Pierwszy tydzień

Pierwszy tydzień szkoły mamy już za sobą. Był to dość ulgowy tydzień, ale też przeżyć co niemiara. Franki szybko się zaadoptował do nowych warunków szkolnej zerówki. W zasadzie nie odniósł żadnych emocjonalnych wrażeń. Nie jest ani źle, ani dobrze. W klasie ma szesnastu kolegów i tylko pięć koleżanek. Zjada swoje śniadanko które nosi ze sobą w niebieskim chlebaku z wizerunkiem Spidermena, przynosi do domu prace plastyczne z wizerunkami walczących rycerzy i jest ogólnie zadowolony z zaistniałego stanu rzeczy.
Inaczej jest z Zo. Bidulka nasza, choć robi zadowoloną minę, to widać, że ma kłopoty z adaptacją do nowych warunków. Czuje się samotna i taka zagubiona w wielkim szkolnym molochu. Musi sama po zajęciach zgłaszać się do świetlicy, chodzić na obiady. Nie ma jeszcze żadnej koleżanki i nie ma kto jej pomóc w odnalezieniu się w nowej sytuacji. Ale lekcje się jej podobają i z dużym przejęciem opowiada nam o tym co się danego dnia wydarzyło w klasie. Wczoraj zaprowadziła mnie do biblioteki i sama wypożyczyła sobie książkę. Oczywiście była to kolejna część ,,Przygód Martynki”. Zo była taka szczęśliwa i radosna. Niestety, gdy wróciliśmy do domu okazało się, że zeszyt do ćwiczeń nasza pierwszoklasistka zostawiła w swojej szafce w szkole. Przez to nie mogliśmy odrobić zadania domowego. Biedna Zo aż się popłakała z tego powodu.
Jej różowy chlebaczek z wizerunkiem księżniczek wrócił do domu z prawie nietkniętą zawartością. Mimo tych pierwszych niepowodzeń Zo nie traci wiary:
– Jest super, a czasami nawet dobrze.
Rano wstaje chętnie i cieszy się z pójścia do szkoły. Tylko ten ciężki plecak, choć różowy z kucykiem i na kółkach, to jednak sporo waży i Zo ma problemy z dźwiganiem go po schodach. 
Najfajniej jednak było w sobotę. To pierwszy dzień w tygodniu, kiedy nie trzeba było się tak wcześnie zrywać do szkoły. Mogliśmy sobie dużej pospać. Mogliśmy…, ale Zo przyszła do mnie do łóżka o szóstej trzydzieści. Była wyspana i chciała, żebym poczytał jej książkę. Dobrze. Myślałem, że w niedzielę będziemy mieli dłuższy sen. W niedzielę o szóstej trzydzieści w moim łóżku zameldował się Franki i też przyniósł książkę do czytania.
Podobno dzieci kiedyś wyrastają z wczesnego wstawania. Może szkoła ich z tego wyleczy…  

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki dorosłych już dzieci. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *