Świąteczny krajobraz bitewny

To nic, że w sobotę robiłem generalne, przedświąteczne porządki w mieszkaniu. Dywany odkurzone, podłoga w kuchni umyta, łazienka wyczyszczona. W nagrodę w niedzielę zostałem zesłany na zakupy, a Misza wraz z dziećmi ochoczo przystąpiła do wypieku pierniczków. Jakieś dwie i pół godziny później krajobraz naszego mieszkania przedstawiał się następująco: podłoga w kuchni kleiła się od lukru, na dywanie w korytarzu było pełno kolorowej posypki. Włącznik światła przy łazience nosił ślady mazgnięcia lepką substancją, łazienka w niczym już nie przypominała stanu po sobotnich porządkach.
– Upiekliśmy pierniczki – oznajmiła mi skacząca Zo.
– A ja zrobiłem serduszka dla Julki! – wykrzykiwał Franki, który z prędkością wystrzelonego pocisku przebiegał z pokoju do pokoju.
– Jestem taki podekscytowany – zaświszczał w przelocie.
Podczas niedzielnych zakupów nabyłem dwie niewielkie, choć całkiem ładnie wykonane ozdoby choinkowe: porcelanowego aniołka i drewnianego dziadka do orzechów. Dałem to dzieciom, a one uradowane potraktowały to jako zabawki. Natychmiast zaczęły się bawić w opowieść o ,,Dziadku do orzechów” (w zeszłym tygodniu byliśmy w operze). Zo była Klarą, a Franki wcielił się w postać dzielnego dziadka. Ponieważ ,,Dziadek do orzechów” Piotra Czajkowskiego jest baletem i podczas spektaklu nie pada ani jedno słowo, dzieci bawiły się bez słowa udając, że tańczą jak prawdziwi baletmistrze. To było nawet interesujące zjawisko, bo przez chwilę była autentyczna cisza w mieszkaniu.
Tymczasem Misza wpadła na pomysł, że może zdążymy w ciągu jednego dnia wyprać wszystkie firany i zasłony. Szybkie zdejmowanie, jedna pralka, druga, trzecia, prasowanie na mokro i zawieszanie z powrotem. Dom przypominał jeden wielki punkt pralniczy, tudzież atmosferę magla jaką pamiętam z wczesnego dzieciństwa.
Dzieci co nieco zaczęły się nudzić i wymyślały coraz głupsze zajęcia. Franki ćwiczył stanie na głowie na tapczanie, Zo wywijała tak aniołkiem, że ten w końcu upadł na ziemię i stłukł sobie jedno ze skrzydeł.
– Zbijmy mu drugie – oznajmiła Zo – i zamiast aniołka będzie Klara.
Całe szczęście, że dzień już się kończył, a dzieci wymęczone ogólną zawieruchą przedświąteczną w domu szybko posnęły.
Wyprane zasłony pachną świeżością, z kuchni wydobywa się aromat upieczonych pierniczków. W rogu pokoju stoi jeszcze nie przyozdobiona choinka. Też pachnie. Tak właśnie powstaje magiczny zapach świąt. Jesteśmy gotowi. 

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *