Rybka zwana Caruso

Właśnie zakończyliśmy huczne obchodzenie imienin Zo. Miało być skromnie, rodzinnie, a wyszedł z tego wszystkiego festiwal prezentów. Już od dłuższego czasu dzieciaki męczą nas o jakieś żywe stworzonko w domu. Jak na razie oboje z Miszką dzielnie opieraliśmy się nachalnym prośbą. Ostatecznie Zo przystała na to, że na imieniny dostanie mechanicznego stworka zwanego Zhu-zhu pets, czyli samobieżnego chomika wydającego przeróżne dźwięki i piski. To by nam wszystkim bardzo pasowało, bo jedyną formą opieki nad tym stworzeniem jest wymiana baterii. I na tym byśmy mogli zakończyć sprawę hodowania zwierząt w domu, gdyby nie dziadek Bogdan, który poprosił, żebyśmy w jego imieniu kupili Zo prawdziwą rybkę.
No, dobra. Rybka nie jest droga i nie wymaga wyprowadzania trzy razy dziennie na spacer. Rzec by można, że jest mało kłopotliwa. Mała rybka w kuli. Ot, taka drobnostka…
Miszka zadzwoniła do sklepu zoologicznego spytać się, czy są kule akwariowe. Ale pani sprzedawczyni uznała, że rybki w kuli za bardzo się stresują. Najlepsze jest małe akwarium. Akurat mają ostatnie. Akcja błysk, czyli ja wsiadam w samochód i gnam do sklepu.
– Jeśli chce pan profesjonalnie podejść do hodowli rybek musi pan w to przedsięwzięcie trochę zainwestować – oznajmiła mi pani sprzedawczyni.
– Cóż, dobrze – westchnąłem ciężko i pomyślałem sobie na pocieszenie, że część inwestycji sfinansuje przecież teść.  
– Musi pan mieć podłoże, roślinki, filtr powietrza – zaczęła wyliczać pani sprzedawczyni – bakterie oczyszczające wodę, grzałkę, pokarm żywy, pokarm suchy…
Wróciłem do domu z kartonem pełnym niezbędnego sprzętu na który wydałem ponad sto złotych i z jedną małą rybką – bojownikiem za dziewięć dziewięćdziesiąt.

Zo rzeczywiście bardzo się ucieszyła z rybki.
– Czy to jest chłopiec, czy dziewczynka? – spytała.
– Chłopiec – odparłem.
– Franki! – wykrzyknęła Zo. – To jest chłopiec. Możesz mu nadać imię!
Franki wpadł do pokoju, popatrzył zdumiony na rybkę i bez zastanowienia wypalił:
– Może Karuzela!
– Wiesz co, to nie jest dobre imię dla chłopca. Lepiej brzmi Caruso – zaproponowałem, bo jakoś tak mi się to słowo skojarzyło z karuzelą.
– Świetnie! – ucieszyli się oboje Zo i Franki. I tak rybka została Carusem.

Niedziela rano. Wczesny świt, parę minut po godzinie szóstej.
– Mamo! Mamo! – krzyczy Zo na cały głos. – A Franek chlapie mnie wodą z akwarium!

Akwarium stoi na szafce pomiędzy łóżkami Zo i Frankiego. Tak duży zbiornik z wodą stanowi nie lada pokusę dla dzieci. Już na samym wstępie Zo chciała karmić rybkę liśćmi od kwiatów, które dostała na imieniny. Franki utopił w zbiorniku kawałki czekolady. Co chwilę zanurza tam ręce i ma wiecznie mokre rękawy bluzki. Pytał się, czy może włożyć do akwarium swoich piratów.

Niedzielne popołudnie. Pora poobiednia. Zmywam naczynia w kuchni. W pokoju dzieci panuje dziwna cisza. Nagle słyszę Frankiego:
– Tato, mogę zdjąć koszulę, bo jest mi za gorąco?
– Możesz – odpowiedziałem, ale tchnęło mnie przeczucie. Pewnie młody znów zamoczył rękaw. Idę do pokoju. Dzieci stoją na stołkach i pochylają się nad akwarium. Wszędzie pełno wody.
– Gdzie rybka? – pytam się, bo nie mogę jej dojrzeć.
– Zamknęliśmy ją – mówi dumnie Franki i pokazuje mi na trzymane w ręku drewniane pudełko.
– CO!?
Otwieram przerażony pudełko, a w środku Caruso ledwo już zipie. Na szczęście po wpuszczeniu do wody cudownie ożył.
– Co wy robicie! – ponoszą mnie już nerwy.
– Bo ta rybka chciała mnie ugryźć – tłumaczy się Zo.
– Musieliśmy ją zamknąć – dodał z miną specjalisty brat – obrońca.
– Czy wiecie, że ona mogła zdechnąć bez wody?
Dzieci obraziły się na mnie.
Dopiero po pół godzinie Zo zaczęła chlipać.
– Tak mi przykro, nie chciałam jej zabić – przyszła przytulić się do mnie. – Już więcej tego nie zrobię. Obiecuję!
Pogłaskałem Zo i powiedziałem, że
na szczęście nic się  złego nie stało. Zo się uspokoiła. Franki natomiast nie poczuł wyrzutów sumienia i nie złożył w związku z tym żadnej obietnicy. Chyba nie wróży to zbyt dobrze dalszemu losowi rybki zwanej Caruso.
  

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubi pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od blogu, poprzez recenzje książkowe na utworach literackich kończąc. Obecnie pracuje w drukarni naukowej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *