Bój to nasz (nie)ostatni

Jak fala na morzu, jak słońce na wiosnę, jak choroba w zimie powraca do nas nieustannie problem nocnych wędrówek. Wydawało się nam latem, że problem mamy z głowy. Dzieci zaczęły przesypiać całe noce w swoich łóżkach. Niestety nastały jesienne słoty i nocny tupot bosych stóp po parkiecie zaczął pojawiać się coraz częściej. Zo jest starsza o cały rok od Frankiego i ona już jakoś sobie radzi sama ze spaniem u siebie. Franki niestety wciąż potrzebuje towarzystwa w łóżku. Początkowo Misza i ja przeganialiśmy go z powrotem do swojego pokoju. Jak bumerang wracał po 15 minutach, czasami po pół godzinie. Można było tak walczyć całą noc. Jednak to mały Franki wychodził zawsze z tej walki zwycięsko. Znów uciekliśmy się do metody ostatecznej, czyli przekupstwa. Zacząłem obiecywać Frankiemu nagrody za spanie w swoim łóżku. Bezskutecznie. Podbijałem stawkę obiecując już nie wiadomo co za choćby tylko jedną noc. I tak nic… Franki wycwanił się do tego stopnia, że gdy obiecałem mu kupić miecz rycerski, to nad ranem (oczywiście po przespaniu nocy w naszym łóżku) pobiegł do siebie wkulił się w swoją pierzynę i po chwili zawołał donośnym głosem, tak by nas przebudzić:
– Dziś spałem w swoim łóżeczku!
Ostatnio na topie jest upragniony łuk z tarczą i strzałami. Kuszę nim codziennie młodego, a ten solennie obiecuje, że dziś już na pewno prześpi u siebie. A później… godzina 23….. tup, tup… bose stópki biegną po parkiecie.

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *