Kopciuszek bez pieska

,,Sporo tutaj jest atrakcji,
kino, Teatr Animacji
i warsztaty i wystawy
i konkursy i zabawy…”
To fragment tekstu, który Franki ma się nauczyć na przedstawienie w przedszkolu z okazji Dnia Matki. Wszyscy w domu razem z nim wałkujemy całą rolę na okrągło. Franki podchodzi do sprawy ze stoickim spokojem, gdyż według swojego osobistego mniemania, on już rolę opanował dostatecznie dobrze. Chodzi więc po domu i powtarza: ,,sporo tutaj jest AKTRAKCJI”.
A skoro już mowa o przedstawieniu i Teatrze Animacji, to Miszka wpadła na pomysł, że czas najwyższy zafundować dzieciom nieco kultury na wyższym poziomie. Od ciągłego oglądania bajek w telewizji w ich umyśle stworzyła się już lekkostrawna papka obrazkowa, niestety bez właściwych składników odżywczych, tak potrzebnych do tworzenia kulturalnej wrażliwości. Teatr zaś, to prawdziwa świątynia ducha. TEATR! Jego magia: przyciemnione foyer, wygodne siedzenia na widowni, czarna kurtyna, bliskość sceny i podniecające bicie serca na odgłos gongu. Nie ważne, że to teatr dla dzieci. Tak dawno z Miszką nie uczestniczyliśmy w nurcie kultury wysokiej, że propozycja udania się na spektakl dla dzieci wydała się nam obojgu wielce kusząca.
Akurat grano ,,Kopciuszka”. Może być. Dzieci były zainteresowane. Przyznam, że inscenizacja nie była zbyt rewelacyjna. Kopciuszek nawet nie był umazany, ciągle tylko wzdychał do gołębi, nie było matki chrzestnej-wróżki, nie było karety i bicia zegara o północy. Nasze dzieci pogubiły się już w momencie, gdy akcja przedstawienia przeniosła się w głąb sceny i aktorzy zostali zamienieni na kukiełki (w końcu to teatr animacji).
– Dlaczego są dwa Kopciuszki? – pytał się Franki, a Zo wyrażała dezaprobatę na widok niezbyt ładnego kukiełkowego księcia. Na szczęście zaczął się antrakt i młodzież mogła ochoczo przystąpić do spożywania słodyczy, które zabraliśmy ze sobą z domu.  
– Tato, a gdzie jest piesek? – wyszeptał mi do ucha Franki podczas drugiego aktu.
– Piesek? – zdziwiłem się.
– W bajce Kopciuszek miał pieska.
No tak, w filmie Disney’a występuje piesek, a dla naszych dzieci najważniejszym pierwowzorem całej opowieści jest właśnie bajka filmowa. Zakończe
nie spektaklu dzieci przyjęły z dużym uczuciem ulgi. Nie domagały się bisu.


– I jak wam się podobało? – spytała Miszka po przedstawieniu.
– Nie było pieska – podsumował Franki.

Tak to właśnie świat teatru przegrał ze światem telewizji walkę o duszę młodego widza.

 

O tatamaracje

Z wykształcenia politolog, dziennikarz i doradca życia rodzinnego. Z miłości mąż i ojciec dwójki obecnie nastolatków: Zosi i Franka. Lubię pisać, tworzyć wszelakie formy pisane od bloga, poprzez recenzje książkowe na drobnych utworach literackich kończąc. Obecnie pracuję w drukarni akademickiej i prowadzę kursy przygotowawcze dla narzeczonych.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *