Nasze dwa małe utrapieńce znów są przeziębione i przymuszone do pozostania w domu pod nadzorem. Przez to przeziębienie od kilku dni oba stworzenia Boże nie zaznały porządnej kąpieli, nie mówiąc już o myciu włosów. Wczoraj rano lustrując stan higienicznej zapaści owłosienia głowy Frankiego stwierdziłem, że przydałoby mu się wreszcie porządne mycie z użyciem szamponu.
– Nie! – zaprotestował malec. – Nie chcę myć włosów. A właściwie po co mam je myć?
– Bo masz je takie… – zacząłem szukać odpowiedniego i dobitnego określenia.
– Już wiem – przerwał mi Franki. – Bo moje włosy są takie starożytne.

