanka wszystkich spraw niezałatwionych oraz takich które trzeba będzie załatwić w trybie pilnym) zakończony utyskiwaniem na niedogodności wynikające z mieszkania na ,,zadupiu”.
I to już w zasadzie koniec dnia.
Osoby interesujące się wyjaśnieniem tytułu odsyłam do piosenki  Andrzeja Grabowskiego ,,Jest dobrze” https://www.youtube.com/watch?v=vVQzYpaqdM0
 

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *